„Przestrzeń publiczna i język powinny być jak wspólna studnia na środku wioski: jeśli ktoś ją zatruwa, to robimy z takim gościem porządek. Zakazaliśmy wlewania ścieków do rzek i palenia śmieci za domem, umówiliśmy się, że nie dosypujemy heroiny do płatków śniadaniowych, choć to by z pewnością zwiększyło sprzedaż. Dlaczego mielibyśmy dopuszczać systematyczne zatruwania przestrzeni komunikacyjnej w imię zysków?”.
Czyste środowisko jako wartość. Ochrona „wspólnej studni” jako wartość. Wylewanie ścieków lub palenie śmieci jako synonim zła i negatywnych postaw. Rzadko kto tak wyraźnie i obrazowo stawia sprawę i tak rozgranicza dobro od zła. Piękne ujęcie!
Mimo że zajmuję się tym od dawna, zaskoczyła mnie czytelność i trafność obrazowania dobra i zła sprawami środowiska – trudno bowiem o coś lepszego niż czysta woda lub o coś gorszego niż skażone powietrze. Wiem, wojna zawsze jest gorsza, ale tym razem nie o tym piszę.
Cytat przywołany na początku pochodzi z fascynującej rozmowy Marcina Fijołka z Polsatu z dr. Marcinem Napiórkowskim, dyrektorem Muzeum Historii Polski o historii Polski, o Polakach, o współczesności z tegorocznego majówkowego numeru Magazynu DGP.
Może to efekt tego, że sam Napiórkowski jest fascynującym człowiekiem – choćby z racji książek, które napisał, i poglądów, które ma na Polskę i na świat. Dwie z nich – „Naprawić przyszłość. Dlaczego potrzebujemy lepszych opowieści, żeby uratować świat” oraz „Polska jest życzliwa” – mają bardzo wymowne tytuły i zdradzają jego pozytywne nastawienie do życia. W czasach popularności notorycznych malkontentów to wielki skarb.
Wywiad nie był o ekologii, ale chcąc nie chcąc Napiórkowski włączył ekologię do kanonu kultury jako wzorca dobrych pozytywnych zachowań. Wskazał na środowisko jako synonim dobra, a aktywność na rzecz czystego środowiska jako pozytywną postawę.
Inny popularny dziennik – „Rzeczpospolita” w weekendowym wydaniu Plus Minus z dziś (8-9 sierpnia 2026) – ogłasza, jako temat numeru, że „Kultura nie zbawi świata”. Od zbawienia jest ktoś inny, ale zajrzałem do środka zaciekawiony TAKIM pesymistycznym tytułem i zorientowałem się, że to efekt obserwacji kilku autorów wskazujących na obecny – jedynie rozrywkowy, pobieżny i wyprany z głębszych treści – kształt kultury.
Nie będę streszczać zawartości tych tekstów, tym bardziej, że z kilkoma tezami się nie zgadzam – znaczy się, uważam, że „aż tak źle” jeszcze nie jest – ale zwrócę uwagę na pewien aspekt rozważań nad kulturą. Kultury jako inspiracji dobrych postaw proekologicznych.
Tak się składa, że Program Drzewo Franciszka, który koordynuję, jest największym w tej chwili w Polsce programem ekologii integralnej, która łączy elementy natury, duchowości i kultury. Duchowość chwilowo pominę – dużo o niej pisałem wcześniej – ale skupię się właśnie na wymiarze kulturowym. Bo przecież nie co innego, jak właśnie kultura kształtuje nasze postrzeganie świata, naszą wrażliwość i nasz stosunek do zjawisk, idei i postaci. Kształtuje coś, co nazywamy wartościami. Nie musimy dodawać przymiotników, bo każdy z nas ma inny światopogląd – z czego wynikają na przykład odmienne poglądy polityczne – ale mam wrażenie, że istnieje cały czas katalog wartości wspólnych, które powinny raczej zbliżać do siebie, a nie antagonizować. W takim katalogu wartości wspólnych widzę ekologię, która jest – najogólniej to ujmę – umiejętnością kształtowania lepszej przyszłości, czystego środowiska i lepszych perspektyw na przyszłość.
Rangę kultury jako katalizatora dobrych postaw uznają specjaliści od ekologii. Wiedzą, że bez ukształtowanej świadomości kulturowej ekolodzy niewiele zdziałają. Owszem, do całkiem sporego grona trafia widok pięknych zachodów słońca, wizerunki zwierząt lub roślin, ale do jeszcze większego grona trafia fakt, że natura jest elementem najpiękniejszych dzieł sztuki – architektury, malarstwa, literatury, muzyki i innych form kultury.
Wiem, co piszę, bo co roku na konferencjach „Natura i Kultura”, na których specjaliści różnych dziedzin – nauk przyrodniczych, historycznych i społecznych – mówią o kontekstach natura-kultura, pojawia się pod setkę uczestników. Gdy po raz pierwszy rzuciłem ten pomysł 6 lat temu miałem mały kłopot z przekonaniem swoich rozmówców, że to ma sens; dziś jest to jak najbardziej oczywiste, wszak za dużo jest natury w kulturze, by to ignorować.
I przyznają to dziś specjaliści różnych dziedzin – dendrolodzy, hydrolodzy, ornitolodzy, biolodzy ogólnie, astronomowie i inni – że bez historii naturalnej, bez znajomości historii sztuki, bez podejścia międzykulturowego ich specjalistyczna wiedza jest niepełna.
Mało tego, podczas Festiwalu Ekologii Integralnej organizowanego co roku między 4 a 10 października, pokazujemy bogactwo obecności natury w kulturze, a jednocześnie siłę kultury w kształtowaniu postaw proekologicznych.
Marcin Napiórkowski idealnie oddał tę wzajemną relacyjność. Mało tego, dzięki tej relacyjności nawołuje do oczyszczenia kultury ze „ścieków” cywilizacji. Jeśli, to już moje dopowiedzenie, pomstujesz dziś na biednych Ukraińców, jutro będziesz pomstował na lekarzy, ekologów, którzy w swojej pracy dbają o twoje dobro. Jeśli dziś wulgarnie ogłaszasz swoje głupoty na socialmediach, jutro realnie zaatakujesz człowieka o innych poglądach na ulicy.
To też apel do co bardziej krewkich ekologów – twoja postawa ma znaczenie w przekonywaniu do racji proekologicznych. Jeśli uważasz, że jedynym językiem rozmowy z urzędnikami jest walenie pięścią w stół, to nigdy nie zyskasz ich przychylności i, co gorsza, stracisz sojuszników po swojej stronie.
Wartością ludzkości jest umiejętność posługiwania się słowem. To nie tylko pisanie pięknych książek, ale także umiejętność pokazywania swojej siły poprzez dobre, może czasem mocne i stanowcze, ale jednak kulturalne określenie potrzeb bronionej przyrody.
Kłamstwo, obłuda i agresja nigdy nikomu nie pomogły. Nawet, jeśli dzięki temu ktoś uzyskał przewagę i zniszczył jakieś dobro, to to efekt chwilowy. Tak uważam. W to wierzę. Jak i w to, że kultura może chronić naturę.
fot. tytułowa: magiczny Asyż, autor: Krzysztof Mączkowski





