Gdy ci smutno, gdy ci źle, a za oknem plucha i słońca brak — nie jesteś sam. Krótsze dni, chłód i szarość potrafią skutecznie odebrać energię, a chandra dopada nawet największych optymistów. Na szczęście natura, która o tej porze roku pozornie zasypia, wciąż potrafi obdarować nas ukojenie, ciepło i siłę. Wystarczy zatrzymać się na chwilę, wsłuchać w rytm przyrody i dać sobie zgodę na spokój. Jak to zrobić — wyjaśnia Agnieszka Antosik – autorka „Leśnej terapii”, dendroterapeutka.
Jakie miejsca w przyrodzie warto wybierać, żeby naprawdę „naładować baterie”? Czy las ma w sobie coś szczególnego o tej porze roku?
Każde miejsce, choćby ze skrawkiem naturalnej dzikości, ma w sobie coś, co można odkrywać i cieszyć się tym. Zachwaszczona łąka za osiedlem pełna jest o tej porze cudownych badyli. Można układać z nich bukiety, a potem obserwować, jakie nasiona się z nich wysypią i poeksperymentować z siewami w doniczce. Las jesienny i zimowy jest wilgotny, jak o żadnej innej porze roku – to czas na odkrywanie mchów, porostów i bogactwa świata grzybowego. Koniecznie nie tylko wzrokiem! No i nasze zimozielone drzewa – dzięki nim mamy możliwość zafundowania swoim drogom oddechowym prawdziwego spa, poza tym zrzucają nam gałązki, którymi można się bawić na różne sposoby: dekorować nimi dom, zabawić się kulinarnie i zielarsko. Jeżeli nie mamy w tygodniu czasu na wyprawy do lasu czy parku, to warto często rozglądać się wokół siebie – zimą towarzyszy nam tyle cudownych ptaków! Ja najbardziej lubię krukowate – gawrony, kawki, których pełno na moim osiedlu – są fascynujące, bystre i towarzyskie.
Czy są jakieś proste rytuały lub codzienne gesty, które mogą pomóc nam lepiej przeżyć ten czas – bez popadania w smutek?
Oczywiście! Gdy tylko zaczynam odczuwać, że coś szybko ciemno i słońca mało, sięgam po woskowe świece i wszelkie światełka, które rozjaśniają ciemności w różnych zakątkach domu. Szczególnie nie żałuję ich w okolicach “domowej dżungli”, bo przecież rośliny doniczkowe też mogą odczuwać negatywnie zbyt małą ilość światła. Od niedawna wspieram się też aromaterapią. Dobry dyfuzor i olejki robią naprawdę skuteczną robotę, gdy nastrój obniżony. No i oczywiście obowiązkowo dobra książka do czytania i słuchania, dobra muzyka i film – to są przyjemności, którymi przecież nawet łatwiej delektować się w czasie, gdy prędko ciemno za oknem i nic nie kusi, by wyjść z domu. Ale – paradoksalnie – zachęcam, by wychodzić. Sama jestem wdzięczna, że mam psa, z którym co wieczór wędruję wokół jeziora. Ten wieczorny spacer to ważny rytuał dnia, bardzo zasilający, a gdyby nie pies – pewnie nie zawsze chciałoby się ruszyć. No i obowiązkowo, choć raz w tygodniu, jestem w lesie. Bez względu na pogodę.
Zim to też czas zwalniania. Jak możemy nauczyć się przyjmować to spowolnienie z wdzięcznością, zamiast się mu opierać?
Sądząc po sobie, mogę stwierdzić, że im bliżej się jest natury i korzeni, tym łatwiej przyjąć ten naturalny rytm z jego błogosławieństwami. Coraz mniej, ale jednak jestem obecna w mediach społecznościowych i widzę, że są organizowane warsztaty i kursy, które uczą takiego łagodnego powrotu do tego, jak żyli nasi przodkowie. Proste czynności, takie jak dzierganie, układanie pasjansów (nie na ekranie, a prawdziwą talią kart!) journaling, majsterkowanie, własnoręcznie wykonywane ozdoby świąteczne czy pieczenie pierników – wszystko to offline, nic odkrywczego, a wręcz banalne w swej oczywistości. Skoro jednak ludzie zapisują się na warsztaty, by do takich rzeczy powrócić, to chyba znak, że chcą znów cieszyć się codziennością. Zachłysnęliśmy się już możliwościami podróżowania, spektakularnych wyczynów – dziś każdy może skoczyć na bungee, czy wspinać pod wodospadem i wielu z nas planuje sobie wakacje pełne doznań i przygód. Ale każde wakacje kiedyś się kończą. Dobrze spędzać czas we własnym towarzystwie to nie bać się zimowych ciemności, a wręcz cieszyć się nimi. Każdemu tego życzę.
Agnieszka Antosik –- autorka „Leśnej terapii” i „Drzewnika”, z wykształcenia filolożka, dendroterapeutka i praktykująca przewodniczka kąpieli leśnych. Opowiadaczka i współtwórczyni podcastu „Leśne objawienia”. Od kilku lat pracuje z otwieraniem głosu, organizując stałe zajęcia ze śpiewem białym. Trzyma Kręgi Kobiet. Dla zaprzyjaźnionych wiąże czasem motanki, czyli słowiańskie lalki mocy.
Na zdjęciach Agnieszka Antosik, archiwum prywatne





