Niewiele jest na świecie mórz, które można okrążyć. Jednym z nich jest Bałtyk. Ze wszystkich stron otacza go ląd, a tam, gdzie go brakuje, są mosty. Taka trasa liczy ponad pięć tysięcy kilometrów.
Bałtyk jest najmłodszym morzem na świecie. Przypomina jezioro, zresztą w swojej względnie niedługiej historii parokrotnie nim był. Jego status uzależniony jest od kilku płytkich cieśnin, które zapewniają mu łączność z Morzem Północnym, a tym samym również oceanem.

Bałtykiem od dzieciństwa fascynował się Adam Robiński, autor książek o przyrodzie i krajobrazie. Jako dziesięcioletni chłopiec stał na plaży i pytał o horyzont. Czym jest? Czy można go dotknąć? Co się za nim kryje? Trzydzieści lat później wyruszył w podróż dookoła morza, by samemu poszukać odpowiedzi. Chciał poznać, jak mieszkańcy każdego z dziewięciu państw nadbałtyckich – Litwy, Łotwy, Estonii, Rosji, Finlandii, Szwecji, Danii, Niemiec i Polski – postrzegają morze. W książce „Faronauci. Dookoła Bałtyku” opisuje nie jeden, lecz wiele Bałtyków.
Ci, którzy czytają morze
Faronauci to ludzie zafascynowani kulturą wybrzeża, jego przyrodą i latarniami morskimi. Adam Robiński znalazł się też pod ich urokiem:
„Pamiętam wakacje w cieniu strzelistych wież – jaskrawą czerwień Rozewia i doniosłość latarni w Ustce, którą kiedyś wziąłem za katedrę”.
Z upływem czasu zachwyt ustąpił głębszej refleksji.
„Zrozumiałem, jak delikatne negocjacje z żywiołami prowadzili ich budowniczowie”.
W jego podróży latarnie nadają rytm dniom i tygodniom. Autor dostrzega, że każda z nich jest częścią większej układanki – międzynarodowej sieci znaków, drogowskazów i komunikatów przypominających język migowy albo echolokację. Wspólnie próbują opisać rzeczywistość za pomocą uniwersalnych symboli.
„Doszedłem do wniosku, że latarnie symbolizują i wyrażają troskę jednego człowieka o drugiego. Być może właśnie dlatego ich obecność budzi przede wszystkim pozytywne odczucia, czasem niemal uniesienie”.
Każdy ma swój Bałtyk
Każdy z narodów, które geografia „połączyła” z Bałtykiem, pozostaje jednak w relacji jedynie z jego fragmentem.
„Choć obsiedliśmy to jezioro niczym stado kruków rozdziobujące truchło sarny, każdy z nas interesuje się wyłącznie jedną kończyną, głową, tułowiem albo zadem”.
Nie ma zgody nawet co do jego nazwy. Niemcy mówią Ostsee – Morze Wschodnie. Estończycy używają nazwy Läänemeri – Morze Zachodnie. Jeszcze większe zamieszanie wprowadzają Finowie – Itämeri sugeruje wschód, choć z perspektywy Finlandii Bałtyk leży raczej na północy, zachodzie i południu. Polakom z kolei morze jednoznacznie kojarzy się z północą.
Każdy kraj staje się w książce osobną opowieścią. Przykładowo Łotwa jest historią morskiego folkloru i dawnych wierzeń, pokazującą, jak na wybrzeżu przenikały się światy morza i lądu. Estonia to opowieść o latarniach morskich i oswajaniu ciemności. Przez wieki morze budziło lęk – historycy przypominają, że jeszcze kilka stuleci temu kojarzono je z biblijnym potopem, a latarnie były wynalazkiem pozwalającym człowiekowi bezpieczniej wypływać w nieznane.
Zaskakuje Szwecja, gdzie na północy góry wyrastają niemal prosto z morza i nadal się wypiętrzają po ustąpieniu lądolodu. Z kolei w północnej części Zatoki Botnickiej, u wybrzeży Finlandii, woda jest bardzo niskosłona, dlatego zimą Bałtyk zamarza tam niczym mazurskie jezioro.

Morze, które wciąż zmienia swoje oblicze
Bałtyk jest jednym z najmłodszych mórz na Ziemi – jego współczesna postać ukształtowała się po ostatnim zlodowaceniu, zaledwie 10–15 tysięcy lat temu. W tym stosunkowo krótkim czasie kilkakrotnie zmieniał swój charakter – od faz jeziornych do morskich – w zależności od połączenia z oceanem.
Zmiany te wynikały z procesów geologicznych związanych z cieśninami duńskimi. Od tego, czy Bałtyk miał połączenie z Morzem Północnym, czy pozostawał od niego odcięty, zależał jego charakter i zasolenie.
Geologia często wydaje się dziedziną abstrakcyjną, ponieważ operuje skalami czasu trudnymi do wyobrażenia. Tymczasem w regionie bałtyckim można obserwować te procesy niemal bezpośrednio.
Dobrym przykładem jest Skandynawia, która wciąż unosi się po ustąpieniu lądolodu. W niektórych miejscach tempo tego wypiętrzania sięga około 9 milimetrów rocznie. To niewiele w skali jednego roku, ale w ciągu stulecia oznacza podniesienie lądu o blisko metr. Od początku XXI wieku ląd w tym obszarze podniósł się już o około 20 centymetrów.
Wyjaśnienie tego zjawiska prowadzi do ostatniego zlodowacenia. Skandynawię pokrywał wówczas lądolód o grubości dochodzącej do kilku kilometrów, którego ogromny ciężar uginał skorupę ziemską. Można to porównać do poduszki uginającej się pod ciężarem siedzącej osoby – po jego usunięciu powoli wraca ona do pierwotnego kształtu. Podobnie zachowuje się Ziemia. Po ustąpieniu lądolodu około dziesięciu tysięcy lat temu rozpoczął się proces izostatycznego podnoszenia się lądu, który trwa do dziś.
Zjawisko to ma praktyczne znaczenie. Musi być uwzględniane między innymi przy projektowaniu mostów i planowaniu infrastruktury. Są też miejsca, gdzie jego skutki można obserwować niemal na żywo. W Finlandii, zwłaszcza w archipelagu Kvarken w Zatoce Botnickiej, obserwacje satelitarne dokumentują wynurzanie się nowych fragmentów lądu i stopniową zmianę linii brzegowej.
To jeden z najbardziej spektakularnych przykładów procesów geologicznych, które można obserwować w skali ludzkiego życia. Granica między morzem a lądem przesuwa się na oczach kolejnych pokoleń, przypominając, że powierzchnia Ziemi nieustannie się zmienia.
Wybrzeże, które wymyka się stereotypom
Jest ono znacznie bardziej zróżnicowane, niż powszechnie się uważa. Nasze wyobrażenie o Bałtyku jako o długiej, piaszczystej i prostej plaży obmywanej falami jest tylko fragmentem rzeczywistości. Polskie wybrzeże kryje znacznie więcej krajobrazów i historii.
Nie chcąc psuć czytelnikom przyjemności z lektury, zdradzimy jedynie, że w rozdziale poświęconym Polsce pojawia się spojrzenie przybysza z zewnątrz – Słowaka, który zapamiętał nasze wybrzeże tak:

„Nigdy nie zapomnę mrowia turystów, parawanów, straganów i automatów z plastikowym badziewiem za dwa złote. Plaż dudniących muzyką z przenośnych głośników i deptaków z goframi tak słodkimi, że przyprawiają o mdłości. Paragonów grozy w smażalniach i milionów petów wetkniętych w piasek”.
Co na to Adam Robiński? Odpowiedź nie jest jednoznaczna, bo „Faronauci” nie są ani przewodnikiem turystycznym, ani książką o wakacyjnych wspomnieniach. To opowieść o morzu, które nieustannie się zmienia, i o ludziach próbujących zrozumieć swoje miejsce na jego brzegach.
Być może właśnie dlatego, stojąc na jego brzegu i patrząc w horyzont, wciąż wracamy do tych samych pytań, które kiedyś zadał dziesięcioletni chłopiec: co kryje się za linią, gdzie kończy się wzrok i czy naprawdę znamy morze, nad którym co roku spędzamy wakacje.
Zamieszczone cytaty pochodzą z książki „Faronauci. Dookoła Bałtyku”, Adam Robiński, Wydawnictwo Czarne, 2026.





