Wydaje się niepozorna – puszka tuńczyka. Stoi w niemal każdej kuchni, idealna na szybki lunch. Ale czy wiesz, co naprawdę się w niej kryje? Wybierając ten produkt, możesz albo chronić oceany, albo – nieświadomie – wspierać destrukcyjne praktyki rybackie. Oto przewodnik, jak kupować eko-tuńczyka – mądrze, świadomie i odpowiedzialnie. Drzewo Franciszka – piszemy o świecie, który można ocalić.

Rynek, który zjada sam siebie

W Polsce nie łowimy tuńczyka – importujemy go. Rocznie ponad 13 tysięcy ton. Wartość rynku: 215 milionów złotych. Tuńczyk w puszce to król działu konserw. Stanowi aż 27% wszystkich puszek rybnych sprzedawanych w kraju.

Ale skąd dokładnie pochodzi ta ryba? Większość z tropikalnych łowisk: Pacyfik, Ocean Indyjski, Atlantyk. I nie zawsze z zachowaniem zasad. Międzynarodowe organizacje biją na alarm: tuńczyk to jedna z najbardziej przełowionych ryb na świecie. Rocznie wyławiamy ponad 5 milionów ton. Często za pomocą destrukcyjnych technik – gigantycznych sieci-pułapek i nielegalnych statków.

Detektyw w supermarkecie

W każdym supermarkecie możesz otworzyć aplikację skanując kody QR. Stojąc przed półką z tuńczykiem, warto sprawdzić: który produkt może uratować ocean, a który przyczyni się do jego dewastacji. Z pozoru identyczne puszki – tańsze, droższe, z oliwą, w sosie własnym – kryją zupełnie różne historie połowów.

Dane są bezlitosne: tylko jedna na trzy puszki pochodzi z odpowiedzialnych źródeł. Co to znaczy? Że być może właśnie trzymasz w ręce produkt, który powstał kosztem delfinów, żółwi i ton śmieci wyrzucanych do oceanu.

Co robić? Sprawdź to krok po kroku – jako konsument-śledczy.

 Czego szukać:

– Certyfikat MSC (Marine Stewardship Council) – niebieskie logo z rybą i hakiem. To znak, że tuńczyk pochodzi z łowisk zarządzanych w sposób zrównoważony: z limitem połowowym, monitoringiem, ochroną ekosystemów. Ale uwaga: to nie gwarancja ideału. MSC był krytykowany m.in. za dopuszczanie połowów z wysokim przyłowem (czyli niechcianymi zwierzętami w sieciach) i zbytnią uległość wobec wielkich korporacji. To ważne narzędzie – ale nie święty Graal.

 Metoda połowu – najlepiej „Pole & Line” (wędka i żyłka). To najbardziej selektywna i ekologiczna technika, bez przyłowu. Niestety, rzadko spotykana na polskich półkach. Częściej: „okrężnica” (purse seine) – metoda ta bywa kontrowersyjna, szczególnie jeśli stosuje się tzw. FAD-y (urządzenia przyciągające ryby), które są zabójcze dla delfinów, rekinów, żółwi.

 Kod QR na opakowaniu – skanując, możesz poznać dokładny obszar połowu, technikę i datę. 

 Informacje na spodzie puszki – tak, warto obrócić opakowanie. Część producentów, ukrywa tam kluczowe dane o metodzie i miejscu połowu.

Ciemne strefy i brak informacji

Nie wszystkie puszki mówią prawdę. Wiele nie zawiera żadnej informacji o metodzie połowu – a to powód do niepokoju. Dlaczego producent to ukrywa?  Brak certyfikatu, brak metody, brak transparentności. To jak kupowanie ryby w ciemno. A przecież każda taka decyzja to wsparcie dla jakiegoś systemu – być może destrukcyjnego.

Jeśli nie znajdziesz na puszce potrzebnych informacji, nie musisz rezygnować z ryb – ale możesz wybierać lepiej.

Przykładowo:

-Sardynki, śledzie, makrele – mniejsze ryby, krócej żyją, są mniej narażone na kumulację toksyn i łowione bliżej brzegu.

-Lokalne ryby słodkowodne – np. pstrąg z polskiej hodowli, karp z certyfikatem zrównoważonej akwakultury.

-Roślinne alternatywy – z glonów, fasoli, białka grochu. Coraz smaczniejsze i zdrowsze.

Twój wybór nie jest obojętny. Kupując puszkę tuńczyka, wspierasz konkretny model rybołówstwa – destrukcyjny lub odpowiedzialny.

Jedna puszka, jeden wybór

W sklepach internetowych ze zdrową żywnością warto poszukać tuńczyka z Malediwów. Jest uznawany za jeden z najbardziej zrównoważonych i etycznych wyborów na rynku. Łowiony jest tradycyjną metodą „pole & line”, czyli ręcznie, na wędkę, co minimalizuje przyłów i nie niszczy ekosystemów morskich (bez szkody dla delfinów, żółwi czy innych zagrożonych gatunków). Na Malediwach rybołówstwo odbywa się w małej skali i jest zarządzane przez lokalne społeczności, bez użycia przemysłowych statków. Populacja tuńczyka w tym regionie jest zdrowa i nie przełowiona, co potwierdzają m.in. dane FAO. Dzięki temu tuńczyk z Malediwów jest nie tylko bezpieczny dla środowiska, ale też wspiera lokalne społeczności rybackie. 

Nie musimy być idealni. Ale możemy być lepsi.

Bo oceany nie potrzebują naszej litości. Potrzebują naszej świadomości.

  1. Robiąc zdjęcia do tego materiału, odwiedziliśmy kilka największych marketów w Warszawie – w żadnym z nich na puszcze z tuńczykiem nie było znaczka świadczącego o jego eko pochodzeniu. 

 

TREŚĆ:

Lista kontrolna zakupów tuńczyka:

Czy ma certyfikat MSC?

Czy podano metodę połowu?

Czy możesz zeskanować kod QR?

Czy to produkt z „Pole & Line”?

Czy etykieta mówi prawdę – a nie tylko sprzedaje smak?

To nie są drobiazgi. To codzienne wybory, które wpływają na życie w oceanach – i na nasze sumienia. W Ekwadorze dzięki certyfikatom MSC eksport odpowiedzialnego tuńczyka wzrósł o 200%. W RPA mała społeczność rybaków zdobyła certyfikat dzięki połowom ręcznym. To działa. To możliwe. To realna zmiana.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

dwadzieścia + siedemnaście =