Od lat żyję w dwóch światach, które dawno przestały być dla mnie oddzielne. Z jednej strony praca ornitologa – obserwacji ptaków, eksperymentów, pisania publikacji. Z drugiej – czysta, chłopięca pasja ptasiarza: te poranne wyjścia, kiedy nic nie musi się wydarzyć, a jednak zawsze coś się dzieje.

Właśnie w tym napięciu między zawodową rutyną a fascynacją ptakami sięgnąłem po książkę Ragana Sutterfielda. I znalazłem w niej coś, czego szukałem od dawna – język, który łączy lornetkę z pewnym rodzajem kontemplacji. Od razu zauważmy, iż Watch and Wonder nie jest typową książką przyrodniczą. To intymny, miesięczny dziennik człowieka, który patrzy na ptaki nie tylko po to, by je zidentyfikować, ale by przez nie zobaczyć coś więcej. Episkopalny ksiądz z amerykańskiego Południa zabiera nas w podróż przez cały rok – od styczniowej radości i czystej uwagi, przez październikową cierpliwość, po listopadowe rozważania o kenozji przy pelikanie, aż po grudniowe fundamentalne przyjęcie i przyjaźń.

Sutterfield pisze pięknie i szczerze. Szczególnie zapadł mi w pamięć fragment, w którym łączy ofiarność ptaków z chrześcijańską tajemnicą – „krwi z Nazaretu”. To nie jest wydumana symbolika. To cielesne, upierzone sacrum – świętość, którą można zobaczyć, gdy stoisz o świcie i czekasz.

Książka uczy tego, co nazywają Amerykanie sacramental sight – patrzenia na widzialne, by dostrzec w nim niewidzialne. Ptaki stają się oknem na transcendencję. Ich kruchość przypomina o naszej. Ich migracje – o pielgrzymce. A nagłe pojawienie się rzadkiego gatunku – o łasce, która nie przychodzi na zawołanie. Autor z czułością opisuje, jak zamienia swoje podwórko w azyl dla gatunków wędrownych, jak przeżywa ból utraty siedlisk i jak w tym bólu rodzi się nadzieja – nie naiwna, ale wytrwała, wykuwana w codziennym czuwaniu.

Czytałem tę książkę z pewnym wzruszeniem, ale też z polskim niedosytem. Sutterfield mocno tkwi w amerykańskim kontekście – Christmas Bird Count, suburban yards, historia dzięcioła wielkodziobego. Brakuje mi tu szerszego oddechu: słowiańskich mitów, w których ptaki były posłańcami między światami, szamańskich tradycji czy naszej własnej przyrodniczej literatury. Ptaki mówią uniwersalnym językiem, który przekracza jedną kulturę i jedną religię. Chciałoby się, żeby autor poszedł w tym kierunku jeszcze głębiej. Cóż, wybrał swoje tu i teraz i oczywiście ma do tego prawo.

Mimo tego Watch and Wonder to jedna z najpiękniejszych książek o ptasiarstwie, jakie czytałem. W świecie, w którym przyroda coraz częściej staje się tylko tłem dla naszych ekranów, Sutterfield przypomina najprostsze i najgłębsze rzeczy: wystarczy się zatrzymać, wyciszyć i patrzeć. Ptasiarstwo (powiedzmy, że ciągle też przedstawiane u nas z angielska jako birdwatching czy birding) uczy powolności, pokory i radości z samego bycia – tu i teraz, pod wspólnym niebem z drozdem, siewką i orłem.

Z moich notatek robionych podczas lektury najmocniej utkwiła mi jedna myśl: towarzystwo ptaków o świcie to piękny rodzaj medytacji. Ta książka nie tylko pogłębia wiedzę o ptakach. Ona pogłębia naszą zdolność bycia w pełni człowiekiem w świecie. Jeśli kiedykolwiek czułeś, że lornetka w ręku to coś znacznie więcej niż sprzęt optyczny – przeczytaj. To może być narzędzie duchowej konwersji.

 

Ragan Sutterfield (2026). Watch and wonder: Birding as a spiritual practice. Broadleaf Books, Minneapolis

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

16 − dwanaście =