Czy ochrona przyrody w Polsce ma dziś więcej sprzymierzeńców niż w przeszłości? Dlaczego spory wokół natury są nieuniknione i czy ekologia głęboka rzeczywiście stawia człowieka poza centrum świata? O tym, jak rozmawiać o przyrodzie i dlaczego nie powinniśmy jej ani idealizować, ani upraszczać, opowiada dziennikarz i publicysta przyrodniczy Robert Jurszo.
Katarzyna Kamyczek: Co to w ogóle jest „ekologia głęboka”?

Robert Jurszo: Nie wiem, czy jestem najlepszym kandydatem na ambasadora ekologii głębokiej, bo po latach nabrałem do tego nurtu pewnego dystansu. Wydaje mi się jednak, że warto patrzeć na nią szerzej – raczej jako na światopogląd, w którym centralną rolę odgrywa nasz stosunek do przyrody.
Najważniejsze w ekologii głębokiej jest przekonanie, że źródłem wielu problemów środowiskowych jest antropocentryzm, czyli przeświadczenie, że świat istnieje przede wszystkim dla człowieka. Ekologia głęboka sprzeciwiła się oświeceniowemu i pozytywistycznemu optymizmowi, wskazując, że świat, w którym człowiek stawia siebie w centrum, bardzo szybko staje się światem zagrożonym.
Dlatego nurt ten pozostaje krytyczny również wobec koncepcji tzw. zrównoważonego rozwoju, która także stawia człowieka w centrum – nawet jeśli zakłada ochronę Ziemi dla przyszłych pokoleń.
Otwarte pozostaje natomiast pytanie, na ile ekologia głęboka wchodzi w konflikt z chrześcijaństwem. Owszem, chrześcijaństwo bywa antropocentryczne, ale w jego obrębie istnieją także takie wizje stworzenia, które nie stawiają człowieka w centrum – jak choćby teologia Jürgena Moltmanna.
Jednocześnie w ekologii głębokiej razi mnie pewien rodzaj sakralizacji przyrody, robienia z niej religii. Jako naturalista mam z tym problem, bo przyroda jest jednocześnie bezgranicznie piękna i przerażająco obojętna, a czasem i okrutna. Nie jest ani doskonała, ani niedoskonała. Nie jest dobra ani zła, święta ani nie święta. Po prostu jest – i właśnie dlatego zasługuje na ochronę.
Czy w świecie gonitwy za pieniędzmi i zasobami można jeszcze kogokolwiek zainteresować ochroną przyrody?
Być może zabrzmi to zaskakująco, ale dziś jest pod tym względem lepiej niż kiedykolwiek. Wystarczy spojrzeć na reakcje społeczne wobec wycinek drzew w miastach czy w lasach. Jeszcze kilkanaście lat temu trudno byłoby znaleźć wielu ludzi gotowych protestować w takich sprawach.
Dziś istnieją ruchy leśne – spontaniczne grupy obywateli, którzy nie tylko protestują, ale angażują się także w prace nad planami urządzenia lasów, czyli dokumentami regulującymi gospodarkę leśną w Polsce.
Podobnie było w 2019 roku, gdy plany masowego odstrzału dzików wywołały protesty w całym kraju. Do dziś sprzeciw budzi skala zabijania tych zwierząt w związku z walką z ASF, którą wielu ekspertów uważa za chybioną. Kontrowersje wzbudza także zabijanie dzików w miastach, które te zwierzęta coraz częściej zasiedlają.
Zaryzykowałbym więc tezę, że mimo wielu trudności ochrona przyrody interesuje dziś coraz więcej osób. Choć, oczywiście, wciąż nie jest to jakieś powszechne zainteresowanie.
Jakim językiem mówić o ochronie przyrody, by nie słyszeć zarzutu: „chronicie ptaszki i żabki, a nie myślicie o ludziach”?
Nie ma jednego skutecznego sposobu komunikacji. Być może brzmi to paradoksalnie, ale przez lata debata publiczna o ochronie przyrody była zdominowana przez argumenty przyrodnicze. One są ważne, ale trafiają głównie do już przekonanych.
Musimy pamiętać, że nie dla wszystkich są równie przekonujące. Jeśli komuś wilki zabiły zwierzęta hodowlane, trudno oczekiwać, że zachwyci go opowieść o wilku jako kluczowym elemencie ekosystemu. Nawet jeśli rozumie tę argumentację, z jego perspektywy wilk pozostaje przede wszystkim problemem.
Dlatego w ochronie przyrody bardzo potrzebujemy kompetencji rozwijanych przez nauki społeczne. To one pomagają zrozumieć, jak konflikty wokół przyrody postrzegają różni uczestnicy: przyrodnicy, rolnicy, myśliwi, mieszkańcy miast i inni.
Nie istnieje jedna opowieść o tym, jak chronić przyrodę. Ale każda z nich powinna mówić nie tylko o samej przyrodzie, lecz także o ludziach. Bez tego obrońcy natury zawsze będą się mierzyć z zarzutem, że bardziej zależy im na „ptaszkach i żabkach” niż na człowieku.

Co jest dziś największym problemem w ochronie przyrody?
Trudno wskazać jedną rzecz. Każdy, komu leży na sercu dobro przyrody, wskazałby zapewne coś innego.
Jednym z problemów jest oczekiwanie, że ochrona przyrody będzie bezkonfliktowa. Tymczasem konflikty są nieuniknione, bo przyroda nie zawsze jest dla człowieka wygodna czy użyteczna.
Z jednej strony mamy duchowe, romantyczne wizje natury, z drugiej – rzeczywistość, która jest bardziej ambiwalentna. Przyroda potrafi być piękna, ale też brutalna. I jeśli chcemy ją chronić, musimy zaakceptować tę ambiwalencję.
Czasem szkody wyrządzają jej nie tylko przeciwnicy ochrony przyrody, ale również jej zwolennicy, gdy próbują patrzeć na nią przez zbyt uproszczony, idealizujący obraz.
Modelowym przykładem jest tutaj wilk. Zdaniem myśliwych i hodowców to niemal diabeł wcielony, z kolei miłośnicy tego gatunku mają skłonność do jego idealizacji, nawet moralnej, bo widzą w nim wzór cnót, honoru itp. Tymczasem wilk nie jest ani tym, ani tym. Jest po prostu jednym z wielu zwierząt, które próbuje jakoś przeżyć w świecie, który został zdominowany przez człowieka.
Czy nie masz wrażenia, że coraz częściej „zrzuca się winę na klimat”? Na przykład rezygnuje z ochrony mokradeł czy torfowisk, mówiąc: „nic nie możemy zrobić, to wina zmian klimatu”.
To inna postać narracji denialistycznej (to sposób mówienia, który podważa lub osłabia znaczenie problemu naukowego, aby uniknąć konieczności działania). Kiedyś mówiono, że człowiek nie ma decydującego wpływu na ocieplanie się klimatu. Dziś coraz częściej pojawia się przekonanie, że skoro zmiany klimatu są globalne, to lokalne działania nie mają sensu.
Tymczasem jest dokładnie odwrotnie – wiele rzeczy możemy i powinniśmy robić na poziomie lokalnym. Możemy np. angażować się w ochronę zieleni w naszych miastach, co z punktu globalnego ocieplenia jest ważne, ponieważ drzewa sprawiają, że środowisko miejskie jest bardziej odporne na fale upałów. Możemy protestować przeciwko zabudowie kolejnej łąki przez dewelopera, na której znajduje się np. oczko wodne ważne dla lokalnej społeczności. To jest w naszym zasięgu.
Mówi się, że edukacja klimatyczna dotyczy „odległych spraw”.
Nie zgadzam się z tezą. Globalne zmiany klimatu już dziś mają bardzo realny wpływ na Polskę.
Dobrym przykładem jest katastrofa ekologiczna na Odrze w 2022 roku. Kiedy zaczęły ginąć ryby, początkowo podejrzewano zatrucie metalami ciężkimi. Okazało się jednak, że do rzeki trafiały te same zanieczyszczenia co wcześniej – między innymi zasolone wody kopalniane.
Zmieniły się natomiast warunki środowiskowe. Niski stan wody i fale upałów doprowadziły do nagrzania rzeki, co sprzyjało zakwitowi złotej algi (Prymnesium parvum). To właśnie ona doprowadziła do śmierci ogromnej liczby ryb i bezkręgowców.
Nie powinniśmy więc myśleć o kryzysie klimatycznym jako o czymś odległym. On już nas dotyczy. Jednocześnie nie mam poczucia, że edukacja klimatyczna wypiera edukację przyrodniczą. Myślę nawet, że społeczeństwo coraz lepiej rozumie, że sprawy klimatu i przyrody są dziś połączone, a wspólnym mianownikiem jest globalne ocieplenie.
Na koniec: śledząc Twoje posty w mediach społecznościowych ma się wrażenie, że energia niektórych komentarzy bywa jak strumień pestycydów. Jak sobie z tym radzisz?
Hejt jest częścią mojej pracy — nic na to nie poradzisz. Uprawiam takie dziennikarstwo, które siłą rzeczy naraża mnie na konflikt z różnymi grupami interesu, więc to naturalne, że nie wszyscy mnie lubią. Staram się oddzielać emocje od faktów i robić swoje, bo wiem, po co to robię. Jeśli moja praca wywołuje reakcje, nawet ostre, to często znaczy, że dotykam tematów, które naprawdę mają znaczenie.
Robert Jurszo: dziennikarz i publicysta przyrodniczy. W szczególności interesuje go ochrona ptaków i dużych drapieżników oraz relacje między ludźmi a przyrodą. Pasjonuje go psychologia zwierząt i fotografia przyrody. Najchętniej obserwuje zwierzęta w ich naturalnym środowisku, a wolny czas spędza na spływach kajakowych i pieszych wędrówkach. Jego ukochanymi miejscami są Puszcza Bukowa, Dolina Dolnej Odry i wybrzeże Bałtyku. Autor książki „Spotkania z nagą małpą. Opowieści o zwierzętach”





