Jeszcze niedawno turysta kojarzył się z plecakiem, mapą i szacunkiem do odwiedzanych miejsc. Dziś coraz częściej mówi się o tłumach i miejscach, które pod naporem odwiedzających tracą swój wyjątkowy charakter. Czy da się pogodzić turystykę z ochroną przyrody? Pytamy dr Agatę Basińską-Zych – ekspertkę w obszarze zarządzania turystyką zrównoważoną i dobrostanem człowieka.

 

Katarzyna Kamyczek: Przyroda i turystyka stoją po przeciwnych stronach barykady?

Agata Basińska-Zych: Nie stoją! Problemem nie jest samo podróżowanie, lecz sposób, w jaki organizujemy i uczestniczymy w ruchu turystycznym. Współczesne badania pokazują, że odpowiedzialnie zarządzana branża turystyczna może być sprzymierzeńcem ochrony przyrody. To właśnie na tym opiera się idea turystyki zrównoważonej – takiego modelu podróżowania, który pozwala zaspokajać potrzeby turystów, wspiera rozwój lokalnych społeczności, a jednocześnie nie narusza zasobów przyrodniczych i kulturowych, z których będą korzystać przyszłe pokolenia. Jeszcze dalej idzie ekoturystyka, której celem jest nie tylko minimalizowanie negatywnego wpływu na środowisko, ale także aktywne wspieranie ochrony przyrody oraz edukacja ekologiczna odwiedzających.

Dobrze zaplanowany ruch turystyczny może dostarczać środków na utrzymanie parków narodowych i obszarów chronionych, tworzyć miejsca pracy dla lokalnych mieszkańców oraz budować społeczne zrozumienie dla potrzeby ochrony cennych ekosystemów. Konflikty pojawiają się przede wszystkim wtedy, gdy rozwój tego sektora odbywa się bez odpowiednich zasad – liczba odwiedzających przekracza możliwości danego miejsca, brakuje monitoringu, a decyzje nie uwzględniają tzw. pojemności ekologicznej i społecznej obszaru. Dlatego coraz częściej mówi się nie o ograniczaniu podróżowania jako takiego, ale o mądrym zarządzaniu ruchem turystycznym – poprzez limity odwiedzin, systemy rezerwacji, kierowanie ruchu na mniej obciążone trasy, strefowanie obszarów czy edukację turystów.

Nie musimy wybierać między zwiedzaniem a ochroną przyrody. Kompromis jest możliwy, jeśli decyzje opierają się na wiedzy naukowej, zrównoważonym zarządzaniu destynacją turystyczną, długofalowym planowaniu i współpracy z lokalnymi społecznościami. W takim modelu wygrywają wszyscy – przyroda, mieszkańcy i sami turyści, którzy mogą doświadczać autentycznych, dobrze zachowanych miejsc, zamiast obserwować skutki ich degradacji.

Jak powinna wyglądać turystyka na terenach cennych przyrodniczo i kiedy liczba odwiedzających staje się problemem?

Nie istnieje jedna uniwersalna liczba turystów, którą można uznać za bezpieczną dla każdego miejsca. Wszystko zależy od odporności ekosystemu, pory roku, rytmu przyrody, rodzaju terenu, infrastruktury i sposobu zachowania odwiedzających. Dlatego współczesna nauka odchodzi od pytania „ilu turystów może wejść?”, a coraz częściej pyta „jaki wpływ na przyrodę wywołuje obecność turystów i kiedy należy podjąć działania zarządcze?”. Coraz częściej wykorzystujemy do tego nowe technologie, takie jak m.in. automatyczne liczniki ruchu, dane GPS, analizę zdjęć satelitarnych i drony do monitorowania degradacji szlaków, monitoring z kamer, czy modele prognozujące natężenie ruchu z wykorzystaniem algorytmów sztucznej inteligencji. Bardzo ciekawym rozwiązaniem są modele Limits of Acceptable Change (LAC) oraz Visitor Use Management (VUM), które zamiast określać maksymalną liczbę turystów, definiują akceptowalny poziom zmian środowiskowych i społecznych oraz wskazują moment wdrożenia działań zarządczych.

Zarządzanie turystyką na terenach cennych przyrodniczo powinno mieć charakter dynamiczny, powinnyśmy nieustannie dostosowywać formy udostępniania do aktualnego stanu środowiska. Idealna turystyka na terenach cennych przyrodniczo to taka, która dostosowuje liczbę odwiedzających do możliwości danego miejsca. W praktyce oznacza to limity wejść, systemy rezerwacji, czasowe wyłączanie najbardziej wrażliwych obszarów, stały monitoring presji turystycznej, dostosowywanie infrastruktury do dynamiki zmian terenu czy kierowanie ruchu na alternatywne trasy oraz przede wszystkie edukowanie turystów. Bez ukierunkowanego i zaangażowanego procesu edukacji nie zbudujemy poparcia wśród odwiedzających i rozumienia okresowych zmian w dostępności atrakcji przyrodniczych. 

Jak wygląda sytuacja w Polsce?

Na szczęście bardziej „zrównoważone rozwiązania” są stosowane również w naszym kraju. W Parku Narodowym Gór Stołowych funkcjonuje System Monitoringu Ruchu Turystycznego oparty na automatycznych licznikach pyro-elektrycznych rozmieszczonych na szlakach. Dane pozwalają analizować ruch godzinowy, dobowy i sezonowy, identyfikować najbardziej obciążone odcinki oraz planować zarządzanie ruchem oraz planować działania ochronne. Informacje z monitoringu są nawet publicznie udostępniane i wykorzystywane do oceny przepustowości najpopularniejszych tras. 

Z kolei w Tatrzańskim Parku Narodowym rozwijane są elektroniczne systemy sprzedaży biletów i monitoringu ruchu, funkcjonuje sezonowe zamykanie szlaków ze większą aktywność czy rozród konkretnych gatunków zwierząt, a także analizy natężenia ruchu turystycznego na szlakach oraz wykorzystania parkingów jako wskaźnika presji turystycznej.

Jeszcze inne przykłady można wskazać w Karkonoskim PN gdzie wybudowano wiele kładek i utwardzonych odcinków szlaków ograniczających degradację siedlisk, a w Białowieskim Parku Narodowym dostęp do najcenniejszych obszarów ochrony ścisłej jest limitowany i odbywa się wyłącznie z przewodnikiem. 

Przyszłość ochrony obszarów cennych przyrodniczo nie polega więc na zamykaniu ich przed turystami, lecz na zarządzaniu ruchem w oparciu o dane naukowe. Dzięki temu można skutecznie pogodzić ochronę przyrody z możliwością jej odpowiedzialnego poznawania.

Jakie są największe grzechy współczesnej turystyki?

Największym wyzwaniem jest skumulowany efekt wielu czynników. Z perspektywy globalnej największy ślad węglowy pozostawia transport, zwłaszcza lotniczy, natomiast lokalnie duże znaczenie mają niekontrolowana zabudowa, nadmierna eksploatacja zasobów wodnych, fragmentacja siedlisk czy nadmierna koncentracja ruchu turystycznego w kilku najpopularniejszych miejscach.

Warto jednak podkreślić, że branża turystyczna coraz intensywniej poszukuje rozwiązań ograniczających swój wpływ na środowisko. Linie lotnicze inwestują w bardziej oszczędne samoloty, zwiększają wykorzystanie zrównoważonych paliw lotniczych (SAF) oraz oferują pasażerom możliwość dobrowolnego wsparcia projektów redukcji emisji. Producenci samochodów rozwijają elektromobilność i pojazdy o niższej emisji, a wiele regionów turystycznych zachęca do korzystania z transportu publicznego zamiast indywidualnych samochodów. Coraz częściej w destynacjach turystycznych wprowadza się zakazy wjazdu starych samochodów i proponuje się przesiadkę na elektryczną komunikację publiczną.

Hotele wdrażają rozwiązania zgodne z ideą zrównoważonej turystyki – ograniczają zużycie energii i wody, eliminują jednorazowe tworzywa sztuczne, wykorzystują odnawialne źródła energii czy oferują gościom możliwość rezygnacji z codziennej wymiany ręczników i pościeli. Coraz częściej pojawiają się także programy, w których goście mogą świadomie wybrać bardziej zrównoważony wariant pobytu lub wesprzeć lokalne działania na rzecz ochrony środowiska – te opcje dostępne są z poziomu stron internetowych lub zakupu usług w aplikacji.

To, kto tak naprawdę odpowiada za zrównoważoną turystykę?

My wszyscy, zarówno strona popytowa jak i podażowa! Niestety można zaobserwować w tym przypadku jeszcze jeden, mniej oczywisty problem – przekonanie, że pojedyncze decyzje nie mają znaczenia. Tymczasem to właśnie codzienne wybory milionów turystów – sposób podróżowania, wybór miejsca noclegowego czy szacunek dla lokalnej przyrody – w dużej mierze decydują o tym, czy turystyka będzie elementem problemu, czy częścią rozwiązania. Dlatego odpowiedzialność za zrównoważony rozwój spoczywa nie tylko na turystach, ale również na przedsiębiorcach i zarządzających destynacjami turystycznymi – na wszystkich interesariuszach tego procesu.

Turystyka często ściera się z innymi funkcjami krajobrazu — gospodarką leśną, rolnictwem czy życiem mieszkańców. 

Konflikty dotyczą korzystania z tej samej przestrzeni przez różne grupy użytkowników. Mieszkańcy oczekują spokojnego życia i dostępnych mieszkań, przedsiębiorcy – rozwoju gospodarczego, rolnicy i leśnicy – możliwości prowadzenia działalności, a turyści swobodnego dostępu do atrakcyjnych miejsc. Problem pojawia się wtedy, gdy interes jednej grupy zaczyna dominować kosztem pozostałych.

Gdzie tak jest?

Ewidentnym przykładem są Barcelona czy Wenecja, gdzie masowa turystyka doprowadziła do wzrostu cen mieszkań, rozwoju najmu krótkoterminowego i pogorszenia jakości życia mieszkańców. Z kolei w parkach narodowych, np. w Stanach Zjednoczonych czy Nowej Zelandii, wyzwaniem jest pogodzenie ochrony przyrody z rosnącą liczbą odwiedzających. Dlatego coraz częściej stosuje się limity wejść, systemy rezerwacji, specjalny system pozwoleń, czy sezonowe zamknięcia najbardziej wrażliwych obszarów.

Coraz częściej wykorzystuje się instrumenty ekonomiczne. Dobrym przykładem jest Wenecja, która wprowadziła opłatę za wstęp dla turystów jednodniowych w dniach największego natężenia ruchu. Day acces fee wynosi 5 euro, jeśli rezerwacja zostanie dokonana z odpowiednim wyprzedzeniem, a 10 euro, jeśli zostanie wniesiona w ostatnich dniach przed wizytą Jej celem nie jest ograniczenie turystyki jako takiej, lecz zachęcenie do lepszego planowania podróży i zmniejszenie presji w najbardziej obciążonych terminach. 

Bardzo ciekawym przykładem jest także Bhutan, który od lat realizuje strategię „High Value, Low Impact”. Zagraniczni turyści uiszczają tam Sustainable Development Fee (SDF) – obecnie wynoszącą 100 USD za każdy dzień pobytu. Środki te są przeznaczane na ochronę środowiska, utrzymanie dziedzictwa kulturowego, rozwój infrastruktury oraz edukację i opiekę zdrowotną mieszkańców. Jednocześnie opłata ogranicza presję masowej turystyki i pozwala zachować wysoką jakość doświadczeń zarówno dla odwiedzających, jak i lokalnych społeczności

Kluczem nie jest więc wybór między turystyką, a innymi funkcjami krajobrazu, ale odpowiednie zarządzanie. Tam, gdzie decyzje opierają się na danych, monitoruje się skutki ruchu turystycznego i włącza mieszkańców do procesu planowania, znacznie łatwiej wypracować rozwiązania korzystne zarówno dla przyrody, lokalnej społeczności, jak i samych turystów. To właśnie partnerstwo i dialog są dziś podstawą zrównoważonego rozwoju destynacji turystycznych.

Tatry | by: Qvidemus

Kiedyś turysta miał trochę inny wizerunek. Były schroniska, odznaki, książeczki PTTK, rozmowy na szlaku i zwyczaj mówienia sobie „dzień dobry”. Czy coś z tamtej kultury podróżowania bezpowrotnie straciliśmy?

Zmienił się przede wszystkim sposób podróżowania i tempo, w jakim podróżujemy. Wpływ na to mają również różnice generacyjne, ale i zmiany cywilizacyjne i technologiczne. Starsze pokolenia często kształtowały swoje doświadczenia turystyczne wokół bezpośredniego kontaktu z miejscem – mapy, przewodnika, schroniska, rozmowy na szlaku czy zdobywania odznak turystycznych. Podróż była często procesem odkrywania i budowania relacji z przestrzenią.

Młodsze pokolenia, szczególnie generacje Y i Z, a obecnie pokolenie Alfa – dorastały już w świecie cyfrowym. Dla wielu z nich media społecznościowe stały się naturalnym narzędziem wyszukiwania inspiracji, planowania podróży i dzielenia się doświadczeniami. Z jednej strony może to prowadzić do zjawiska „turystyki miejsc instagramowych”, gdzie popularność pojedynczej lokalizacji gwałtownie zwiększa presję turystyczną. Z drugiej strony młodzi podróżnicy często wykazują wysoką świadomość klimatyczną i większe zainteresowanie odpowiedzialnym podróżowaniem, lokalnością, autentycznymi doświadczeniami czy minimalizowaniem śladu środowiskowego, a także osobistym dobrostanem i work-life balance.

Czyli dawna kultura turystyczna zniknęła?

Nie, po prostu ewoluuje. Coraz większą popularność zyskują idee slow tourism, turystyki zrównoważonej i ekoturystyki, które są odpowiedzią na potrzebę bardziej świadomego podróżowania. Dzisiaj wyzwaniem nie jest powrót do przeszłości, ale połączenie najlepszych elementów obu światów – szacunku do miejsca i ludzi, który charakteryzował dawną turystykę, z możliwościami technologicznymi i większą świadomością ekologiczną współczesnych podróżników.

Być może największą wartością, którą warto odzyskać, jest nie sama forma podróżowania, ale sposób myślenia o podróży – przekonanie, że jesteśmy gośćmi w odwiedzanym miejscu, a nie tylko konsumentami atrakcji.

A prawdziwy turysta? Po czym poznać człowieka, który przyjechał zobaczyć miejsce, a nie tylko je „zaliczyć”?

To osoba, która jest ciekawa miejsca, jego historii, przyrody i mieszkańców. Nie traktuje podróży jak wyścigu po kolejne punkty na mapie. Szanuje lokalne zasady, zostawia po sobie porządek i rozumie, że nie wszystko musi być dostępne zawsze i dla każdego. Paradoksalnie często najlepszym wspomnieniem z podróży nie jest zdjęcie, ale rozmowa z mieszkańcem np. o życiu na ławeczce pod gruszą czy obserwacja przyrody np. żurawi o poranku, czy moczenie nóg w górskim strumieniu. 

Czy istnieje kraj, region, który dobrze poradził sobie z pogodzeniem turystyki i ochrony przyrody? 

Dobrych przykładów pogodzenia turystyki i ochrony przyrody jest wiele, choć każdy kraj wypracował rozwiązania dostosowane do swoich warunków. Jednym z najczęściej wskazywanych przykładów jest Kostaryka, gdzie już od lat 70. XX wieku konsekwentnie rozwijano system parków narodowych i obszarów chronionych. Dziś ekoturystyka jest jednym z ważnych filarów gospodarki tego kraju. Dochody z turystyki wspierają utrzymanie obszarów chronionych, a lokalne społeczności są angażowane w tworzenie usług turystycznych – od małych gospodarstw agroturystycznych po lokalnych przewodników. Dzięki temu ochrona przyrody przestała być postrzegana wyłącznie jako ograniczenie, a stała się źródłem korzyści ekonomicznych.

Ciekawym przykładem jest również Nowa Zelandia, gdzie zarządzanie ruchem turystycznym w parkach narodowych opiera się na monitorowaniu wpływu odwiedzających na środowisko. W najbardziej popularnych miejscach stosuje się systemy rezerwacji, ograniczenia liczby osób na szlakach, a także rozwija infrastrukturę, która pozwala chronić wrażliwe obszary. Przykładem może być zarządzanie popularnymi trasami trekkingowymi typu Great Walks, gdzie liczba miejsc noclegowych na szlakach jest limitowana, aby ograniczyć presję na ekosystemy.

Ostatnio bardzo dobre wrażenie zrobiła na mnie Słowenia, która konsekwentnie rozwija model turystyki opartej na zasadach zrównoważonego rozwoju. Kraj ten promuje ideę „zielonej turystyki” (Green Scheme of Slovenian Tourism) – system certyfikacji miejscowości, obiektów noclegowych i atrakcji, które spełniają określone kryteria środowiskowe i społeczne.

Przykładem jest obszar Parku Narodowego Triglav, gdzie ochrona przyrody jest łączona z rozwojem lokalnej turystyki. Stosuje się tam m.in. ograniczanie ruchu samochodowego w najbardziej wrażliwych miejscach, promowanie transportu publicznego, wyznaczanie szlaków oraz edukację turystów. W niektórych wsiach na jego terenie postawiono automaty samoobsługowe z produktami od lokalnych rolników, można kupić sery, mleko, jajka, a nawet wędlinę czy mięso słoweńską koninę, dzięki temu turyści i mieszkańcy mogą kupować zdrowe produkty a rolnicy zarabiają. Innym ciekawym rozwiązaniem by ograniczyć presję do atrakcyjnych przyrodniczych miejsc np. wąwóz Vintgar w Alpach Julijskich – w cenie biletu jest wliczony transport elektrycznym autobusem by ograniczyć dojazd własnym środkiem transportu, nie wspomnę już o tym, że Słowenia to raj dla miłośników turystyki rowerowej. A miasto Piran nad Adriatykiem to wyłączona z ruchu kołowego strefa piesza, za wjazd należy uiścić opłatę parkingową jak za płatny parking, a mieście kursują małe busy elektryczne.  Zamiast rozwijać masową turystykę nastawioną na dużą liczbę odwiedzających, Słowenia stawia na turystykę bardziej świadomą – opartą na lokalnych produktach, małych obiektach noclegowych, aktywności przyrodniczej i dłuższym pobycie. 

Costa Roca | by: Bernard Gagnon

Jakie zachowanie turystów zmieniłaby Pani natychmiast, gdyby miała taką możliwość?

Chciałabym, aby przed każdą podróżą każdy zadał sobie jedno pytanie: „Jak mogę zostawić to miejsce w stanie nie gorszym, niż je zastałam?”. To prosta zmiana sposobu myślenia, która wpływa na wszystkie późniejsze decyzje – od wyboru środka transportu, przez korzystanie z lokalnych usług, po zachowanie na szlaku.

Warto pamiętać, że odpowiedzialne podróżowanie nie oznacza rezygnacji z podróży. Możemy wybierać połączenia o niższym śladzie węglowym, korzystać z transportu publicznego na miejscu, wybierać hotele realizujące programy ograniczania zużycia energii i wody czy dobrowolnie wspierać inicjatywy kompensacji emisji lub ochrony lokalnej przyrody.

Czy jest jakieś miejsce, które było kiedyś piękne właśnie dlatego, że było odkryciem, a dziś stało się ofiarą własnej popularności?

Takich miejsc niestety przybywa, ponieważ wiele atrakcji przyrodniczych i kulturowych stało się ofiarami własnego sukcesu. Popularność początkowo przynosiła korzyści lokalnej gospodarce, jednak przy braku odpowiedniego zarządzania zaczęła powodować presję na środowisko i mieszkańców.

Takim przykładem jest Bali – indonezyjska wyspa, które z jednej strony stało się symbolem turystycznego raju, z drugiej – pokazuje wyzwania związane z masową turystyką. Dynamiczny rozwój infrastruktury turystycznej spowodował wzrost zużycia wody, intensywną zabudowę terenów nadmorskich oraz ogromny problem z gospodarką odpadami. Bali od lat zmaga się szczególnie z zanieczyszczeniem plastikiem – w okresie monsunowym prądy morskie przynoszą na plaże Ocean Indyjskiego duże ilości odpadów, a ich codzienne sprzątanie stało się koniecznością w najbardziej popularnych miejscach, takich jak okolice Kuty czy Seminyak.

W odpowiedzi na ten problem wprowadzano różne działania – m.in. zakaz jednorazowych plastikowych toreb, słomek i styropianowych opakowań na poziomie prowincji Bali, kampanie sprzątania plaż oraz inicjatywy angażujące mieszkańców i przedsiębiorców turystycznych. Coraz więcej hoteli i restauracji ogranicza plastik jednorazowy, rozwija systemy segregacji odpadów i poszukuje bardziej zrównoważonych rozwiązań. Przypadek Bali pokazuje jednak ważną lekcję: sama promocja turystyki nie wystarczy. Jeśli rozwój liczby odwiedzających nie idzie w parze z rozwojem infrastruktury środowiskowej i odpowiedzialnym zarządzaniem, miejsce może zacząć tracić właśnie te walory, które przyciągnęły turystów.

Ponadto, jednym z najbardziej znanych przykładów jest Machu Picchu w Peru, obecnie odwiedza je ponad 1,5 mln osób rocznie, dlatego wprowadzono system limitów, obowiązkowe przedziały czasowe wejścia oraz wyznaczone trasy zwiedzania. W zależności od sezonu dzienny limit wynosi obecnie około 4500 osób w sezonie niskim i 5600 w sezonie wysokim. Celem tych działań jest nie ograniczenie turystyki, lecz ochrona obiektu przed degradacją i poprawa jakości doświadczenia odwiedzających.

W Europie dobrym przykładem poza wspominają już wcześniej Wenecją jest także Park Narodowy Jezior Plitwickich w Chorwacji. Ten wyjątkowy obszar odwiedziło w 2024 r. prawie 1,5 mln osób, z czego największa presja przypada na miesiące letnie. Park stosuje system wejść przez dwa główne punkty, sprzedaż biletów z określonym czasem rozpoczęcia zwiedzania oraz działania mające rozłożyć ruch w ciągu roku

W Polsce?

Podobne wyzwania obserwujemy w Tatrach, szczególnie w rejonie Morskiego Oka, gdzie w sezonie letnim dochodzi do dużej koncentracji ruchu. Dlatego tak ważne są monitoring odwiedzin, edukacja turystów i rozwiązania pozwalające lepiej zarządzać przepływem osób.

Te przykłady pokazują, że problemem nie jest sama obecność turystów, ale brak odpowiedniego zarządzania ich ruchem. Celem nie powinno być „jak najwięcej odwiedzających”, lecz znalezienie równowagi między dostępnością miejsc a ochroną ich wartości przyrodniczych i kulturowych.

 

Dr Agata Basińska-Zych, naukowczyni i wykładowczyni akademicka związana od 13 lat z Uniwersytetem WSB Merito w Poznaniu, pełniła funkcję Menedżerki kierunku Turystyka i rekreacja. Specjalizuje się w zarządzaniu turystyką, a w szczególności turystyką zrównoważoną i aktywną, rozwojem lokalnym i regionalnym, zachowaniach zdrowotnych, rekreacyjno-turystycznych różnych grup społecznych, a obecnie szerzej w politykach prozdrowotnych przedsiębiorstw, zarządzaniu dobrostanem pracowników oraz społecznego wymiaru zdrowia. 

Ekspertka turystyczna z wieloletnim doświadczeniem w turystyce jako pilot wycieczek, animator, instruktorka, a także m.in. w Kapitule Konkursu na Najlepszy Produkt Turystyczny Polskiej Organizacji Turystycznej, Konkursach Lokalnych Grup Działania współpracuje także z Wielkopolską Organizacją Turystyczną, PLOT, LGD „Kraina Trzech Rzek”. Kierownik Centrum Badań nad Pozytywnym Życiem i Pozytywną Organizacją. Angażuje się w działalność społeczną i lokalną, będąc prezeską Stowarzyszenia Kobiecej Grupy Działania „Fanaberia” aktywnie realizując projekty, wspierając inicjatywy na rzecz rozwoju społeczności oraz jakości życia mieszkańców.

Prywatnie mama dwójki dzieci: Jagny i Olafa z którymi przemierza świat najchętniej piechotą, na rowerze lub w kajaku, miłośniczka aktywności fizycznej, gór, przyrody, archeologii i kryminałów.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

10 + trzy =