
Średnio 6 mld zł rocznie – łącznie ok. 115 mld zł bezpośrednich strat. Najbardziej narażone jest rolnictwo, ale rachunek płacą także samorządy, firmy i mieszkańcy. O tym, kto ponosi koszty ekstremalnej pogody i jak ograniczać straty, rozmawiamy z dr inż. Eweliną Siwiec, ekspertką ds. adaptacji do zmian klimatu i ekonomicznych skutków ekstremalnej pogody.
Katarzyna Kamyczek: Każda powódź, susza czy fala upałów ma swoją cenę – tylko kto ją ostatecznie płaci. Państwo, samorządy, przedsiębiorcy czy zwykli mieszkańcy?
Ewelina Siwiec: Można powiedzieć, że ostatecznie za ekstremalne zjawiska pogodowe płacimy wszyscy, choć oczywiście nie w takim samym stopniu. W pierwszej kolejności koszty ponoszą ci, którzy bezpośrednio tracą majątek lub dochody, są to mieszkańcy, przedsiębiorcy, rolnicy, ale też samorządy, jeśli zniszczeniu ulegają drogi, mosty czy inna lokalna infrastruktura. Na tym jednak rachunek się nie kończy. Część kosztów zostaje przeniesiona na finanse publiczne, ponieważ państwo i samorządy finansują pomoc dla poszkodowanych oraz odbudowę. Z ekonomicznego punktu widzenia pojawia się więc także koszt alternatywny, tzn. środki przeznaczone są na usuwanie skutków katastrofy i nie mogą w tym samym czasie zostać wydane na usługi publiczne.
Do tego dochodzą skutki pośrednie. Powódź, susza czy fala upałów mogą zakłócać produkcję, transport, dostawy energii i funkcjonowanie całych łańcuchów dostaw. Dobrym przykładem jest rolnictwo. Jeśli susza, grad albo powódź przyczyniają się do utraty plonów, problem nie kończy się na gospodarstwie rolnym. Może przełożyć się na wyższe koszty przetwórstwa, handlu, a ostatecznie także na ceny żywności. Tak więc skutki ekstremalnych zdarzeń mogą być odczuwane także przez mieszkańców regionów, które nie zostały bezpośrednio dotknięte katastrofą.
Jak zmieniła się skala strat pogodowych w Polsce w ostatnich dekadach? Czy widzimy wyraźny wzrost?
W Polsce straty związane z ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi występują praktycznie co roku, ale ich skala bardzo się różni. Możemy mieć kilka relatywnie spokojnych lat, a następnie jedno zdarzenie, np. dużą powódź albo suszę, która spowoduje straty liczone w miliardach złotych. W analizach IOŚ-PIB dla lat 2001- 2019 sumaryczne, bezpośrednie straty związane ze zjawiskami ekstremalnymi oszacowano na około 115 mld zł. Obecnie, w ramach projektu Klimada 3.0, rozszerzamy te statystyki o kolejne lata. Dłuższy szereg danych pozwoli lepiej ocenić, czy i w jakim tempie rosną finansowe konsekwencje ekstremalnych zjawisk pogodowych w Polsce. Trzeba przy tym bardzo ostrożnie interpretować sam wzrost wartości strat. Nie jest on wyłącznie skutkiem zmiany klimatu. Polska jest dziś znacznie zamożniejsza niż kilkadziesiąt lat temu, mamy więcej budynków, infrastruktury i majątku zlokalizowanego na obszarach narażonych na powodzie, susze czy inne zagrożenia. To oznacza, że podobne zdarzenie może dziś powodować większą stratę finansową po prostu dlatego, że „więcej jest do stracenia”. Niezależnie jednak od tego, jaka część wzrostu strat wynika z czynnika klimatycznego a jaka z ekonomicznego, skala ponoszonych kosztów pokazuje, że adaptacja do zmiany klimatu nie jest już kwestią wyboru, ale coraz bardziej racjonalną decyzją ekonomiczną.
Jak powinna wyglądać skuteczna polityka reagowania na ekstremalne zjawiska pogodowe – czy powinniśmy przede wszystkim wypłacać pomoc po katastrofie, czy inwestować w ograniczanie ryzyka?
Pomoc po katastrofie jest oczywiście potrzebna, szczególnie wtedy, gdy ludzie z dnia na dzień tracą dom czy źródło dochodu, jednak nie powinna być podstawowym sposobem reagowania na ryzyko. Sama wypłata dotacji na usuwanie skutków klęsk żywiołowych czy też zasiłków nie zmniejsza prawdopodobieństw poniesienia strat przy kolejnym zdarzeniu. Dlatego pomoc po katastrofie powinna być raczej ostatnim elementem całego systemu zarządzania ryzykiem. Wcześniej powinny wdrażać rozwiązania ograniczające samo ryzyko: odpowiednie planowanie przestrzenne, zabezpieczenia infrastruktury, systemy wczesnego ostrzegania i przygotowania na sytuacje kryzysowe. Istotną rolę odgrywają również ubezpieczenia. Skuteczność pomocy po katastrofach oceniłabym nie przez to, jak szybko i ile pieniędzy wypłacamy poszkodowanym, ale czy nasze systemowe działania prowadzą do tego, że przy następnym podobnym zdarzeniu straty będą mniejsze.
Czy inwestycje w adaptację do zmian klimatu, np. retencję wody, zieleń miejską i ochronę lasów, mogą ograniczyć przyszłe straty?
Inwestycje w adaptację pozwalają ograniczać przyszłe straty, jak również przynoszą korzyści również wtedy, gdy żadne ekstremalne zdarzenie nie wystąpi. W ekonomii mówi się o tzw. potrójnej dywidendzie odporności z adaptacji. Pierwsza dywidenda jest najbardziej oczywista, ponieważ to straty, których udaje nam się uniknąć dzięki działaniom adaptacyjnym. Jeżeli rozwijamy błękitno-zieloną infrastrukturę czy poprawiamy systemy ostrzegania możemy ograniczyć szkody w momencie wystąpienia intensywnych opadów, suszy czy fali upałów. Kolejne korzyści, tj. gospodarcze, pojawiają się jeszcze zanim dojdzie do katastrofy. Jeżeli przedsiębiorca wie, że jego działalność jest mniej narażona na skutki np. powodzi, łatwiej podejmować mu decyzje inwestycyjne w dłuższej perspektywie. Ograniczenie ryzyka może więc sprzyjać działalności gospodarczej. Trzecią dywidendą są dodatkowe korzyści społeczne i środowiskowe np. zieleń miejska, która może jednocześnie pomagać w retencji wody, poprawiać warunki życia mieszkańców i wspierać różnorodność biologiczną.

Jakie ekstremalne zjawiska będą największym wyzwaniem dla Polski w najbliższych latach? Czy jesteśmy na nie gotowi?
Scenariusze zmian klimatu (Klimada 2.0) wskazują, że w najbliższych latach jednym z największych wyzwań dla Polski będą fale upałów oraz coraz bardziej intensywne opady nawalne. Problem polega jednak nie tylko na tym, że poszczególne zjawiska mogą być silniejsze, ale również na tym, że coraz częściej występują one w krótkich odstępach czasu i ich skutki się na siebie nakładają. Przykładem może być tutaj sytuacja, w której po dłuższym okresie suszy pojawia się bardzo intensywny opad, a przesuszona gleba ma ograniczoną zdolność przyjmowania wody – zamiast uzupełnić zasoby wodne, część opadu szybko spływa, zwiększając ryzyko podtopień. Coraz większym wyzwaniem jest więc kaskadowość zdarzeń. Jedno zjawisko może zwiększać podatność na kolejne, a straty kumulują się w czasie. Doskonale widzimy problem na przykładzie rolnictwa, szczególnie w tym roku. Gospodarstwa rolne najpierw mierzyły się z suszą, później z przymrozkami, gradem, nawalnymi opadami, a następnie z wysokimi temperaturami. Każde kolejne zdarzenie oddziałuje więc na produkcję, która może być już osłabiona przez wcześniejsze straty. To zwiększa nie tylko ryzyko spadku plonów, ale również niepewność dochodów rolników. Właśnie dlatego potrzebne jest podejście uwzględniające wzajemne wzmacnianie się skutków zdarzeń ekstremalnych.
Czy koszty zmian klimatu to tylko problem gospodarczy, czy także kwestia bezpieczeństwa ludzi i przyrody?
Zdecydowanie nie jest to wyłącznie problem gospodarczy. Zmiana klimatu coraz silniej dotyka kwestii bezpieczeństwa ludzi, a także stanu ekosystemów, same problemy gospodarcze są tylko jedną z części tego rachunku. Skutki fal upałów przekładają się bezpośrednio na zdrowie ludzi, zwiększając ryzyko chorób układu krążenia a także zgonów, szczególnie w przypadku grup wrażliwych (osoby starsze, dzieci, kobiety w ciąży, osoby pracujące na zewnątrz). Ekstremalne zjawiska i związane z nimi doświadczenia traumatyczne, które powodują, mogą również prowadzić do długotrwałych konsekwencji psychicznych. Degradacja lasów, mokradeł, gleb czy utrata różnorodności biologicznej zmniejsza naszą odporność na kolejne ekstremalne zjawiska. Nie wszystkie koszty zmiany klimatu da się łatwo przeliczyć na złotówki. Straty materialne można oszacować stosunkowo dobrze, ale znacznie trudniej wycenić pogorszenie zdrowia, utratę poczucia bezpieczeństwa, obniżenie jakości życia czy degradację ekosystemów. Część skutków ma więc wymiar ekonomiczny, ale część pozostaje poza prostym rachunkiem finansowym, mimo że ich znaczenie dla ludzi i środowiska może być bardzo duże.
Jaką rolę mogą odegrać lasy, drzewa i tereny zielone w ograniczaniu skutków ekstremalnej pogody?
Tereny zielone są elementem tzw. rozwiązań opartych na przyrodzie i mogą jednocześnie ograniczać kilka rodzajów ryzyka klimatycznego. W miastach przede wszystkim pomagają ograniczać skutki fal upałów, zapewniają cień. Jednocześnie elementy błękitno-zielonej infrastruktury mogą przechwytywać część wody opadowej, zwiększać infiltrację i spowalniać jej odpływ. Dzięki temu zmniejszają presję na systemy kanalizacyjne podczas intensywnych opadów ograniczając lokalne podtopienia. W tym sensie przyroda jest częścią infrastruktury bezpieczeństwa. Dobrze zaprojektowana może wyraźnie zwiększyć skuteczność, jednocześnie dawać korzyści także wtedy, gdy ekstremalne zdarzenie nie występuje.
dr inż. Ewelina Siwiec
Ekspertka w zakresie adaptacji do zmian klimatu, skutków ekstremalnych zjawisk pogodowych oraz ekonomicznych aspektów ochrony środowiska. Absolwentka Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Stopień doktora nauk inżynieryjno-technicznych w dyscyplinie inżynieria środowiska, górnictwo i energetyka uzyskała w Instytucie Meteorologii i Gospodarki Wodnej – Państwowym Instytucie Badawczym.
Koordynatorka i kierowniczka projektów adaptacyjnych, w tym projektu „Wspieranie procesu opracowania i aktualizacji Miejskich Planów Adaptacji do zmian klimatu w Polsce Wschodniej”, realizowanego na zlecenie Europejskiego Banku Inwestycyjnego, oraz projektu Klimada, współfinansowanego ze środków Unii Europejskiej w ramach programu FEnIKS.
Posiada doświadczenie w prowadzeniu szkoleń i zajęć edukacyjnych z zakresu zmian klimatu i adaptacji.
Autorka i współautorka licznych raportów, opracowań oraz publikacji naukowych, w tym m.in. Atlasu skutków zjawisk ekstremalnych w Polsce, Podręcznika adaptacji miast (2023), raportów dla Konferencji Stron Ramowej konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu, planów adaptacji do zmian klimatu.





