
Skończy się lato i kończy się jeden z najprzyjemniejszych jego walorów – przeżywanie piękna przyrody na podróżniczych szlakach i … na socialmediach. O walorach podróżowania pisałem tu wielokrotnie i pisać pewnie jeszcze będę niejeden raz, ale nigdy dotąd nie odwoływałem się do pozytywów podglądania innych. Choć pewnie żadne to podglądanie, skoro ludzie sami obficie udostępniają zdjęcia z podróży i opisy impresji podróżniczych, słusznie wywołując pozytywną zazdrość u tych, którzy chwilowo w opisywanym miejscu być nie mogą.
Piszę o pozytywnej zazdrości, bo nie ma tu miejsca na niezdrową zawiść. Każdy z nas, zaproszony do obserwacji profili naszych bliższych lub dalszych znajomych, albo też całkowicie nieznanych, którzy jednak nie zastrzegają sobie prywatności, ma szansę uczestniczyć w wyprawach niezwykłych – po dalekich krainach i tych całkowicie bliskich.
Piszę o pozytywnej zazdrości, bo taka wywołuje tylko poczucie radości i u niektórych wzbudza plany, by „tam pojechać”.
Sprawa komplikuje się, gdy oglądamy zbyt piękne i zbyt lukrowane obrazki z wycieczek – niekoniecznie egzotycznych – które nie pokazują jak jest naprawdę i przez to tworzą pewne niebezpieczeństwa.
Nie zliczę ile to razy oglądałem „rolki” ze wspinania się po górach, chodzenia na brzegach jezior i mórz, przedzierania się przez lasy osób, które w ogóle nie są do tego przygotowane. Ileż to razy widziałem na tych filmikach młode damy, które zwracały uwagę swoim luźnym ubiorem, makijażem i chodzeniem po górach w lekkich sportowych butach. Ileż razy widziałem młodzieńców, którzy z nonszalancją podchodzili do krawędzi urwiska, stawali na śliskich skałach albo ruszali w trasę, jakby wybierali się na spacer po miejskim parku.
Nie chodzi przy tym o to, by każdy turysta musi wyglądać jak uczestnik wysokogórskiej ekspedycji w Andy. Nie zawsze trzeba mieć profesjonalny sprzęt, czy plecak wyposażony w wymyślne akcesoria. Chodzi o coś znacznie prostszego, a zarazem ważniejszego – o świadomość, że przyroda może być cudowna i fotogeniczna na zdjęciach, a jednocześnie może być niebezpieczna w rzecxzywistości. I tego właśnie trzeba mieć świadomość.
Mam wrażenie, że wszystkie te rolki pokazują beztroskę, która może zamienić się w życiowe dramaty. Pogoda może zmienić się w ciągu kilkunastu minut, łatwy szlak po deszczu może stać się niebezpieczny, a niewielkie nawet zmęczenie po kilku godzinach marszu może zamienić się w poważny problem zdrowotny. Niebezpieczne mogą być jeziora, gdy zerwie się szkwał, rzeki, gdy nagle wyleją i las, gdy nagle zapadnie zmrok, „zniknie” mam szlak, a zasięgu telefonii komórkowej w nim nie znajdziemy.
Przyroda jest piękna z natury, że tak to ujmę, ale bywa groźna i lekceważenie jej jest bardzo niebezpieczne. Problem, jaki dostrzegam w tych beztroskich rolkach, jest wówczas, gdy taki obraz zaczyna pełnić swoistego rodzaju instrukcję: skoro oni mogą, to ja też mogę. Skoro ktoś wszedł tam w trampkach, to znaczy, że droga jest łatwa. Skoro ktoś zrobił zdjęcie nad widowiskowo sfotografowaną przepaścią, to ja też bym chciał. Skoro na filmie świeci słońce, to może nie trzeba przejmować się ostrzeżeniami przed załamaniem pogody. Skoro ktoś zrobił „słodkie” zdjęcie spacerującego niedźwiedzia, to ja bym chciał „tam pojechać” i „zrobić takie samo słodkie zdjęcie”.
Socialmedia potrafią więc rozbudzić w nas apetyt na świat i to jest ich wielka zaleta. Mogą zachęcić do wyjazdu, wyjścia z domu, poznawania przyrody i przeżywania rzeczy, których wcześniej nawet nie braliśmy pod uwagę. To tylko nam na zdrowie wyjdzie. Ale mogą też stworzyć złudzenie, że świat jest prosty, bezpieczny i „nic mi nie grozi”.
Nie tyle jest to moja pretensja do autorów takich ujęć, a bardziej zaproszenie dla czytelników, by mieli świadomość niebezpieczeństw na szlakach – i co za tym idzie: do posiadania odwagi, która podpowie: „zawracajmy, bo zrobiło się niebezpiecznie”.
Przyroda to bezkresny zasób dla zachwytów, radości i wzruszeń, ale i nauczycielka bezwzględnych zasad poruszania się wśród niej. Dla naszego i jej dobra.
fot. tytułowa: https://unsplash.com/@asoggetti





