Bocian z aparatem, tysiące zdjęć i ludzie oceniający, które kadry są najładniejsze. Za tym nietypowym projektem kryje się jednak poważne pytanie: czy nasze poczucie piękna wpływa na to, co chcemy chronić w przyrodzie? Prof. Piotr Tryjanowski (*) opowiada, co naukowcy mogą wyczytać z ludzkich zachwytów i dlaczego czasem najważniejsze zdjęcie może być tym, które nikomu się nie podoba.

 

Katarzyna Kamyczek: Po co właściwie oceniać, czy zdjęcie zrobione przez bociana jest ładne? Co to realnie daje ochronie przyrody?

Piotr Tryjanowski: Ochrona przyrody nie rozgrywa się wyłącznie w rozporządzeniach czy innych aktach prawnych. Rozgrywa się w ludzkich głowach: w tym, czy ktoś zechce zostawić mokradło, nie wytnie drzewa z gniazdem, zaizoluje słup energetyczny, zagłosuje za programem rolno-środowiskowym. A to zależy od tego, czy dany gatunek w ogóle nas obchodzi. Wiemy z wielu badań, ale i zapisów historii sztuki, że jakiś gatunek zdecydowanie obchodzi nas nierówno i że estetyka jest jednym z filtrów, przez które przepuszczamy świat żywy.

Druga rzecz jest całkiem prozaiczna. Kamery na bocianach produkują tysiące klatek. Ręczne przejrzenie tego to setki godzin pracy. Jeśli tysiące (naprawdę na taką liczbę liczymy!) ludzi w prostej ankiecie wskażą nam te kilka procent zdjęć, które naprawdę przyciągają uwagę, dostajemy jednocześnie dwie rzeczy: gotowy materiał do edukacji i wystaw oraz dane o tym, co z życia bociana ludzi porusza. To drugie jest dla mnie jako badacza co najmniej tak samo interesujące jak to pierwsze zagadnienie.

Czy nie jest tak, że zamiast nauki robimy tutaj po prostu „Instagram dla bocianów”?

Rozumiem to pytanie i po części odpowiem: tak, coś z Instagrama w tym jest. Nie traktuję tego jako zarzutu. Różnica jest jednak zasadnicza i dotyczy tego, kto trzyma aparat. Na Instagramie kadr wybiera fotograf, świadomie i z myślą o efekcie. U nas kadr „wybiera” bocian, a de facto zadany algorytm, w trakcie codzienności ptaka. Po stronie rejestracji nie ma żadnego ludzkiego filtra estetycznego; pojawia się on dopiero po stronie odbioru. Właśnie to pozwala rozdzielić dwie rzeczy, które w fotografii przyrodniczej są zwykle nierozerwalnie zlepione.

Warto też powiedzieć wyraźnie: ankieta to jeden moduł, a nie cały projekt. Równolegle prowadzimy klasyczne, żmudne prace, czyli analizujemy trasy przelotu, wysokości lotu, miejsca odpoczynku, zachowania społeczne, zagrożenia: linie energetyczne, wysypiska, susza. I dodam: zapraszamy nie tylko do oceny artystycznej. Osoby, które chcą pomóc w naukowym opisie zdjęć, są u nas równie mile widziane, ale wtedy proszę o dodatkowy kontakt.

Skoro zdjęcia mają wartość naukową, to dlaczego o ich znaczeniu ma decydować to, co podoba się ludziom?

Ależ nie decyduje! To są dwie niezależne osie i mierzymy je osobno. Pokażmy przykłady. Rozmazana, prześwietlona klatka z linią energetyczną gdzieś nad Saharą Wschodnią z punktu widzenia estetyki jest beznadziejna, a dla nas może być jedną z najważniejszych w całym zbiorze. Odwrotnie: wschód słońca nad Nilem potrafi zachwycić, a naukowo nie wnosi prawie nic. Żadne zdjęcie nie zniknie dlatego, że dostało niską notę. Cały materiał zostaje w bazie i jest analizowany tak samo.

Najciekawsze jest dokładnie to miejsce, w którym obie osie się rozjeżdżają. Chcemy wiedzieć, gdzie i dlaczego to, co ważne, przestaje być dla nas atrakcyjne. To jest pytanie o człowieka, nie o bociana.

Czy „ładny bocian” rzeczywiście dostaje dziś więcej uwagi i ochrony niż brzydszy albo mniej fotogeniczny gatunek? Macie na to dowody?

Dowody są i nie pochodzą od nas. Najszerszy to międzynarodowy projekt iratebirds, opublikowany w czasopiśmie „Scientific Data”: ponad sześć tysięcy osób z kilkudziesięciu krajów oceniło wygląd ponad jedenastu tysięcy gatunków i podgatunków ptaków, w sumie ponad czterysta tysięcy ocen. Autorzy pokazują, że atrakcyjność wizualna wiąże się z handlem ptakami, z turystyką i z tym, gdzie płyną pieniądze na ochronę.

Uczciwie dodam dwa zastrzeżenia. Po pierwsze, są to zależności korelacyjne; nikt nie twierdzi, że uroda jest jedynym ani głównym czynnikiem. Po drugie, sami autorzy ostrzegają, że w lokalnym kontekście kulturowym te wyniki trzeba stosować ostrożnie.

Kierunek jest jednak trudny do podważenia i każdy przyrodnik zna go z praktyki. Bocian biały jest tego najlepszym przykładem: z czysto liczbowego punktu widzenia nie jest u nas gatunkiem najbardziej zagrożonym, a ma rozpoznawalność, o jakiej wodniczka czy derkacz mogą tylko marzyć. Nie powstają fundacje na rzecz niepozornych, brunatnych ptaków śpiewających, choć wiele z nich jest w znacznie gorszej sytuacji.

Co naukowcy zrobią z informacją, że jedno zdjęcie dostało 9/10, a inne 4/10? Jaki będzie następny krok?

Poprawmy – skale jest do piątki, jak w mojej starej szkole.😉 Pojedyncza ocena nie znaczy nic. Znaczenie ma rozkład. Każdy uczestnik ocenia trzydzieści losowo wybranych zdjęć, więc każda fotografia zbiera wiele niezależnych ocen i dostaje średnią wraz z oszacowaniem błędu.

Potem łączymy te oceny z dwoma rodzajami opisu. Pierwszy to zawartość kadru: co na nim widać – inne bociany, ludzi, wodę, pole, wysypisko, infrastrukturę energetyczną, horyzont, chmury. Drugi to metadane z nadajnika: miejsce, godzina, wysokość, etap wędrówki. Dopiero wtedy można zapytać statystycznie: które cechy kadru podnoszą ocenę? Czy inaczej oceniają osoby z doświadczeniem ornitologicznym, a inaczej bez? Czy różnią się kraje, pokolenia, kobiety i mężczyźni?

Z tego wynikają konkretne kroki. Najwyżej oceniane ujęcia trafiają do materiałów edukacyjnych dla szkół i na wystawy. Sprawdzamy, czy „ładne” zdjęcia rzeczywiście generują większe zaangażowanie odbiorców, czy to tylko nasze założenie. Oceny ludzi posłużą też jako zbiór uczący dla automatycznego wstępnego sortowania kolejnych dziesiątek tysięcy klatek, których ręcznie nie przejrzymy nigdy. No i publikacje naukowe, bo to jest normalne badanie, a nie zabawa przy okazji.

Czy nie istnieje ryzyko, że zaczniemy chronić przyrodę pod dyktando ludzkiego gustu zamiast rzeczywistych potrzeb zwierząt?

To ryzyko jest realne i nie zamierzam go bagatelizować. Chcę jednak zwrócić uwagę, że istnieje ono niezależnie od naszego projektu i istniało na długo przed nim. My go nie tworzymy – próbujemy je zmierzyć. A zdiagnozowanie własnego uprzedzenia jest pierwszym warunkiem tego, żeby przestać mu ulegać.

Priorytety ochronne ustala się na podstawie kryteriów przyrodniczych: trendów liczebności, zagrożeń, statusu na czerwonych listach. To się nie zmieni i zmieniać się nie powinno. Ale środki i wola społeczna, żeby te priorytety wdrożyć, biorą się z ludzi. Jeśli wiemy, jak działa filtr estetyczny, możemy użyć go świadomie: tak, żeby bocian – gatunek lubiany – pociągnął za sobą ochronę całej mozaiki łąk, mokradeł i miedz, a razem z nią setek gatunków, których nikt nigdy nie sfotografuje i nie polubi.

Czytelnikom Drzewa Franciszka dodam coś, co jest mi bliskie osobiście. Zachwyt nie jest przeciwieństwem odpowiedzialności; bywa jej początkiem. Święty Franciszek nie zaczynał od danych ani od rozporządzeń. Naszym zadaniem jest zadbać, żeby po patrzeniu przyszło jeszcze myślenie i działanie – bo sam zachwyt niczego jeszcze nie ratuje.

Bocian robi tysiące zdjęć, ludzie wybierają najlepsze – czy naprawdę potrzebujemy do tego aż projektu naukowego?

Różnica między plebiscytem a badaniem leży w protokole. W plebiscycie wygrywa to, co ktoś wrzucił na górę strony i co akurat podbił algorytm. U nas zdjęcia losują się (fachowo to nazywamy podejściem randomizacyjnym), liczba ocen przypadających na jedno zdjęcie jest kontrolowana, zbieramy podstawowe dane o oceniających, a całość poddaje się analizie statystycznej i daje się powtórzyć. To jest właśnie ta nudna część, która odróżnia wynik od wrażenia.

Druga sprawa: wybranie najlepszych zdjęć nie jest celem, tylko produktem ubocznym. Celem jest odpowiedź na pytanie o relację między tym, co piękne, a tym, co ważne.

I trzecia, być może najistotniejsza. Ankieta to najtańszy i najbardziej otwarty fragment bardzo dużej maszyny. Za nią stoją nadajniki z kamerami, testowane u bocianów jako pierwsze na świecie, praca w terenie w czterdziestostopniowym upale, obrączkowanie prowadzone na Opolszczyźnie nieprzerwanie od 1973 roku, współpraca Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, Uniwersytetu Szczecińskiego, Grupy SILESIANA i partnerów wspierających. Pytanie „czy potrzeba do tego nauki” odwróciłbym więc: to nauka zaprasza ludzi do środka, a nie ludzie zastępują naukę. A jeśli mogę, to koniecznie chciałbym wymienić osoby wspomagające projekt. I są to prof. Łukasz Jankowiak z Uniwersytetu Szczecińskiego – twórca algorytmów oceniających i aplikacji, Joachim Siekiera – lider Grupy SILESIANA odpowiedzialny za zakładanie i kontrole nadajników, i Eliza Bartolik z mojej katedry – odpowiadająca za komunikację fotograficzną i analizy danych wizualnych w projekcie, oraz prof. Piotr Profus z Instytutu Ochrony Przyrody PAN – który jest światowej klasy specjalistą od bocianów i pomaga nam w łączeniu naszych wyników z szersza wiedzą o badanym gatunku.

Gdyby okazało się, że ludzi najbardziej zachwycają zdjęcia zupełnie nieistotne z punktu widzenia nauki, co wtedy: nauka dostosuje się do gustu odbiorców?

Nie. Nauka się nie dostosuje. Dostosuje się komunikacja. I powiem szczerze: taki wynik uważam za najbardziej prawdopodobny.

Spodziewam się, że najwyższe oceny dostaną chmury, wschody słońca i sylwetki innych bocianów w locie. A zdjęcie wysypiska pod Kairem albo słupa średniego napięcia przejdzie bez echa. Tyle że to właśnie wysypisko i ten słup są dla nas najważniejsze, bo tam bocian znajduje pokarm i tam najczęściej ginie.

Jeśli tak wyjdzie, wniosek nie będzie brzmiał „zajmijmy się chmurami”. Będzie brzmiał: musimy nauczyć się opowiadać o linii energetycznej językiem wschodu słońca. To jest konkretna, mierzalna wiedza o tym, gdzie przebiega granica ludzkiej uwagi, a przesuwanie tej granicy jest dziś jednym z głównych zadań ochrony przyrody. Nie zmienimy pytań badawczych. Zmienimy sposób, w jaki o odpowiedziach mówimy.

 

 

Jak wziąć udział w projekcie?

Ocena zajmuje kilka minut: każdy uczestnik dostaje trzydzieści losowo wybranych zdjęć wykonanych przez bociany. Platforma nazywa się StorkLens Survey. Osoby zainteresowane udziałem – także w naukowym opisie zdjęć – mogą pisać na adres piotr.tryjanowski@gmail.com

 

(*) prof. dr hab. Piotr Tryjanowski, Katedra Zoologii, Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu — koordynator projektu. 

Zdjęcia: Bociany. Zdjęcia z terenu zrobione są przeze Elizę Bartolik

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

pięć × cztery =