Nie lubię mówić o śmierci, nie umiem myśleć o kimś, że „zmarł”. Wolę mówić, że „odszedł”. Z takimi emocjami czuję się lepiej i też dzięki takiemu podejściu jest mi łatwiej myśleć o tym, że jeśli ktoś odszedł, to coś po sobie pozostawił.

Na szczęście 1 listopada – nie jako „dzień zmarłych”, jako Dzień Wszystkich Świętych w tradycji chrześcijańskiej – takiemu myśleniu sprzyja: by się zastanowić co z dziedzictwa tych, którzy odeszli pozostało z nami, żyjącymi na Ziemi. Każdemu wspomnieniu, które publikuje prasa przy tej okazji jako dodatek specjalny, towarzyszy refleksja o tym, kim ci, którzy odeszli, byli dla nas. I każdy z nas żałuje kogoś bardziej, bo albo lubił jego twórczość literacką, albo lubił ją jako piosenkarkę lub z każdego innego powodu.

Miałem pod ręką „Gazetę Wyborczą” i znalazłem wśród nich osoby, które odeszły w ostatnim roku, a zostawiły jakiś ślad w moim życiu. Mściwym ujadaczom, że to „Wyborcza”, polecam po sięgnięcie po swoją ulubioną gazetę i po sprawie.

Andrzej Wielowiejski, Piotr Wierzbicki i Krzysztof Piesiewicz, wspaniali ludzie „Solidarności”; Wiesław Myśliwski, wspaniały pisarz o człowieku i naturze; Dolly Parton, wspaniała pieśniarka muzyki country; Gloria Steinem i Dolores Huerta, wspaniałe postaci praw człowieka i obrony ludów tubylczych; Brigitte Bardot, wielka aktorka i obrończyni praw zwierząt.

Wymieniam tylko niektórych tam wspomnianych, którzy swą aktywnością na jakimś etapie zachwycili mnie, wzruszyli i do czegoś przekonali. Ale tych, co odeszli już dawniej, ale zostawili trwały ślad w moim sercu jest więcej: Dennis Banks, Anishinaabe, założyciel Świętego Biegu; Pete Lone Elk, Lakota, współtowarzysz na trasie Sacred Run w 1990 r.; Wojciech Dutka, przyjaciel, który uczył mnie współczesnej ekologii w samorządzie, i wielu innych.

Przy tej okazji wspominam tych, których nie poznałem osobiście, a którzy swą aktywnością, swoją publicystyką i pisarstwem inspirowali i zachwycali: Jan Gwalbert Pawlikowski, Jan Sokołowski, czy Władysław Szafer, wielcy propagatorzy ochrony przyrody. Dzięki współpracy z Fundacją Zakłady Kórnickie zacząłem poznawać dzieło Władysława Zamoyskiego, twórcy FZK i nowoczesnego Zakopanego, obrońcy polskich Tatr i Morskiego Oka.

To tylko przykłady z różnych światów, które łączy to, że zostawili po sobie dzieło, które chcę kontynuować, z czego jestem dumny.

I takich wielkich poprzedników każdy z nas ma wielu. Współczesna ekologia – poza tymi kilkoma przykładami – ma też w swojej historii wiele wspaniałych nazwisk, które „były pierwsze”, które zostawiły swe pamiętniki, listy, książki, felietony…

To wielka odpowiedzialność powiedzieć, że jesteśmy kontynuatorami wielkiego dzieła tych, na kogo się powołujemy, bo musimy pokazać, że na to miano zasługujemy. To wielkie zobowiązanie być opiekunami ich spraw, bo to wymaga od nas wyrzeczeń i wysiłku, by z kolei po sobie zostawić wiarygodny ślad tego, co przejęliśmy wcześniej.

Pamięć o innym człowieku jest tak długo żywa, jak długo my się do niej przyznajemy i niesiemy dalej przez życie. W niczym to nas nie ogranicza, a wzbogaca i pozwala lepiej zrozumieć samego siebie.

Z takim odejściem nie wszystko odchodzi. Zostaje z nami bardzo dużo. Rzecz w tym, by to docenić…

 

 

fot. Jeremy Bishop | unsplash.com

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

9 + 2 =