Zoja Owsiańska pierwszy raz usiadła do maszyny w wieku siedmiu lat, a dziś prowadzi własną markę Zoella Fashion — opowiada o pasji, która przerodziła się w aktywizm. W świecie, w którym trendy zmieniają się co chwila, a Shein kusi błyskawiczną modą, Zoja próbuje pokazać rówieśnikom, że ubrania mogą mieć większą wartość niż tylko tę „na już”.
Katarzyna Kamyczek: Pamiętasz moment, w którym coś w Tobie pękło i pomyślałaś: „koniec z sieciówkami”? Co wtedy najbardziej Cię poruszyło — jakość, styl, czy może świadomość wpływu na środowisko?
Zoja Owsiańska: Nie było jednego takiego momentu, ale około trzy lata temu zainteresowała mnie odpowiedzialna moda. Zaczęłam czytać artykuły i badania, zbierając informacje o produkcji, sprzedaży, greenwashingu. Prawdopodobnie po mojej mamie mam bardzo aktywistyczne podejście, więc kiedy „odkryłam”, jak ten przemysł wygląda, zdecydowałam, że nigdy więcej nie zrobię zakupów w sieciówce. Żeby dać upust mojej złości i frustracji, zaczęłam robić plakaty i rozwieszać je po szkole, a potem wprowadziłam zakaz kupowania w sieciówkach w całej mojej rodzinie. Pamiętam, że miałam ochotę potrząsnąć moimi rówieśnikami: „co wy robicie, kupując ubrania z Sheina!”.
Jak było z szyciem? Cofasz się czasem myślami do pierwszego projektu, który sprawił, że poczułaś: „to jest to”?
Moja przygoda z szyciem zaczęła się, kiedy miałam 7 lat i trafiłam na zajęcia do Madame Agi. Po tygodniowym kursie w wakacje uszyłam czarną spódnicę z falbanami na rozpoczęcie roku. W pracowni było osiem dzieci, materiały wybierałyśmy z tego, co pani Aga akurat miała. Potem chodziłam tam przez wiele lat, rozwijając moje umiejętności, aż zaczęłam szyć i projektować sama.
Dziś szyjesz w duchu zero waste. Jak rozumiesz tę ideę i jak przekładasz ją na codzienną praktykę?
Chcę, żeby moje projekty miały jak najmniejszy negatywny wpływ na środowisko, bo problemy klimatyczne są już bardzo zaawansowane. Jeśli chcemy zatrzymać ich konsekwencje i dalej żyć na tej planecie, trzeba działać! Kiedy robię projekty, prawie w ogóle nie kupuję nowych materiałów. Najczęściej chodzę po second handach i wymiankach, zbierając ubrania, które później przerabiam. Bardzo bym chciała, żeby korzystanie z tego, co już mamy, stało się normą. Wiem, że trudno to osiągnąć w przypadku marek odzieżowych, ale naprawdę mamy ubrań za dużo. Nie da się pozbyć sklepów ani wydarzeń typu Met Gala, bo ludzie zawsze będą chcieli kupować, ale możemy zmniejszyć ich wpływ na środowisko. W przyszłości chciałabym pracować w branży modowej i działać na rzecz normalizowania zrównoważonego podejścia — może poprzez nowe techniki tworzenia materiałów ze starych ubrań? Uważam, że jesteśmy dopiero na początku drogi odkrywania odpowiedzialnych metod produkcji, a wraz z rozwojem technologii będą powstawać nowe.
Niełatwo przekonywać znajomych, że t-shirt za 5 zł to nie jest dobra okazja. Jak do nich docierasz?
Zauważyłam, że na każdą osobę działa coś innego. Emocjonalne historie zmieniają nawyki u jednych, a dla innych to tylko chwilowy impuls. Żeby kogoś przekonać, zwykle przedstawiam długą listę negatywnych konsekwencji — od wpływu na środowisko i nieetycznego traktowania pracowników po zagrożenia zdrowotne związane z chemikaliami. Stąd tytuł plakatów, które rozwieszałam po szkole: „Is looking trendy worth it?”. Kiedy rozmawiam z bardzo zatwardziałymi w przekonaniach osobami, marzę o tym, żeby móc im pokazać warunki życia w okolicach wysypisk, np. w Kenii — myślę, że to poruszyłoby nawet najbardziej odpornych.
Często słyszysz argumenty typu „jedna osoba nic nie zmieni” albo „przecież nic się nie stanie, jak kupię sobie jedne buty”. Jak reagujesz na takie komentarze?
Słyszę też: „co to ma za znaczenie, że zrobię jedne zakupy” albo „przecież kupiłem te t-shirty z sieciówek na Vinted”. Jeśli chodzi o reakcje na moje projekty, mam wrażenie, że postrzegane są jako bardzo kreatywne, ale nie jako coś, co można by powtórzyć. Myślę, że wielu młodych ludzi nie zdaje sobie sprawy, że przerabianie ubrań nie musi być trudne. Sama czasem się na tym łapię — przez to, że szyję już od 10 lat, wymyślam bardzo skomplikowane projekty zamiast myśleć o ciekawych i prostych sposobach przeróbki.
Skąd w Tobie taka wrażliwość na ekologię i etyczną modę?
Od dziecka byłam wychowywana w ekologicznie świadomym środowisku. Moja mama zajmuje się kwestiami odpowiedzialnego biznesu, więc myślę, że to miało duży wpływ na moje wybory i motywacje.
Jakie materiały lubisz najbardziej?
Oczywista odpowiedź to materiały naturalne, ale najbardziej kocham pracować z dżinsem. Jest wytrzymały, ma długą historię i można z niego zrobić właściwie wszystko. Jeansy ma każdy i często więcej niż jedną parę, dlatego uwielbiam je przerabiać. Wystarczy niewiele, żeby ze zwykłych spodni stworzyć coś unikalnego. Poza tym bardzo łatwo znaleźć je w drugim obiegu, więc mogę realizować wszystkie projekty.
Wspominałaś, że inspiruje Cię kultura japońska. Co Cię w niej najbardziej absorbuje?
Uwielbiam kulturę japońską, więc inspiruje mnie wszystko — od filozofii po mitologię. Po pierwsze, ich podejście do mody jest fascynujące. Jako wyspa musieli już kilkaset lat temu wdrażać odpowiedzialne techniki gospodarowania zasobami. Ubrania były trudno dostępne, więc je naprawiano i przerabiano, co doprowadziło do powstania wielu ciekawych metod. Ostatnio zainteresowało mnie sashiko, technika wzmacniania materiału poprzez wielokrotne przeszywanie. Jak wiele elementów tej kultury, to nie tylko rzemiosło, ale też filozofia rytmicznego szycia. Druga rzecz to mitologia — zawsze uwielbiałam mity. Miałam fazy na egipskie, słowiańskie, celtyckie, a teraz na japońskie. Mój ostatni projekt to kostium japońskiego demona.
Jak reagują Twoi rówieśnicy? Widzisz jakąś zmianę w ich podejściu do mody?
Jeśli chodzi o moich rówieśników, mam wrażenie, że osoby dookoła mnie — jak to często bywa w nastoletnim wieku — ślepo podążają za trendami. Bardzo się staram rozwijać świadomość, ale najczęściej spotykam się z podejściem: „jedna osoba nic nie zmieni”, „nie mam czasu ani second handów blisko” czy „przecież nic się nie stanie, jak kupię sobie jedne buty”. Myślę, że wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że przerabianie ubrań nie musi być trudne i może być zabawą.
Czy planujesz w przyszłości rozwijać karierę za granicą, czy raczej chciałabyś umacniać markę w Polsce?
Bardzo chciałabym wyjechać na studia za granicę, szczególnie do Japonii lub Szkocji, ale jak moje życie się ułoży, tego oczywiście nie wiem. Interesuje mnie też teatr i film, więc widzę kostiumografię jako potencjalną ścieżkę kariery. Szczególnie po obejrzeniu pracy Paula Tazwella w „Wicked” myślę, że projektowanie kostiumów albo kolekcji na granicy tradycyjnej mody i kostiumów jest w mojej przyszłości.
Jak wyobrażasz sobie modę za 10 lat? Czy zrównoważone podejście stanie się standardem, czy nadal będzie niszą dla pasjonatów?
Niedługo wybieram się na studia, więc czytając o różnych uczelniach, widzę, że obecnie już prawie nie da się uczyć o modzie bez zwracania uwagi na zrównoważone podejście. Widzę więc dwie możliwości: albo projektanci faktycznie będą robić kolekcje z materiałów z odzysku, albo będzie udawane zrównoważone podejście, jak to jest obecnie w sieciówkach — nowe ubrania, które mają wyglądać jakby były przerabiane. Liczę jednak na to, że dzięki rozwojowi technologii obecnie eksperymentalne techniki, jak użyty przez japońskiego projektanta Yuimę Nakazato sposób wykorzystania poliestrowych ubrań, za 10 lat będą na porządku dziennym.





