Zdrowie gleby jako fundament zdrowej żywności, relacji z naturą i nadziei na przyszłość. Czy i jak sposób uprawy ziemi wpływa na glebę, jedzenie, człowieka i to, co zostawimy po sobie – oraz co z tego wynika dla rolnika i konsumenta? Pytamy dra Stanisława Świtka, adiunkta w Katedrze Agronomii na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu, współpracownika Programu Agrokultura realizowanego przez FZK, od urodzenia związanego ze wsią i rolnictwem.
Katarzyna Kamyczek: Czy Ziemia choruje?
Stanisław Świtek: Tak – mówienie o „chorobie gleby” to oczywiście pewne uproszczenie i skrót myślowy. W języku naukowym częściej mówi się o degradacji gleby lub upośledzeniu jej funkcji – czyli sytuacji, w której gleba traci zdolność do prawidłowego wspierania wzrostu roślin. W starszych podręcznikach raczej nie znajdziemy pojęcia „choroby gleby”, ale używając go celowo, chcemy coś bardzo ważnego podkreślić.
Gleba to nie jest martwe podłoże. Oprócz części mineralnych i organicznych oraz wody i powietrza wypełniających pory, gleba jest żywym ekosystemem. Zamieszkują ją miliardy mikroorganizmów, grzybów, pierwotniaków i drobnych zwierząt, które umożliwiają obieg materii: rozkładają obumarłe szczątki, uwalniają składniki pokarmowe i budują jej strukturę. Dzięki nim gleba „działa”.
Dlatego słowo „choroba” jest tu pomocne – bo tak jak u człowieka, oznacza ona stan, który może się pogorszyć, ale może też ulec poprawie. Gleba może zdrowieć, regenerować się i wracać do normalnej produktywności, jeśli stworzymy jej odpowiednie warunki.
„Choroby” gleby mogą mieć bardzo różne przyczyny:
– złą strukturę i nadmierne zagęszczenie,
– problemy z gospodarką wodną (np. zbyt długie zalanie pola lub przesuszenie),
– niedobór albo nadmiar składników pokarmowych,
– skażenie metalami ciężkimi,
– zaburzenia życia biologicznego,
– nagromadzenie patogenów
Czy taka „chora” gleba przenosi chorobę bezpośrednio na człowieka?
Nie wprost. Ale gleba jest częścią środowiska, a stan środowiska zawsze wpływa na nas pośrednio. Gleba w złej kondycji daje niższe plony, rośliny są słabsze, mniej odporne. W skrajnych przypadkach, na przykład przy skażeniu metalami ciężkimi, może dojść do ich akumulacji w częściach roślin, które potem spożywamy – na szczęście w Polsce jest to problem marginalny i ściśle kontrolowany.

Ziemia może „zdrowieć” – i po czym się rozpoznaje, że gleba zaczyna się regenerować?
Jest kilka wyraźnych oznak tego, że gleba zaczyna „zdrowieć” – wiele z nich rolnik może ocenić gołym okiem i własnymi rękami.
Na początku warto spojrzeć na wodę. Gleba zdegradowana, zagęszczona i „niesprawna” ma problem z infiltracją – po intensywnych opadach tworzą się na niej zastoiska wody. Przy niedoborze materii organicznej, która jest wręcz „lekarstwem” dla gleby i znacząco poprawia jej właściwości fizyczne i chemiczne, taka gleba szybko się zaskorupia. Na powierzchni tworzy się twarda warstwa, która utrudnia wymianę powietrza, wschody roślin i rozwój systemu korzeniowego. Gdy gleba zaczyna się regenerować, woda szybciej wsiąka, a powierzchnia pozostaje bardziej pulchna i odporna na zaskorupienie.
Kolejnym bardzo czytelnym sygnałem są organizmy glebowe. Klasycznym wskaźnikiem zdrowej gleby jest dżdżownica. W glebie regenerującej się obserwujemy wyraźny wzrost ich liczby. Najprostszym sposobem oceny jest tzw. test łopatowy – wykopujemy jeden szpadel gleby i sprawdzamy, ile dżdżownic w nim znajdziemy. Im więcej, tym lepiej funkcjonuje cały system biologiczny.
Możemy też ocenić aktywność biologiczną gleby, czyli tempo rozkładu materii organicznej. Istnieją do tego proste, a jednocześnie naukowo potwierdzone metody. Jedną z nich jest test torebek herbaty – zakopujemy na niewielkiej głębokości standardowe torebki (najczęściej Lipton), a po około 3–4 miesiącach je wykopujemy. Ubytek masy pokazuje, jak intensywnie pracują mikroorganizmy glebowe. Podobnie działa tzw. test bawełnianej bielizny – sprawdzamy, jak szybko materiał ulega rozkładowi. Brzmi to żartobliwie, ale są to metody opisane w literaturze naukowej i stosowane w badaniach.
Dla rolnika bardzo ważne są też zmiany w strukturze gleby. Jeśli wcześniej była zwięzła i trudna do rozkruszenia, z czasem zaczyna się łatwiej kruszyć. Jeśli była zdegradowana i pozbawiona struktury, pojawiają się agregaty glebowe – naturalne „grudki”, które świadczą o dobrej pracy biologii i obecności próchnicy.
Ostatecznym wskaźnikiem są jednak rośliny. W zdrowiejącej glebie rosną one równomiernie, mają prawidłowe wybarwienie, nie wykazują objawów niedoborów ani chloroz. System korzeniowy jest dobrze rozwinięty, głęboki i rozgałęziony. To dla rolnika najbardziej namacalny dowód, że gleba wraca do formy – a razem z nią cały ekosystem pola.
Rolnictwo regeneratywne to powrót do dawnych praktyk, czy odpowiedź na współczesne kryzysy ekologiczne?
Rolnictwo regeneratywne ma wiele definicji i znaczeń, ale w swojej istocie nie jest prostym „powrotem do przeszłości”. To raczej świadome wykorzystanie i wzmacnianie mechanizmów, które naturalnie zachodzą w przyrodzie – zamiast ich blokowania czy zastępowania. Chodzi o to, by glebie nie przeszkadzać, a jednocześnie tworzyć warunki, w których sama potrafi się regenerować.
W tym podejściu następuje odejście od myślenia, że nawozy mineralne i środki ochrony roślin są odpowiedzią na wszystkie problemy. Rolnictwo regeneratywne może korzystać zarówno z nowoczesnych technologii, jak i metod biologicznych, ale zawsze w sposób wspierający funkcjonowanie gleby jako żywego systemu. W efekcie zdrowa gleba – o dobrej strukturze i odpowiedniej żyzności – pozwala utrzymać stabilne plony, a tym samym dochody rolnika, nawet w obliczu kryzysów klimatycznych czy ekonomicznych. To także sposób prowadzenia gospodarstwa, który nie stoi w kontrze do środowiska, lecz próbuje działać w zgodzie z nim, wykorzystując i wzmacniając naturalne procesy.
Czy rolnicy widzą ten problem – nie dawanie odpoczynku ziemi, czy wolą iść w zyski?
Rolnicy mają trudne zadanie, bo muszą balansować między odpowiedzialnością za gospodarstwo i własną rodziną, a koniecznością osiągania zysków. Dlatego czasami świadomie łamią zasady, które są dobrze znane i opisane, takie jak płodozmian czy nawożenie organiczne. W długiej perspektywie jednak trzymanie się tych zasad przynosi realne korzyści – nie jest obciążeniem dla gospodarstwa. Płodozmian pozwala zmniejszyć nakłady na ochronę roślin i uzyskać wyższe, stabilniejsze plony.
Podobnie jest ze strukturą gleby. Większość rolników zdaje sobie sprawę, że wjazd na pole zbyt wilgotne powoduje jego zagęszczenie, które czasem sięga nawet 100 cm w głąb. Niestety, czasami nie ma wyboru – nadchodzi termin zbioru i trzeba zebrać plony, nawet kosztem pogorszenia kondycji gleby. To pokazuje, że rolnicy stale muszą balansować między krótkoterminowymi potrzebami ekonomicznymi, a długofalowym zdrowiem pola.

A rolnictwo przemysłowe, czy tam za kilka lat będzie – mówiąc dosłownie, co zbierać?
Przyrost ludności na świecie wciąż rośnie, ale według prognoz w ciągu kilku dekad osiągnie swoje maksimum i zacznie powoli spadać. Jeśli spojrzymy wstecz, praktycznie cały XX wiek upłynął pod znakiem równoczesnego wzrostu liczby ludzi i produkcji rolnej. Obecnie liczba osób głodujących na świecie nie wynika już przede wszystkim z braku jedzenia, lecz z problemów takich jak wojny czy nierówności w dostępie do żywności. Od roku 2000 produkcja rolna rośnie szybciej niż liczba ludności, co w efekcie przekłada się na spadek cen żywności w skali globalnej.
Mimo to wciąż musimy produkować wystarczająco dużo żywności, aby zaspokoić potrzeby pokarmowe ludzi. Rolnictwo przechodzi ogromne przeobrażenia – staje się coraz bardziej precyzyjne, zarówno w nawożeniu, jak i w stosowaniu środków ochrony roślin, a rośnie też wiedza rolników. Jednocześnie rozwijają się alternatywne systemy produkcji, takie jak rolnictwo regeneracyjne czy zrównoważone metody upraw, które pozwalają zwiększać plony przy jednoczesnym ograniczeniu negatywnego wpływu na środowisko.
To, jak będzie produkowana żywność, w dużej mierze zależy także od nas, konsumentów. Codzienne wybory zakupowe, nasze opinie i oczekiwania kształtują rynek – i tym samym sposób, w jaki wytwarzana jest żywność.
Lokalność i sezonowość są nie tylko wyborem konsumenckim, ale też formą troski o glebę i wspólnotę? To chyba dotyczy tylko rolników z pasją?
Myślę, że zawodu rolnika nie da się wykonywać bez pasji. Trudno wyobrazić sobie kogoś, kto prowadzi gospodarstwo wyłącznie dla pieniędzy – nawet jeśli czasem narzeka na trudności codziennej pracy. Jeśli zapytamy rolników, dlaczego prowadzą swoje gospodarstwo, powody ekonomiczne zazwyczaj nie są najważniejsze. Najczęściej wymieniają przywiązanie do ziemi, szacunek dla tradycji i chęć kontynuowania dzieła poprzednich pokoleń.
Musimy również podkreślać rolę rolnika w środowisku – decyzje, które podejmuje, wpływają nie tylko na jego gospodarstwo, ale na cały otaczający krajobraz, na jakość gleby, lokalną bioróżnorodność i dobro wspólnoty. Dlatego wybory dotyczące lokalności i sezonowości produktów nie są tylko konsumenckim trendem – są częścią troski o glebę, o środowisko i o całą społeczność, a ich sens najlepiej rozumieją rolnicy, którzy traktują swoją pracę jako pasję i odpowiedzialność jednocześnie.
Jak zmienia się relacja człowieka z przyrodą, gdy rolnik przestaje „eksploatować”, a zaczyna współpracować z ziemią?
Przede wszystkim to zmiana percepcji– zaczynamy rozumieć procesy zachodzące w przyrodzie i dostrzegać, że sami jesteśmy jej integralną częścią. Te procesy możemy wzmacniać lub osłabiać, w zależności od naszych działań. Kluczowe jest poznanie i nazwanie tego, co się dzieje w ekosystemie – dzięki temu nie przechodzimy obok tego obojętnie. Zaczynamy świadomie obserwować skutki swoich działań i zastanawiać się, jak decyzje podejmowane dzisiaj wpłyną na stan gleby, bioróżnorodność i środowisko w przyszłości. To w naturalny sposób przekształca relację człowieka z przyrodą – z relacji „eksploatatora” w relację partnerstwa i współpracy.
Czy regeneracja gleby może być źródłem nadziei w obliczu zmian klimatu – i jak unikać przy tym języka katastrofizmu?
Działania w ramach rolnictwa regeneracyjnego poprawiają zdolność gleby do magazynowania wody. Uprawa bezorkowa ogranicza spływy powierzchniowe, dzięki czemu gleba lepiej przygotowuje się na ekstremalne ulewy, a jednocześnie lepiej radzi sobie w okresach suszy. Dążenie do zwiększenia zawartości materii organicznej i poprawy struktury gleby pozwala magazynować większą ilość wody, co zwiększa odporność gospodarstwa na zmiany klimatu.
Zmiana technologii uprawy, ale też lepsze rozumienie gleby i procesów w niej zachodzących, staje się zatem kluczowym sposobem dostosowania się do nowych warunków pogodowych. Oczywiście, nie wszystko będzie proste – w niektórych regionach ekstremalne zjawiska pogodowe mogą się nasilać, a części świata staną się mniej korzystne dla rolnictwa. Z drugiej strony, rosnąca koncentracja CO₂ i wzrost temperatur mogą sprawić, że nowe obszary – szczególnie te położone na północy – zyskają większy potencjał rolniczy.
Jakie małe, codzienne decyzje (na polu i przy stole) realnie wspierają rolnictwo, które leczy ziemię?
Tak jak wspominałem wcześniej, świadome wybory konsumenckie kreują rynek – pokazują producentom, jakie produkty są pożądane. Może niedługo, tak jak dziś kupujemy żywność ekologiczną, w sklepach pojawią się produkty „regeneracyjne”, pochodzące z gospodarstw, które dbają o zdrowie gleby. Już teraz warto zwracać uwagę na certyfikaty i oznaczenia świadczące o tym, że produkcja nie szkodzi środowisku.
Najważniejsze jednak jest budowanie relacji u podstaw – wspieranie lokalnych rolników, rozmowa o sposobach prowadzenia gospodarstwa i świadome wybory przy codziennych zakupach mogą realnie wspierać rolnictwo, które leczy ziemię.
Na koniec: czy fakt, że na ziemi zalega śnieg, może przełożyć się na lepsze plony? Podobno śnieg działa jak świetny izolator.
Śnieg jest bardzo ważny jeśli mamy temperatury minusowe. Zabezpiecza rośliny przed wymarznięciem. Najgorsza sytuacja jaka może się zdarzyć to minusowe temperatury, mroźny wiatr i brak okrywy śnieżnej. Po śnieżnej zimie powinno być również więcej wody dostępnej dla roślin, odbudowuje się zapas wody w glebie, co jest ważne dla roślin wysiewanych jesienią i będących już na polu jak i tych które będą wysiewane dopiero wiosną.
Generalnie dla roślin wysiewanych jesienią ciepła zima, gdzie mamy temperatury na plusie sprzyja wegetacji, możemy wysiewać bardziej wrażliwe, wyżej plonujące odmiany.
Wracając do śniegu – jeśli mamy mroźną zimę śnieg zdecydowanie pomaga, zabezpiecza rośliny przed wymarznięciem.





