
Martwi mnie to, że stan emocji w Polsce zaczyna wykraczać daleko poza pojęcie zwyczajowo rozumianego „sporu”, a więc ścierania się poglądów i opinii. Właściwie nie ma sprawy, która nie podlegałaby gwałtownym kłótniom, aktom agresji i nienawiści. Polacy kłócą się o politykę, sport, pogodę, literaturę, historię, klimat i ekologię. I o każdą nową rzecz, o którą jeszcze się nie pokłócili. Bo to tylko kwestia czasu.
Nie są to „zwykłe” kłótnie, ale akty niesamowitej agresji. W sianu tego zamętu pomagają socialmedia, które, jak pamiętamy, u swoich początków miały być miejscem nawiązywania nowych kontaktów i przyjaźni, a stały się wylęgarnią najgorszych instynktów. Nie pamiętam już kiedy nastąpił gwałtowny zwrot, ale we wszystkich tych mediach społecznościowych są generowane algorytmy, które podsuwają kontrowersyjne treści w taki sposób, że do akcji ruszają hordy nienawistników.
Nie można dziś w spokoju wypowiedzieć się o literaturze Olgi Tokarczuk, bo zlatują się czarownice, które jej książek nie czytały, ale wiedzą, że i Tokarczuk, i jej książki są „be”. Nie można dziś podjąć żadnego wątku z polskiej historii, bo od razu z „dobrymi radami” pojawiają się ci, którzy co prawda historię znają słabo albo wyrywkowo, ale ochoczo przykładają kalki współczesnych kłótni politycznych i orzekają, że coś było „zdradą narodową”, a coś innego dowodem na fatalną postawę „tamtych”, a więc ludzi innej orientacji politycznej.
Przesadzam? To popatrzcie, moi drodzy, na kłótnie wokół filmowych adaptacji „Lalki”, ile tu jadu, a przy okazji zwykłej głupoty, która obnaża prawdę, że zawzięci dyżurni krytycy książki nie przeczytali, ale „wiedzą lepiej”. To wszystko pokazuje, jak nam – społeczeństwu – puściły hamulce spokoju i wyważenia. Anonimowość w necie oczywiście sprzyja takiemu rozwydrzeniu, ale i tak mechanizm przekraczania kolejnych granic stał się naszą codziennością także poza internetem i socialami.
Zaczynam od opowieści o kłótniach ideowych i politycznych, by pokazać mechanizm napędzania nienawiści, ale nie zapominam, że ich ofiarą padają także tematy i ludzie związani z szeroko rozumianą ekologią i zmianami klimatu. Uznajesz, że zmiany klimatu są naszą codziennością – jesteś lewakiem; troszczysz się o las czy zwierzęta – jesteś bambinistą; uznajesz Ziemię za dzieło stworzenia – jesteś poganinem. I tak dalej.
Budowanie świadomości ekologicznej dziś jest niesłychanie trudne nie ze względu na słaby dostęp do informacji, bo ich mamy dużo, ale właśnie ze względu na szeroką i mocną dezinformację w sprawach, które widać gołym okiem. Zawsze bowiem znajdzie się ktoś, kto to zakwestionuje i wmówi ci: to nieprawda. Śnieg poleży dwa dni zimą i rozlega się szydera: no i gdzie to wasze globalne ocieplenie? Ktoś podejmie argument, że zmniejsza się populacja łyski, a usłyszy, że kormorany „masakrują” hodowle ryb. Gdy podejmiesz argument, że z powodu zanieczyszczonego powietrza umiera corocznie ok. 40 tysięcy osób, usłyszysz: a skąd wiesz, że 40, a nie 14 tysięcy? I tak jest ze wszystkim.
Najgorsze są jednak ataki personalnie kierowane pod adresem konkretnych osób, z którymi się nie zgadzamy. Ileż podłych słów przeczytał były już wiceminister środowiska – nie policzy już chyba nikt. Ileż podłości i niedopowiedzeń można powiedzieć o osobach, których się nie lubi, a które można bezkarnie opluć licząc na to, że zna ich niewielu i dzięki temu można rozpętać im niezłe piekło publicznego linczu i teatru nienawiści.
Czy tak musi być zawsze? Nie. Czy można temu jakoś przeciwdziałać? Tak. Jak? Pierwszą rzeczą, jaką każdy z nas może zrobić, to nie dokładać swoich łap do publicznego linczu osób, których się nie zna. Nawet jeśli będzie to znienawidzony ekolog. Albo znienawidzony myśliwy. Bo często ten „ekolog” i ten „myśliwy” jest ogólnym naszym wyobrażeniem „tamtego” środowiska. Nie znasz – nie krytykuj, prosta zasada niezgody na powielanie kłamstwa i podłości. Mógłbym przytoczyć wiele przykładów nienawiści – nazywanej stylowo i mniej boleśnie hejtem – które dotknęły osoby po prostu niewinne.
Nie eskaluj mocy nienawiści. Jeśli ktoś zrobił coś złego, należy się krytyka, jasne – zwłaszcza, jeśli to osoba publiczna – ale pamiętaj, by krytyka nie stała się ściekiem inwektyw. Krytyka może być dobrą recenzją nawet dla krytykowanego, który ma szansę na zmianę złej decyzji. Ale musi usłyszeć konkretne argumenty, a nie głucho brzmiące głośne ujadanie na „urzędasów”.
Na festiwalu nienawiści zawsze znajdzie się ktoś, kto przeskoczy cię i powie coś „mocniej”, coś bardziej kłamliwie, coś bardziej zjadliwie i pomknie dalej, a ty nie będziesz mieć już szans na zatrzymanie tej fali. Mało tego, jeśli pozwalasz temu komuś ujadać na kogoś innego w twoim towarzystwie, to wiedz, że po godzinie albo za najbliższym zakrętem to samo spotka ciebie: teraz jesteś odbiorcą kłamstw, a za chwilę będziesz „bohaterem” innego kłamstwa. Zawsze tak jest.
Znam ekologów, dla których jedyną metodą rozmawiania z urzędami jest zaciśnięta pięść. Znam takich, którzy zawalili szanse ochrony jakieś kompleksu leśnego czy mokradeł, bo sprawę pilotował ktoś, kogo nienawidzi ktoś inny. Takich błędów nie da się cofnąć – w trakcie kłótni w gronie ekologów można wyciąć las i zasypać torfowisko.

Dyskusja o potrzebnej reformie łowiectwa w Polsce stała się areną niesłychanej agresji, kłamstw i wyzwisk – ze strony ludzi, którzy, nie wiedzieć dlaczego, uznali ten akt obywatelskiej woli za zamach na „tradycję”, „lewacką fiksację” albo … No dalej nie da się cytować bez używania słów powszechnie uważanych za wulgarne. Dlaczego nie da się o tym rozmawiać na spokojnie?
Nie ma dziś tematów, które byłyby wolne od gwałtownych kłótni, aktów agresji i nienawiści. Ale co gorsza, nie ma dziś sprzyjającej atmosfery do tego, by postawić temu tamę. Nie ma dziś nikogo, kto wstałby i powiedział: hola, hola, moi drodzy, tak nie można. Albo zostanie obśmiany, albo tak samo sponiewierany.
Nie wiem dlaczego się tak dzieje. Nie rozumiem tego i nie akceptuję. Do dziś pamiętam swoją głupawą sprzed wielu lat głośną krytykę jednego z konserwatorów przyrody w Polsce zachodniej – jako młody nieopierzony pieprznąłem durną uwagę nie znając całości sprawy. Przeprosiłem, ale wstyd czuję do dziś. Niedawno też poniosło mnie w nadmiernej – i nieuzasadnionej – krytyce jednego z leśniczych z północnej Wielkopolski. Owszem, krytyka była uzasadniona, ale nagły mój wyskok już nie. Też przeprosiłem, ale nie mogę sobie wybaczyć, że tak szybko uległem niebezpiecznemu impulsowi.
Bo właśnie często mały impuls staje się początkiem wielkiej awantury, gdzie nie ma czasu na przemyślenie sprawy, dowiedzenie się o co tak naprawdę chodzi i jak temu zaradzić.
Nienawiść ludzi do ludzi dewastuje relacje. Ktoś, kto sieje nienawiść wobec innych ludzi, nie jest w stanie wiarygodnie i skutecznie zająć się ochroną przyrody. Nie da się. Nasza relacyjność z jakimkolwiek stworzeniem zakłada szczerą wzajemność. Siejesz nienawiść, nie spodziewaj się kwiatów.
W trakcie pisania znalazłem piękną grafikę ze świata amerykańskich Indian. Przy grafice czterech pięknie ubranych kobiet możemy wyczytać: jesteśmy po to, by uzdrawiać, a nie szkodzić; jesteśmy po to, by kochać, nie nienawidzić; jesteśmy tu, by tworzyć, a nie dewastować.
A po co TY tu jesteś? Z jakim przesłaniem przemierzasz życie?
fot. tytułowa: Mark de Jong | unsplash.com | https://unsplash.com/@mrmarkdejong





