
Skuteczna edukacja przyrodnicza, zwłaszcza na początkowym jej etapie, musi mieć dobrych i pomysłowych nauczycieli i atrakcyjny przekaz. Dotyczy to praktycznie wszystkich komponentów – czy chodzi o wodę, przyrodę, czy sprawy klimatu. A potem, gdy wywoła efekt pierwszego zainteresowania, musi być wiarygodna.
W czasach kompletnego zdziczenia obyczajów i zalewu fejkniusów, ejajów i tym podobnych wymysłów XXI w. taka wiarygodność edukatorów musi być mocnym jej elementem. Musi też być bliska codziennemu doświadczeniu i na tyle wszechstronna, by pomagać zrozumieć złożoność współczesnego świata.
Wbrew pozorom, zapewnienie wiarygodnej i atrakcyjnej edukacji ekologicznej jest proste. Pod pewnymi warunkami.
Atrakcyjność przekazu | Znam wielu wybitnych znawców tematyki bez umiejętności atrakcyjnego przekazu. Wiem, że dzisiejsza przestrzeń medialna jest pełna tik-toków, insta i tych wszystkich socialmediowych ekstrawagancji i że wygrywa ten, kto się przebije, ale nie oszukujmy się: nie o fajerwerki chodzi, a o to, by przytrzymać uwagę młodzieży. Dajcie im powąchać korę brzozy albo zaproście do tego, by policzyli jej kolory (to nie tylko biały i czarny), albo zaproście młodzież, by zajrzała do życia … trawnika.
Wiarygodność | Jest to fundament jakiejkolwiek edukacji, również ekologicznej. Nie ma co się oszukiwać – edukacja to nie wybory parlamentarne ani nie wybory miss – tu nie trzeba liczyć na tani poklask a ani ma większościowe poparcie. Tu się liczy rzetelność. Ktoś, kto chodzi na skróty przegrywa – nawet jeśli na chwilę wychodzi na prowadzenie. Jeśli czegoś nie wiemy, przyznajmy, że musimy to sprawdzić. Wiarygodności nie mylmy z nieomylnością.
Lokalność | Zmiany klimatu, degradacja środowiska to procesy globalne i łatwo wskazać wiele przykładów ze świata. Ale po to, by zwrócić uwagę ludzi na powagę sytuacji trzeba to pokazać na lokalnym podwórku: suszę u sąsiada, obniżające się lustro wody w pobliskim jeziorze, czy zanieczyszczona rzeka. Nie ma nic złego w rozpoczynaniu edukacji od globalnych aspektów, ale bez przełożenia tego wszystkiego na lokalne parametry powoduje, że taka edukacja pozostaje abstrakcyjnością i czymś odległym, „nie naszym” problemem.
Szerokość podejmowanych zagadnień | Takie szerokie podejście pozwala dostrzec powiązania, których często nie zauważamy. Przyroda to nie odrębne kubki w kuchennej szafce, a raczej system naczyń połączonych. Problemów środowiskowych nie da się rozpatrywać od gospodarki, kultury, zdrowia czy życia społecznego. Sensowna edukacja ekologiczna powinna być dzisiaj obszarem zainteresowań interdyscyplinarnych.
Fake newsy i kłamstwa | To w miarę nowe problemy. Kiedyś granica lokalnych kłamców ograniczała się do ścian karczmy, i to do momentu, gdy zmroczony wódą padał pod stół. Dzisiaj „odważni”, siewcy kłamstw dotyczących klimatu, ochrony gatunków czy gospodarki wodnej, korzystając z nowoczesnej techniki internetowej, potrafią skutecznie podważać zaufanie do nauki i zniechęcać do działań prośrodowiskowych. Często za pieniądze koncernów. Więc poza widzą, dziś trzeba uczyć jak rozpoznawać manipulację, weryfikować dane i odróżniać rzetelną argumentację od pokrzykiwań nowoczesnych „wioskowych głupków”.
Pisałem na początku, że zapewnienie wiarygodnej i atrakcyjnej edukacji ekologicznej jest proste. Proste w znaczeniu zastosowania prostych mechanizmów, ale nie zwalnia nas to od pracy nad naszą, edukatorów, wiarygodnością. Czasami będzie trudno, ale zawsze z korzyścią dla wszystkich. Sprawa pilna, na już!
zdjęcie tytułowe: https://unsplash.com/@thisisengineering





