Wśród wielu moich ulubionych pisarzy jeden zajmuje miejsce szczególne. Carlos Fuentes. Ten meksykański pisarz, publicysta, jeden z najwybitniejszych współczesnych autorów hiszpańskojęzycznych, jest współtwórcą światowego boomu na literaturę iberoamerykańską, który dotarł również do Polski. Mamy, na szczęście, wiele książek w tłumaczeniu na język polski. Polecam.
Ale dziś chcę poświęcić uwagę jednej z nich, a właściwie fragmentowi jednego tekstu z pozycji pt. W to wierzę. Pisze on:
A z dala od miast jeziora szlaki wodne, lasy ziemie umierają z niespotykaną dotychczas szybkością. Grozi nam niebezpieczeństwo utraty równowagi w biosferze, co sprawi, że zostaniemy skazani, my i nasze potomstwo, na życie i śmierć bez przyrody. „Wszechświat domaga się wieczności”, napisał Jorge Luis Borges. A w niebie, dodał, słowa ,,chronić” i „tworzyć” są synonimami. Na ziemi stały się sprzeczne ze sobą. „Chronić” i „tworzyć” to słowa wrogie sobie u zarania tego wieku.
Czytałem ten fragment kilka razy, zanim go zaznaczyłem – i właśnie dzięki temu dziś do niego wracam. Zaintrygowała mnie zbieżność jego myśli i obaw o świat z moim własnym widzeniem współistnienia rozwoju i ochrony.
Fuentes zauważył coś, na co my w Drzewie Franciszka – i ja osobiście – zwracamy uwagę od dawna: że nie powinno być opozycji między rozwojem a ekologią; że ekologia nie stoi na drodze rozwoju, lecz modyfikuje jego ścieżki.
Fuentes zwraca uwagę na to, co wymyka się analizom ekonomistów i polityków: świat nie ginie dlatego, że zbyt mało tworzymy, lecz dlatego, że tworzymy za dużo, często bezsensownie i bez troski o ochronę. „Chronić” i „tworzyć” – dwa słowa, które kiedyś znaczyły to samo, dziś stały się sobie wrogie.
Wystarczy spojrzeć na język, którym opisujemy rozwój: ekspansja, wzrost, wydobycie – słowa pełne energii, ale i ciężaru dewastacji. Jeśli każde tworzenie zakłada dziś zniszczenie czegoś innego, to problem leży w braku zrozumienia pozytywnej zależności między naturą a człowiekiem. I to właśnie oznacza krach.
Jeżeli „wszechświat domaga się wieczności”, to dążenie do niej oznacza ochronę i respekt dla praw natury, by inni mogli podążać tymi samymi ścieżkami. Czy to nie św. Bonawentura – że sięgnę do postaci ze świata chrześcijaństwa – mówił, iż ochrona stworzenia jest ochroną dróg prowadzących do Stwórcy, a ich dewastacja oznacza zagubienie ścieżek do zbawienia dla kolejnych pokoleń?
Św. Bonawentura, Borges i Fuentes jako wyznawcy tego samego poglądu?
Ochrona dziedzictwa przyrodniczego i kulturowego jest przecież ochroną zarówno pamięci, jak i przyszłości. Naszej przyszłości.
Może więc pilnie potrzebujemy nowego słownika i nowych postaw, w których „tworzyć” nie stoi w opozycji do „chronić”, lecz istnieją obok siebie? Może właśnie wtedy nasze tworzenie przestanie być aktem dominacji, a stanie się gestem współistnienia.
fot. Tomas Martinez | unsplash.com





