Przywykliśmy myśleć o suszy jak o braku deszczu. Tymczasem problem jest znacznie głębszy – przez lata zmieniliśmy krajobraz tak, że coraz gorzej zatrzymuje wodę. O tym, dlaczego wysychają studnie, co naprawdę pokazuje poziom wód gruntowych i dlaczego o zasobach wodnych trzeba myśleć w perspektywie dekad, opowiada Anna Michałowska, hydrolog i autorka bloga „Jesteś wodą”.

 

Katarzyna Kamyczek: Czy to prawda, że dawne wiejskie studnie były bardziej niezawodne i rzadziej wysychały? Na ile dzisiejsze susze, zabudowa i intensywne rolnictwo zmieniły sytuację?

Anna Michałowska: Zastanówmy się najpierw, jak bardzo zmienił się krajobraz. Dawniej był on znacznie bardziej chłonny – było więcej mokradeł, oczek wodnych, zadrzewień śródpolnych i terenów, na których woda mogła swobodnie wsiąkać w grunt. Dziś dużą część powierzchni zajmują zabudowania, drogi, parkingi czy obiekty wielkopowierzchniowe, a wiele cieków wodnych zostało uregulowanych lub zlikwidowanych.

Do tego dochodzą zmiany klimatu – coraz częstsze i dłuższe okresy suszy oraz rosnące zapotrzebowanie na wodę. W efekcie poziom wód gruntowych w wielu miejscach obniża się szybciej niż kiedyś, a płytkie studnie częściej wysychają.
Nie oznacza to jednak, że dawniej problemów nie było. Wiele gospodarstw korzystało z własnych studni, ale jakość tej wody pozostawiała często wiele do życzenia. Dziś mamy znacznie większą wiedzę o wodzie, jej obiegu i zagrożeniach, dzięki czemu lepiej rozumiemy, jak dbać o zasoby wodne.

Czy studnie są dziś dobrym wskaźnikiem tego, ile wody naprawdę mamy w środowisku?

Studnia może być pewnym sygnałem, ale nie daje pełnego obrazu sytuacji. Poziom wody w konkretnej studni zależy od wielu lokalnych czynników – głębokości ujęcia, budowy geologicznej czy sposobu zagospodarowania okolicy. Jeśli wiele studni w regionie zaczyna wysychać, może to świadczyć o spadku poziomu wód gruntowych, ale pełny obraz dają dopiero profesjonalne pomiary i monitoring prowadzony przez służby hydrologiczne.

Warto też pamiętać, że nadmierna eksploatacja studni sama może wpływać na lokalne zasoby wodne. Kilka lat temu spędzałam urlop nad tym samym mazurskim jeziorem. Zauważyłam, że linia brzegowa wyraźnie się cofnęła. Mieszkańcy opowiadali, że okoliczne gospodarstwa i pensjonaty w dużej mierze korzystają z własnych ujęć wód podziemnych, aby zaspokoić potrzeby turystów. To pokazuje, że o wodzie musimy myśleć nie tylko w perspektywie jednego sezonu, ale wielu lat.

Przeciętny człowiek zużywa więcej wody, niż mu się wydaje? Które obszary naszego życia najbardziej nas zaskakują w tym temacie?

Zdecydowanie tak. Większość osób myśli przede wszystkim o wodzie, którą widzi – tej płynącej z kranu, używanej do kąpieli czy mycia naczyń. Tymczasem największa część naszego śladu wodnego jest ukryta w produktach, które kupujemy i konsumujemy.
Do wyprodukowania kilograma wołowiny potrzeba około 15 000 litrów wody, jednej bawełnianej koszulki około 2500 litrów, a tabliczki czekolady nawet 1700 litrów. Woda jest potrzebna także do produkcji elektroniki, mebli czy papieru.

Dlatego oszczędzanie wody to nie tylko krótszy prysznic. To również niemarnowanie żywności, przemyślane zakupy, naprawianie rzeczy zamiast ich wyrzucania i korzystanie z produktów jak najdłużej. Świadomość istnienia „ukrytej wody” może mieć ogromny wpływ na nasze codzienne decyzje.

Da się żyć wygodnie i jednocześnie nie marnować wody?

Oczywiście. Oszczędzanie wody nie oznacza rezygnacji z komfortu. Nowoczesne baterie, perlatory, oszczędne pralki czy zmywarki pozwalają znacząco ograniczyć zużycie bez pogorszenia jakości życia.

Duże znaczenie mają również proste codzienne nawyki: zakręcanie kranu podczas mycia zębów, uruchamianie pralki i zmywarki dopiero przy pełnym załadunku czy wykorzystywanie deszczówki do podlewania roślin.

Największą zmianę przynosi jednak świadomość, że woda nie jest niewyczerpalnym zasobem. Kiedy zaczynamy ją postrzegać jako coś cennego, wiele dobrych nawyków pojawia się naturalnie.

Po czym mieszkaniec miasta może poznać, że problem suszy zaczyna dotyczyć także jego okolicy?

Susza inaczej wygląda na wsi, a inaczej w mieście. Rolnicy odczuwają ją najwcześniej i najdotkliwiej, ponieważ bezpośrednio wpływa na plony i ich pracę.

W mieście sygnały są mniej spektakularne, ale również widoczne. To przesuszone trawniki, osłabiona roślinność, niższe stany wody w rzekach i zbiornikach czy coraz bardziej odczuwalne fale upałów. Szczególnie w dużych miastach nasila się zjawisko miejskiej wyspy ciepła.

Czasem pojawiają się także ograniczenia w wykorzystaniu wody do podlewania terenów zielonych. A skutki suszy odczuwamy również przy sklepowych półkach – gdy z powodu gorszych zbiorów rosną ceny warzyw i owoców.

Jakie nawyki związane z korzystaniem z wody najbardziej zaskakują Panią podczas spotkań i warsztatów z mieszkańcami?

Najbardziej zaskakują mnie dwa skrajne podejścia. Pierwsze to przekonanie, że woda zawsze była i zawsze będzie. W codziennym pośpiechu łatwo zapomnieć, że dostęp do czystej wody nie jest czymś oczywistym i że nasze decyzje mają wpływ na jej zasoby.

Drugie dotyczy osób bardzo zaangażowanych, które często są przekonane, że oszczędzają wodę, bo biorą krótkie prysznice czy zakręcają kran podczas mycia zębów. Tymczasem nie zdają sobie sprawy, jak ogromna ilość wody jest ukryta w żywności, ubraniach czy przedmiotach codziennego użytku.

Jednocześnie ogromną nadzieję dają mi dzieci. Podczas warsztatów i wspólnych akcji sprzątania terenów nad wodą obserwuję ich autentyczne zaangażowanie i troskę o środowisko. To przypomina mi, że edukacja ma sens.
Dlatego często zachęcam rodziców do prostego eksperymentu: podczas rodzinnego spaceru zabierzcie rękawiczki i worek na śmieci. Posprzątajcie wspólnie kawałek swojej okolicy. To niewielki gest, ale potrafi zmienić sposób patrzenia na otaczający nas świat. A przy okazji pokazuje dzieciom, że dbanie o środowisko zaczyna się od małych codziennych działań, a przede wszystkim od nas samych.

 

Anna Michałowska – z wykształcenia hydrolog, specjalista inżynierii środowiska, technolog wody. Autorka książki „Porozmawiaj ze mną o wodzie” oraz edukacyjnego bloga „Jesteś wodą”. Od ponad 5 lat popularyzuje wiedzę o zasobach wodnych, śladzie wodnym i zielonej retencji. Prowadzi warsztaty o wodzie dla dzieci i całych rodzin. Autorka licznych scenariuszy zajęć oraz publikacji w magazynach naukowych i branżowych, m.in. Technologia wody, Zieleń Miejska, Kierunek WOD-KAN czy Forum Eksploatatora. W pracy zawodowej od 19 lat łączy naukę z praktyką i pokazuje, jak codzienne działania mogą realnie wpływać na zasoby wodne.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

5 − 3 =