Wszystko zaczęło się od rozczarowania. Zdjęcie ślicznej dziewczyny z jakiegoś egotycznego plemienia, reklamujące targi podróżnicze, okazało się sztucznie wygenerowaną twarzą. Potem były śmieszki z powodu nieumiejętnie ukrywanej sztuczności w jakiejś nieistotnej reklamie.

Z czasem coś, co rozczarowało i rozśmieszało, zaczęło denerwować. Od pewnego czasu mam wrażenie, że grafiki AI (sztucznej inteligencji) zaczynają dominować w przestrzeni medialnej. Są w reklamach, no trudno, są elementem zapowiedzi wydarzeń na socialmediach, no trudno, zaczynają dominować w filmikach na tiktokach i Insta, no trudno… Ale jeśli zaczynają być stałym elementem zaproszeń na wydarzenia – wcale nie alternatywne, ale organizowane przez szacowne instytucje kultury – i to z błędami, to nie ma „no trudno”. Jeśli próbują udawać autentyczne krajobrazy i zdjęcia w książkach i czasopismach, to zaczyna się smutek i przerażenie, że zaczyna tak naprawdę dominować lenistwo i bylejakość.

Jeśli grafika AI jest świadomym i jawnym eksperymentem graficznym i nie ukrywa się pod płaszczykiem naturalności – OK, przyjmuję konwencję. Jeśli jest elementem żartu – też przyjmuję konwencję. Gorzej, gdy twórcy grafik próbują stosować AI z premedytacją, by oszukać rzeczywistość.

Gdy widzę filmiki AI, które mają straszyć np. wściekłymi zwierzętami atakującymi ludzi, jakimiś katastrofami ekologicznymi, które nie nastąpiły, a są przejawem li tylko wymysłu twórcy, to zaczynam się zastanawiać, kto to robi i dlaczego. Tu nie chodzi o żadną klikalność, a o kreowanie alternatywnej rzeczywistości, która ma do ekologii zniechęcić. Takie mam podejrzenie.

Dzisiejsze grafiki są na tyle niedoskonałe, że nawet przeciętny obserwator jest w stanie wychwycić ich sztuczność. Łatwo takie filmiki oskarżyć o kreowanie fałszywej rzeczywistości, a za tym oskarżyć ekologów, że próbują oszukiwać i „niepotrzebnie straszą”.

Ale AI dziś to nie tylko grafiki, to również próby emitowania nieodbytych wywiadów, radiowych wypowiedzi znanych ludzi, które nigdy nie nastąpiły. Po co to? Jeśli nawet autorzy takich eksperymentów chcą zwrócić uwagę na siebie i na swą „oryginalność”, to za chwilę takie techniki będą stosowane, by wywołać awantury i zamieszanie w sferze publicznej, gdzie nie ma miejsca i czasu na sprawdzanie wiarygodności, bo każdy taki wybryk żyje wiralem po sieci i nim zostanie dokładnie zweryfikowany, wywoła negatywne skutki. Nawet nie chcę sobie wyobrażać jak rozległe i jak głębokie.

Doceniam wartość AI, jako pomocnika przy obliczeniach, porządkowaniu wiedzy i wynajdywaniu źródeł wiarygodnych informacji (bo też i takie można znaleźć) i doceniam szereg wartości z tytułu jej użytkowania, ale boję się, że za niedługi czas przestaniemy nad nią panować. Że wymknie się spod ludzkiej kontroli i zacznie być narzędziem nie dla leniwych, ale instrumentem szantażu nad innymi i złowrogą bronią. Również na niwie ekologicznej, gdzie już dziś fruwają fakenewsy na temat zagrożeń klimatycznych, deficytu wody i rzekomej szkodliwości ekologii względem gospodarki i niemieckich inspiracji.

Jakiś czas temu doszło do jakiegoś tam porozumienia wielkich biznesmenów, którzy rzekomo zatroskani nad przyszłością świata, zaapelowali o powstrzymanie się ze zbyt szybkim wejściem nieprzygotowanego instrumentarium AI do przestrzeni publicznej, by nie była właśnie narzędziem dla nieuczciwych. Ale ja im nie wierzę. Moim zdaniem nie chodziło o żadną troskę, a o to, że to oni chcieli przejąć kontrolę – i wielkie pieniądze – nad ulepszaniem AI.

Przyszłość i wiarygodność AI zależy od treści, jakie tam wprowadzimy. I zapewne będzie można znaleźć tam wiele cennych informacji, ale istnieje ryzyko, że nie znajdziemy je w zalewie medialnych ścieków. To trochę jak mediami społecznościowymi – miały być platformą porozumienia, tolerancji i demokracji, a stały się siedliskiem agresji i kłamstw.

To tak jak z nożem – można nim kroić chleb i mięso, ale można nim również zabijać.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

dwanaście − dziewięć =