Wśród polskich malarzy przełomu XIX i XX wieku niewielu potrafiło uchwycić ducha przyrody z taką intensywnością jak Józef Chełmoński. Jego obrazy nie są tylko przedstawieniem zwierząt i ludzi, lecz zapisami chwil, dźwięków i zapachów – poematami malowanymi światłem i cieniem. Podczas „Poranka z Chełmońskim”, który miałem przyjemność prowadzić w Muzeum Narodowym w Poznaniu*, zaprosiłem uczestników do ornitologiczno-malarskiego spaceru przez kilkanaście dzieł mistrza. Okazało się, że te płótna nadal przemawiają – i to nie tylko do oka, ale i do serca.

Choć tematyką jest fauna na obrazach Chełmońskiego, to nie ukrywam, że dla mnie to przede wszystkim świat pełen ptaków – żurawi, dropi, kuropatw, czajek – które symbolizują przemijanie, powrót, wspólnotę i samotność. Jego obrazy nie są dokumentacją przyrodniczą – to raczej reminiscencje, emocjonalne pejzaże, świadectwa epoki. Nie miał lunety ani atlasu ptaków – miał wrażliwość, intuicję i miłość do natury. I to wystarczyło, by stworzyć dzieła, które dziś czytamy jak ekologiczną poezję. Zachowując tytuły obrazów, zakładam, że od razu mamy przed oczyma konkretny gatunek ptaka i jemu de facto poświęcona jest narracja.

Zaczęliśmy od „Odlotu żurawi”. Te długonogie ptaki, odlatujące w zamglonym pejzażu, są obrazem tęsknoty, ale i nadziei. Przez dekady niemal zniknęły z polskiego krajobrazu, by powrócić – silniejsze niż wcześniej. Ich klangor w ciszy olbrzymiego pola mówi więcej niż niejeden wykład z ekologii.

Muzeum Narodowe w Krakowie; www.zbiory.mnk.pl ;MNK II-a-793;;fot. Jakub Płoszaj; Karol Kowalik

„Dropiach” widzimy dzikość, która przeminęła – ptaka otwartych przestrzeni, malowanego już pod Wersalem, ale z duszą polskiego stepu. Czy Chełmoński widział dzikie dropie? Nie wiemy – może korzystał z hodowlanych modeli, ale emocja i symbol są autentyczne. Z kolei „Kuropatwy” stapiają się z ziemią, są niemal niewidoczne – tak jak dziś w przyrodzie, wyparte przez chemię, monokultury i brak śniegu. Gdy jest biało akurat wtedy się pokazują w pięknych stadkach, co Mistrz znakomicie uchwycił. Ich zanik to cichy alarm – o krajobrazie, który znika bez krzyku.

„Jastrząb” (a może myszołów, błotniak, kobczyk?) to portret siły i instynktu. Dawniej „jastrząb” był synonimem drapieżnika, stąd zapewne ogólnikowy tytuł dzieła – bez zoologicznej precyzji, ale z pełnią szacunku dla ptasiej woli życia. A „Polowanie na słonki”? Z dzisiejszej perspektywy dla wielu obraz kontrowersyjny – ale przecież prawdziwy dla tamtej epoki. Łowiectwo jako rytuał, nie jako sport.

Najwięcej emocji budziły „Czajki” – ptaki melancholii i zanikającego krajobrazu rolniczego. Ich głos znika razem z łąkami i wodą. Skrzydła czajki to łzy w powietrzu – tak chyba najtrafniej można opisać tę aurę. Wspominaliśmy też „Kurką wodną”, dziś zwaną kokoszką. Ptak może niepozorny, ale z ciekawym życiem rodzinnym – o czym Chełmoński pewnie nie wiedział, ale podświadomie oddał to w scenie zanurzonej w szuwarach.

„Bociany” – symbol Polski wiejskiej, życia, odchodzenia. Czy odlatują, czy przylatują? To pytanie wracało. Odpowiedź – nieistotna. Liczy się symbol, emocja, przejście.

Wreszcie obrazy ludzi – „Pastuszek” i „Orka” – gdzie człowiek nie dominuje, lecz współistnieje z krajobrazem. To trudna lekcja dla współczesności. Owce jako terapeuci, dzieci jako strażnicy przyrody.

Muzeum Narodowe w Krakowie; www.zbiory.mnk.pl ;MNK II-a-429;;fot. Paweł Czernicki

I jeszcze „Las – wykroty”. Bez ptaka – ale z jego cieniem. Miejsce życia, chaosu, odradzania się. Locus ipse valet – samo miejsce ma wartość. Chełmoński to wiedział.

Ten spacer z obrazami był nie tylko analizą fauny, ale też próbą spojrzenia na przeszłość i przyszłość relacji człowieka z naturą. Chełmoński uczy pokory, wrażliwości i kontemplacji. Niech więc jego obrazy będą dla nas inspiracją – nie tylko w muzeum, ale i w codziennym życiu.

 

 

 

 

*Ten esej powstał na podstawie gawędy muzealnej „Poranki z Chełmońskim – Fauna w twórczości Józefa Chełmońskiego”, wygłoszonej w Muzeum Narodowym w Poznaniu. Dziękuję wszystkim uczestnikom za wspólną przygodę – za uważność, pytania, refleksje. To dzięki Wam spojrzałem na Chełmońskiego z nowej perspektywy.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

cztery + dziesięć =