Jesień to czas, gdy ogrody zaczynają ścielić kolorowe dywany liści opadających z drzew. Wiele osób automatycznie chwyta za grabie i zmiata każdy listek, by było idealnie czysto. Ale czy naprawdę jest to konieczne?

Są miejsca w ogrodzie, które zdecydowanie warto posprzątać z opadających liści. Do nich należą: trawniki, tarasy, ścieżki i podjazdy.  Zgrabiamy liście z trawnika, ponieważ mogą one powodować choroby traw. Pod ich grubą warstwą może dojść do żółknięcia lub nawet zamierania murawy.  Usuwamy też wszystkie liście ze ścieżek, podjazdów i tarasów, ponieważ mokre i butwiejące stają się one śliskie i niebezpieczne. 

Natomiast jeżeli chodzi o grządki, rabaty i nasadzenia okrywowe coraz popularniejsze staje się eko-podejście do spadających liści. Jeżeli są one zdrowe i mamy pewność, że krzewy lub drzewa w trakcie sezonu nie chorowały, zostawia się je tam, gdzie spadły. Przynosi to korzyści przyrodzie i ogrodowi.

Dla ogrodu liście opadłe z drzew to darmowy, naturalny nawóz, który poprawi wartości gleby, tym samym pozytywnie wpłynie na rosnące w nim rośliny. Rozkładając się, liście zamieniają się w próchnicę, wzbogacają podłoże w cenne mikroelementy i poprawiają jego strukturę. Dzięki temu ziemia lepiej zatrzymuje wodę i staje się żyźniejsza. Warto z tego skorzystać zwłaszcza na warzywnych grządkach, które są intensywnie użytkowane każdego roku. Podobnie jest w przypadku rabat kwiatowych, aczkolwiek jeszcze raz warto podkreślić, że pozostawiamy jedynie liście zdrowych roślin. Jeżeli na liściach są widoczne objawy chorób grzybowych, lepiej jest je usunąć, żeby nie były źródłem jeszcze większej infekcji w kolejnym sezonie.

Pozostając w temacie ozdobnych rabat, liście mogą się zdecydowanie przydać, jeżeli uprawiamy byliny wrażliwe na chłód. Warstwa liści opadłych z drzew to doskonały materiał ściółkujący, stanowiący ochronę dla korzeni przed mrozem. A na wiosnę pod wpływem powolnego rozkładu staną się one dodatkową porcją składników odżywczych, wzbogacając w glebę w azot, fosfor, potas i mikroelementy. 

Takie liście to pokarm nie tylko dla roślin, ale także dla mikroorganizmów. A to właśnie one są kluczem do uzyskania zdrowej i żyznej gleby w ogrodzie. Gdy pozostawimy liście na ziemi, zaczynają się one rozkładać dzięki działaniu grzybów, bakterii oraz organizmów glebowych. To inwestycja w przyszłość. Im bogatsze będzie mikro życie w glebie, tym będzie ona zdrowsza i lepiej odżywiona, dzięki czemu rośliny również będą silniejsze i bardziej odporne.

Dbając o ogród oraz o przyrodę warto mieć na względzie małych mieszkańców najbliższego otoczenia, nie tylko żyjących pod ziemią, ale także na powierzchni, dla których pozostawienie opadających liści ma niebagatelne znaczenie. Wiele owadów zapylających: dzikich gatunków pszczół, motyli czy chrząszczy zimuje w ściółce. Warto o nich pomyśleć. Podobnie jak o biedronkach i złotookach, które są drapieżnikami i pomagają w ogrodzie, w naturalny sposób ograniczając obecność mszyc. Grubsza warstwa lub niewielki kopiec opadniętych liści to jesienno-zimowy azyl dla jeży i żab. Zamiast więc przenosić je wszystkie do kompostownika ogrodowego lub miejskiego, można w ustronnym miejscu pozostawić ich nieco więcej dla zwierząt, które będą mogły z takiego schronienia skorzystać. Warto stworzyć takie małe „hotele dla przyrody”.

Zostawienie liści w ogrodzie jest też zgodne z podejściem „zero waste”, co na język polski można przetłumaczyć „nic się nie marnuje”. Zamknięty obieg materii na miejscu sprawia, że nie generujemy dodatkowego obciążenia dla środowiska związanego z wywozem liści, emisją CO₂ i dodatkowym zużyciem energii na przetwarzanie odpadów.

Z ekologicznego punktu widzenia „porządek” nie zawsze jest dobry. Nie oznacza to, że należy zupełnie zrezygnować z grabienia opadających liści. Wystarczy jednak przenieść je np. z trawnika lub ścieżek w miejsce bardziej ustronne w ogrodzie, gdzie ich obecność nie będzie przeszkadzać, a wręcz przyniesie wiele korzyści.

Zostawiając liście w ogrodzie, wspieramy bioróżnorodność, chronimy owady zapylające, dokarmiamy glebę i zmniejszamy ilość opadów. A ponadto oszczędzamy swój czas i energię. Jesień nie musi oznaczać porządkowej gorączki, może być momentem, w którym pozwolimy działać naturze.

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

dwa × 1 =