
Jednym z największych walorów zaangażowania w ochronę środowiska, ekologię integralną i sprawy z nimi związane, jest możliwość spotykania pięknych ludzi. Pięknych w swojej osobowości, wyznawanych ideach, spokoju i uroku osobistym. Spotkałem takich wielu i długo by pewnie wymieniać, ale wspomnę o jednej.
Jestem po spotkaniu z Margaretą Wysocką, autorką powieści – za nami „Niepamięć”, a przed nami kolejna, we wrześniu – z którą właśnie o tym wszystkim rozmawiałem. O ekologii, o klimacie, o literaturze, o ludziach i o życiu.
Ujęło mnie w jej opowieści wiele spraw – jej łagodne podejście do wielu trudnych tematów, skupienie na sprawach dobrych i konsekwentne odrzucanie rzeczy złych, zatruwających nasze własne życie. Jeśli spotkało ją coś złego na drodze zawodowej, to nie pozwoliła, by to okleiło ją i wyssało radość. Jeśli coś rozczarowało – położyła to do koszyka „doświadczenie”. A jeśli coś ucieszyło, zachwyciło lub oczarowało, wrzuca do swoistego magazynu energii, na przyszłość, bo może się przyda.
Rozmawialiśmy długo o książkach i ludzkich postawach i co chwila przebijały się w tej rozmowie dwie refleksje. Jedną z nich była ta, dlaczego ludzie niszczą piękno, którym się zachwycają? Dlaczego, pytała Margareta, tak zawzięcie niszczymy coś, co jest obiektywnie piękne i nie chcemy tego zostawić tak piękne kolejnym pokoleniom? I druga: w narracji klimatycznej obserwuje taki oto trend, że ludziom nie wystarczają przestrogi, że upały, że powodzie, że susze, że giną gatunki roślin i zwierząt – że potrzebują ciągle nowych przykładów na potwierdzenie swojego niedowiarstwa. I stawiała co jakiś czas pytanie: Dlaczego ludzie ciągle chcą nowych i nowych złych przykładów, by to zrozumieć, dlaczego nie wystarczą im te dobre?
Po raz kolejny dostałem potwierdzenie, jaką siłę mają ludzie literatury, którzy – jak Margareta Wysocka – są w stanie w krótkich i prostych słowach oddać głębszą myśl; że praca na rzecz dobra wspólnego, to nie tylko domena naukowców i analityków, którzy mają ogromną wiedzę, ale wielokrotnie nie potrafią jej przełożyć na język zrozumiały dla przeciętnego obywatela – ale również humanistów, którzy przez swoją wrażliwość mogą dotrzeć dalej…
Kolejna refleksja powstała już po mojej stronie: dlaczego tak mało słuchamy takich ludzi, dlaczego przekreślamy ich tylko dlatego, że nie są „od nas”? Że uznajemy, iż niewiele mogą nam powiedzieć, bo my „wiemy lepiej” i „co oni tam wiedzą o życiu”? Z iloma ludźmi nie rozmawiamy, bo poróżniła nas jedna mała sprawa, która niedopowiedziana urasta do wielkiego konfliktu i uniemożliwia współpracę na rzecz dobra wspólnego? Iluż ekologów uznaje za większego wroga swojego kolegę z branży niż niejednego szkodnika antyśrodowiskowego?
Ochrona środowiska to nie tylko ochrona siedlisk i gatunków, to nie tylko akcje bezpośrednie, to również umiejętność budowania więzi z pięknymi ludźmi. Zapewniam, że każdy z nas ma ich wokół przynajmniej kilkoro. Szukajmy pięknych ludzi.





