
n/z Malgorzata Wozniacka
fot. Piotr Waniorek/zelaznastudio.pl
Dlaczego nie wolno porównywać Polski do Egiptu, jak zmienia się sytuacja hydrogeologiczna kraju i dlaczego śnieg jest cenniejszy od gwałtownej ulewy, rozmawiamy z dr MAŁGORZATĄ WOŹNICKĄ z Zakładu Rozpoznawania i Ochrony Wód Podziemnych, Państwowego Instytutu Geologicznego.
Katarzyna Kamyczek: W debacie publicznej coraz częściej słyszymy, że Polsce grozi kryzys wodny. Zabraknie nam wody?
Małgorzata Woźnicka: Nie powiedziałabym, że grozi nam całkowity brak wody. To byłoby zbyt daleko idące stwierdzenie. Jeżeli mówimy o wodach podziemnych, które są podstawowym źródłem wody pitnej w naszym kraju, sytuacja nie wygląda źle. W skali całego kraju wykorzystujemy około 20 procent odnawialnych zasobów wód podziemnych, a więc nadal dysponujemy znacznymi rezerwami.
Nie oznacza to jednak, że problem nie istnieje, gdyż są regiony, gdzie deficyty występują.
Najbardziej odczuwalne skutki obserwujemy w środowisku – w rolnictwie, ekosystemach zależnych od wód podziemnych. Tam niżówka hydrogeologiczna rozwijająca się w pierwszym poziomie wodonośnym (długotrwały spadek poziomu wód podziemnych poniżej stanów niskich ostrzegawczych) rzeczywiście powoduje poważne konsekwencje.
Czyli nie grozi nam scenariusz, w którym zabraknie wody w kranach?
Nie można dziś tak powiedzieć w odniesieniu do całego kraju. Trzeba pamiętać, że wody podziemne występują na różnych głębokościach i w różnych strukturach geologicznych. Najbardziej narażony na skutki suszy jest pierwszy, płytki poziom wodonośny.
To właśnie z niego korzystają płytkie studnie kopane czy tzw. abisynki. Jeżeli poziom wody obniży się nawet o kilkadziesiąt centymetrów, taka studnia może wyschnąć, mimo że woda nadal znajduje się głębiej.
Natomiast większość ujęć wodociągowych pobiera wodę z głębszych poziomów wodonośnych, często znajdujących się kilkanaście lub kilkadziesiąt metrów pod powierzchnią terenu. Są one znacznie mniej podatne na krótkotrwałe niedobory opadów. Dlatego wyschnięcie pojedynczych płytkich studni nie oznacza, że kończą się zasoby wód podziemnych.
Mimo to media często alarmują, że Polska staje się „drugim Egiptem Europy” albo że wody wystarczy nam już tylko na kilkanaście czy kilkadziesiąt lat.
To jedne z większych uproszczeń, jakie pojawiają się w przestrzeni publicznej. Szczególnie porównywanie Polski do Egiptu jest całkowicie nieuzasadnione. Jedynym parametrem, który można zestawiać, jest odpływ rzeczny do morza – w naszym przypadku do Bałtyku, a w przypadku Egiptu do Morza Śródziemnego.
Natomiast warunki klimatyczne, geologiczne i hydrologiczne obu krajów są zupełnie inne. Każdy, kto był w Egipcie, wie, że nie można tych dwóch państw porównywać pod względem zasobów wodnych. Rozumiem, że temat jest trudny, bo większość ludzi nie potrafi wyobrazić sobie, jak funkcjonują wody podziemne. Nie są one przecież widoczne, tylko ukryte pod powierzchnią terenu. Nie są to też podziemne jeziora ani żyły wodne, jak często się je przedstawia.
Dlatego znacznie ważniejsza od straszenia jest edukacja i budowanie świadomości społecznej na temat zrównoważonego korzystania z zasobów wodnych.

Jakiej?
Większość z nas odkręca kran i nie zastanawia się, skąd bierze się woda. Tymczasem jest to jeden z najcenniejszych zasobów naturalnych.
Z jednej strony nie można tworzyć katastroficznych wizji, z drugiej – nie wolno sprawiać wrażenia, że wody mamy bez końca. Polska rzeczywiście dysponuje znacznymi zasobami wód podziemnych, ale nie oznacza to, że możemy korzystać z nich bez żadnych ograniczeń. Byłaby to rabunkowa gospodarka.
W okresach długotrwałej suszy warto zrezygnować z napełniania basenów czy ciągłego podlewania trawników. To proste działania, które również mają znaczenie.
Zacznijmy więc od podstaw. Dlaczego wody podziemne są dla Polski tak ważne?
To jeden z najważniejszych zasobów naturalnych naszego kraju. Ponad 70 procent mieszkańców Polski, a właściwie blisko 75 procent, korzysta z wody pitnej pochodzącej właśnie z ujęć wód podziemnych. To one stanowią podstawę zaopatrzenia ludności w wodę do spożycia.
Oczywiście wykorzystujemy również wody powierzchniowe, ale przede wszystkim na potrzeby przemysłu, energetyki czy innych gałęzi gospodarki.
Prawo wodne wyraźnie wskazuje pewną hierarchię. Wody podziemne mają służyć przede wszystkim zaspokajaniu potrzeb ludności, ponieważ są zazwyczaj znacznie lepszej jakości niż wody powierzchniowe. Znajdują się pod powierzchnią ziemi, dzięki czemu są lepiej chronione zarówno przed zanieczyszczeniami, jak i krótkotrwałymi skutkami suszy.
To właśnie dlatego ten zasób wymaga szczególnej troski – nie tylko przed nadmiernym poborem, ale również przed zanieczyszczeniem.
Czy wody podziemne są zasobem odnawialnym?
Tak. I to bardzo ważna informacja. Odnawiają się dzięki infiltracji opadów atmosferycznych. Część deszczu spływa po powierzchni do rzek, część zostaje pobrana przez rośliny, natomiast część wsiąka w grunt i zasila warstwy wodonośne.
Później wody podziemne bardzo powoli przemieszczają się w ośrodku skalnym. W piaskach jest to średnio około 100 metrów rocznie. Ostatecznie zasilają rzeki i uczestniczą w naturalnym obiegu wody. Oczywiście, jeżeli lokalnie pobieramy zbyt dużo wody, możemy wytworzyć lej depresji i czasowo obniżyć jej poziom. Nie oznacza to jednak, że cała woda znika. Nadal pozostaje w środowisku, choć jej dostępność może być mniejsza.
Skoro o odnawianiu mowa – czy zmiany klimatu już dziś wpływają na zasilanie wód podziemnych?
Tak, zmiany klimatyczne mają wpływ na odnawialność zasobów wód podziemnych. Przede wszystkim kluczowa jest kwestia struktury opadów i trzeba pamiętać, że nie liczy się wyłącznie ilość opadów. Równie ważny jest ich charakter.
Najkorzystniejszy dla wód podziemnych jest umiarkowany, długotrwały deszcz. Wtedy woda ma czas, aby spokojnie wsiąknąć w grunt. Natomiast gwałtowne ulewy, mimo że przynoszą bardzo duże sumy opadów, w niewielkim stopniu zasilają wody podziemne. Większość tej wody spływa po powierzchni, powodując lokalne podtopienia czy powodzie błyskawiczne.
Dlatego nie każdy deszcz poprawia sytuację hydrogeologiczną. Czasami pada bardzo intensywnie, a zasoby wód podziemnych niemal wcale się nie zwiększają.
Wspomniała Pani, że nie każdy deszcz poprawia sytuację. Czy dlatego tak często mówi się dziś o znaczeniu śniegu?
Zdecydowanie tak. W naszej szerokości geograficznej pokrywa śnieżna ma ogromne znaczenie dla odnawiania zasobów wód podziemnych. Jeżeli śnieg topnieje powoli, woda stopniowo wsiąka w grunt i bardzo skutecznie zasila warstwy wodonośne. To proces znacznie korzystniejszy niż gwałtowne, krótkotrwałe opady deszczu, podczas których większość wody odpływa po powierzchni. Dlatego śnieg jest dla nas niezwykle ważny. Jeżeli zimą jest go mało, już na początku wiosny możemy obserwować skutki niedoboru wody.
W tym roku sytuacja była nieco lepsza niż w ubiegłym, bo śniegu było trochę więcej. Nadal jednak nie są to warunki, które można uznać za optymalne.
Kiedy susza staje się naprawdę niebezpieczna?
Najpierw warto powiedzieć, że sama susza nie jest zjawiskiem nadzwyczajnym. To naturalny element funkcjonowania przyrody. Mówimy o suszy atmosferycznej, glebowej, hydrologicznej i hydrogeologicznej. Są to kolejne etapy tego samego procesu. Problem zaczyna się wtedy, gdy susza pojawia się zbyt często, trwa długo, obejmuje rozległe obszary kraju i osiąga dużą intensywność. Wtedy jej skutki stają się bardzo dotkliwe.
Naturalna niżówka hydrogeologiczna, czyli obniżenie poziomu wód podziemnych, występuje zazwyczaj pod koniec lata – w sierpniu, wrześniu i na początku października. To normalne zjawisko.
Niepokój pojawia się wtedy, gdy bardzo niskie stany obserwujemy już w marcu lub kwietniu. Oznacza to, że susza rozpoczęła się znacznie wcześniej i z dużym prawdopodobieństwem będzie się pogłębiać przez kolejne miesiące.
Jak wygląda sytuacja obecnie?
Obecnie na znacznym obszarze Polski przekroczone są stany niskie ostrzegawcze, dlatego wydajemy ostrzeżenia hydrogeologiczne.
Najtrudniejsza sytuacja panuje obecnie w Polsce centralnej, na Lubelszczyźnie, Podlasiu oraz w Wielkopolsce. W praktyce można powiedzieć, że większe lub mniejsze obszary niżówki hydrogeologicznej występują niemal w całym kraju. Wyjątkiem pozostaje jedynie część województwa warmińsko-mazurskiego, gdzie sytuacja jest obecnie nieco korzystniejsza.

Czy z perspektywy wieloletnich obserwacji rzeczywiście widać zmianę?
Tak. I to bardzo wyraźnie. Od 2015 roku obserwujemy okres, który w hydrogeologii określamy jako okres posuszny. Oznacza to, że od około dziesięciu lat stosunkowo często notujemy niżówki hydrogeologiczne obejmujące duże obszary kraju. Oczywiście nie każdy rok wygląda identycznie. Bywały sezony nieco korzystniejsze, ale cały ten okres wyróżnia się częstszym występowaniem niskich stanów wód podziemnych.
To jednak nie znaczy, że wcześniej podobnych sytuacji nie było. Bardzo głęboka susza występowała w latach sześćdziesiątych. Kolejny wyraźnie suchy okres przypadł na lata 1991–1992. Później przyszły jednak lata bardzo mokre. W 1997 roku mieliśmy przecież do czynienia z katastrofalną powodzią, a kolejne wysokie stany wód obserwowaliśmy również w latach 2010–2011.
To pokazuje, że przyroda funkcjonuje w pewnych cyklach. Oczywiście nakładają się na to jeszcze zmiany klimatu oraz działalność człowieka. Nie ma jednego czynnika odpowiedzialnego za wszystkie obserwowane zjawiska.
W hydrogeologii obserwujemy zarówno sezonowe, jak i wieloletnie wahania poziomu wód podziemnych. Istnieją również hipotezy naukowe wiążące część tych cykli z aktywnością Słońca, choć nadal pozostaje to przedmiotem badań i interpretacji.
Jedno jest pewne – z historycznych zapisów wiemy, że podobne okresy suszy już w Polsce występowały.
Czy można przewidzieć, jak będzie wyglądała sytuacja w kolejnych latach?
Nie z pełną pewnością. Możemy analizować przeszłość i wyciągać wnioski, ale nie jesteśmy w stanie jednoznacznie przewidzieć przyszłości.
Czego możemy spodziewać się w najbliższych miesiącach?
Na razie prognozy nie są optymistyczne. Wchodzimy właśnie w okres, który z natury charakteryzuje się najniższymi stanami wód podziemnych. Sierpień i wrzesień to miesiące, kiedy niżówka hydrogeologiczna zwykle osiąga największe nasilenie.
Statystycznie największe sumy opadów przypadają na lipiec i ten okres mamy już za sobą. Jeżeli więc niżówka rozpoczęła się wcześniej i utrzymuje się od wiosny, kolejne miesiące najczęściej prowadzą do dalszego pogłębiania problemu. Poprawę mogłyby przynieść jedynie długotrwałe, umiarkowane opady skutecznie zasilające wody podziemne.
fot. tytułowa: Mateusz Wyrzykowski





