Św. Franciszek jest podobno najbardziej popularnym chrześcijańskim świętym, ekumenicznie uwielbianym nawet przez tych, dla których, którym do jakiejkolwiek duchowości daleko. Ale czy to oznacza, że jest tak samo słuchanym? Właśnie mija rok 800-lecia tego niezwykłego utwory i przesłania. I stawiam pytanie: jak bardzo obecnego w naszej przestrzeni publicznej?
Powstały 800 lat temu utwór jest zdumiewająco aktualny z wyzwaniami XXI w. Pieśń Słoneczna, zwana też Hymnem stworzeń, z włoskiego Laudato Si’, to nie tylko modlitwa, ale też duchowa wskazówka dla życia, które – chciałbym w to wierzyć – chcielibyśmy dziś zbudować: życia dobrych relacji z innymi, szczerej wzajemności, poszukiwania piękna i pokory. Zwłaszcza tej ostatniej jest jakby mniej w naszym życiu.
Franciszek nie mówi do przyrody, ale razem z nią i przez nią. Nie staje ponad światem, nie dzieli go na „my ludzie” i „to, co zewnętrzne”, lecz wchodzi w rytm wspólnego śpiewu. Brat Słońce, Siostra Woda, Matka Ziemia — te słowa są jak konstytucja nowego życia. Takiego, w którym wszystko ma swoją godność, wszystko jest powiązane, wszystko nie jest wrogiem, lecz częścią większej całości. Przepraszam za odrobinę górnolotności.
Czytając Pieśń widać jak jego przesłanie jest bardzo aktualne w naszej epoce, w której częściej Ziemia jest „zasobem”, woda „problemem”, a powietrze – przestrzenią wyliczania norm jego jakości. W czasach Franciszka, ani on, ani nikt z jego pokoleń, nie znał współcześnie pojmowanej „ekologii” lub „antropocenu”, nie prowadzono debat o adaptacji do zmian klimatu. Ale wiedział, że jeśli człowiek zerwie więź z przyrodą, straci też część swego bytu, swego człowieczeństwa. Bo nie da się rozumieć życia, jeśli nie rozpoznaje się życia wszędzie: w słońcu, ogniu, deszczu, ptaku, człowieku.
Pieśń Słoneczna to także hymn wdzięczności – poczucie dziś niezbyt modne, a na pewno mocno niezrozumiałe. W świecie projektów, planów, algorytmów i aplikacji wdzięczność, razem z czułością, wrażliwością i uważnością bywa traktowana jako naiwność. Ale może właśnie dlatego tak bardzo jej wyszukujemy, nawet, jeśli nie umiemy jej tak wprost nazwać.
Można czytać Pieśń Słoneczną jako tekst religijny, ale można też traktować go jako „zwykły” apel o przemianę nastawienia do świata przyrody; jako zaproszenie do potraktowania świata nie z perspektywy władzy i siły, ale właśnie poprzez czułość, wrażliwość i wsłuchanie się w jej rytm. W każdym wersie Pieśni widać zaproszenie do przeżywania zachwytu, nie bojąc się oskarżeń o bycie naiwnym.
Może na tym właśnie polega duchowa ekologia? Nie tylko na potrzebnych, a jakże, strategiach, politykach i celach zrównoważonego rozwoju, ale jednocześnie na odnowieniu relacji, na zmianie nastawienia do dzieła stworzenia.
Skoro w Pieśni pojawiają się określenia takie, jak Siostra, Matka i Brat, to to oznacza – ryzykując krytykę – że może trzeba potraktować świat jako rodzinę lub jak dom, którego nie można eksploatować bez opamiętania. Laudato Si’ na pewno jest pieśnią, więc może warto na początku wysłuchać jej na nowo, zanim zagłuszymy wszystko. I zgubimy dobre
drogowskazy we współczesnej rzeczywistości.
Mija rok 800-lecia Laudato Si’, ale nie mija aktualność tego przesłania. Jest wręcz przeciwnie: z roku na rok zaczyna być bardziej aktualne i potrzebne. Przed nami nowy rok, wiele dni do przemyśleń i pracy…





