
Specjalnie czekałem na koniec tygodnia i przeniosłem niniejszy „Zielony Pokój” z piątku na niedzielę, by po właśnie zakończonych Poznańskich Targach Książki napisać o sile literatury, ale ostatecznie napiszę o tym, co mnie zaskoczyło w trakcie robienia weekendowych porządków.
Zabraliśmy się rodzinnie za sprzątanie szaf i eliminowanie rzeczy zepsutych i zbędnych. Okazało się, że w trakcie tego porządkowania najwięcej do wyrzucenia (bardziej do segregacji, of course!) było reklamowych toreb, siatek i teczek. Trafiły do naszego domu najczęściej w roli gadżetów rozdawanych podczas różnego rodzaju spotkań, wydarzeń, konferencji, pikników i festynów. Wszystkie one mają świadczyć o „byciu ekologicznym” tych, którzy rozdają je właśnie przy takich okazjach.
Wiele z nich to urocze torebki, do których pasują szklane (??) bidony, notatniki, kubki i smycze. Wiele z nich to efektowne siatki z uroczymi rysunkami, kieszonkami i uchwytami, drewnianymi (eko!) guzikami. Torby na pikniki, na książki, na zakupy. W teorii – na wszystko.
Gdy jednak tylko dotrzemy z nimi do domów i wypakujemy z nich dopasowane informatory, kubki, bidony i długopisy zapakowane w gustowne drewniane pudełka ze szklanymi okienkami (??) okazuje się, że nie pasują do niczego.
Na zakupy ich nie weźmiemy, bo albo są za wąskie, albo za płytkie, albo za małe. Nie wrzucę do nich pomidorów, bo mi wypadną po drodze. Chleb nie zmieści się, bo torby za wąskie. Część z nich po kilkukrotnym użyciu się rozpadało.
I tak jest z wieloma torbami, które są fajnymi gadżetami, ale na chwilę. Nie chcę wychodzić na marudnego niewdzięcznika, który łapie gadżety, a potem narzeka. Nie, nie narzeka na zwyczaj obdarowywania, ale zorientowałem się po tym masowym wyjeździe z domu różnych siatek, siateczek i toreb, jak wiele się marnuje, jak wiele gadżetów jest zwyczajnie nieprzydatnych, a przecież wystarczy chwila namysłu, by rozdawane gadżety były po prostu przydatne.
Torba? Proszę bardzo – niech będzie większa, rzeczywiście na zakupy, a nie na chwilowe przechowanie notatników i pendrive’ów (kto chodzi do pracy z torbą, do której mieszczą się jedynie drobiazgi?).
Bidon? Czy rzeczywiście szklany jest przydatny do czegokolwiek i bezpieczny? Do szkoły? Na górskie wędrówki? Może lepszy termiczny?
Kubek? Zamiast porcelanowego, z którego co gorsza po pięciu „wizytach’ w zmywarce schodzi cała grafika, może warto przemyśleć o metalowym, aluminiowym? Nie pęknie, a i na wędrówki wakacyjne się przyda.
Smycze? Czy rzeczywiście są takie przydatne? Jeśli już, to wyposażmy je w kilka różnej wielkości karabińczyków, bo wtedy na pewno przydadzą się do różnych rzeczy, od identyfikatorów, po nosidła na klucze, telefony, okulary i cokolwiek tam ze sobą nosimy.
Długopisy? Pomyślmy ile razy do pakietów wrzucaliśmy plastikowe długopisy, które pękały, wypisywały bardzo szybko i trafiały ostatecznie (oby!) do pojemnika na plastikowe odpady. Kiedyś w jednej z firm zaproponowałem … ołówki. No po prostu szał! Pisze się nimi długo i ładnie (jeśli są odpowiedniej miękkości).
Gadżety, piękna rzecz. Obdarowywanie – również. Ale zamiast pośpiechu i nadmiaru może zaproponować coś jednego, niepowtarzalnego?
fot. tytułowa: https://unsplash.com/@joseantoniojimenez





