„Bóg i jego menażeria” autorstwa Fabrice Hajdaj to książka o mistycznej zależności Stwórcy i małego baranka. Autor dedykuj ją swojej suczce Muszce, która dokonała żywota wiele lat temu i na zawsze pozostała w sercu. W swoim eseju przedstawia oryginalne i głęboko teologiczne spojrzenie na obecność zwierząt w Biblii. 

Nie ogranicza się do najbardziej oczywistych biblijnych obrazów, takich jak stworzenie świata czy arka Noego. Pokazuje raczej, że zwierzęta w Biblii nie są jedynie tłem dla ludzkich historii, ale częścią Bożego planu i znakami Jego obecności. Towarzyszą człowiekowi, a czasem nawet stają się sposobem, przez który Bóg przemawia. Autor przygląda się temu uważnie, tropiąc Boga po śladach pozostawionych przez zwierzęta.

O psie

Idąc tropem suczki Muszki, trudno nie odczuć radości podczas lektury rozdziału poświęconego psom. Jedną z przywołanych historii jest opowieść z biblijnej Księgi Tobiasza.

Ojciec wysłał młodego Tobiasza w daleką podróż, aby odzyskał pieniądze pozostawione u krewnego w innym mieście. W drogę wyruszył wraz z tajemniczym towarzyszem — Rafałem, który dopiero później okazał się aniołem. Towarzyszył im także wierny pies, obecny przy nich przez całą wyprawę niczym cichy znak opieki, przyjaźni i bezpiecznego powrotu do domu.

Autor zwraca uwagę, że pies w tej historii nie jest jedynie drobnym szczegółem narracji. Staje się symbolem wierności i oddania. Co ciekawe, po hebrajsku pies to kelev. Słowo to bywa odczytywane jako połączenie wyrazów ke („jak”) i lev („serce”) — a więc „jak serce”. To piękne skojarzenie dobrze oddaje miejsce psa w ludzkim świecie: blisko człowieka, wiernie przy jego sercu.

O pszczołach i robaczku świętojańskim

Księga Syracydesa chwali pszczoły prostym zdaniem: „Pszczoła jest maleńka wśród latających stworzeń, lecz owoc jej pracy przewyższa słodyczą wszystko”. Ta niewielka istota staje się symbolem czegoś znacznie większego — cierpliwej pracy, która przynosi dobro innym.

Do tego obrazu nawiązuje także św. Franciszek Salezy:
„Popatrzcie na pszczoły; przelatują z kwiatka na kwiatek, a potem wchodzą do ula, by produkować miód. Naśladujcie je; zbierajcie wszędzie nektar pokory. Miód jest słodki; pokora ma smak Boga; dzięki niej kosztujemy Boga”.

Autor przypomina jednak, że miód nie jest jedynym cudem pszczół. Jest jeszcze wosk, z którego powstaje świeca paschalna — symbol światła Chrystusa. Płomień świecy rozprasza ciemność i „dzieli się”, użyczając światła innym, a jednocześnie nie traci siebie, ponieważ żywi się woskiem „wydanym przez pracowitą pszczołę”. Nawet w najmniejszych stworzeniach natura ukryła więc możliwość służenia czemuś większemu.

Pracowitości można uczyć się także od mrówki. Księga Przysłów napomina krótko i dosadnie: „Idź, leniu, do mrówki!”. Ale życie nie może być wyłącznie nieustannym wysiłkiem. Dlatego pojawia się jeszcze robaczek świętojański — maleńkie światełko w ciemności. Autor przypomina: „Kto szuka miłości, jest światełkiem w nocy”. Nawet niewielka jasność ma sens, jeśli pomaga komuś odnaleźć drogę.

W książce powraca także temat ludzkiej pychy. Kiedy człowiek zapomina, że powinien troszczyć się o stworzenie, warto usłyszeć gorzkie przypomnienie:
„Człowiek został stworzony jako ostatni, aby, gdyby okazał się arogantem, można mu było powiedzieć: Przed tobą był nawet komar”.

Autor przekonuje również, że zaufania można uczyć się od najbardziej niepozornych stworzeń. Pisze:
„By cię karmić, popatrz na pająka, najsłabszą i najbiedniejszą z istot. Pająk nie ma nic, nie skarży się, nie gromadzi, spędza życie w całkowitej wstrzemięźliwości i zupełnym milczeniu”.

Na końcu pojawiają się jeszcze cykady — niezwykłe stworzenia, które większość życia spędzają ukryte pod ziemią. Jako larwy żyją tam przez kilka lat, by potem wyjść ku światłu tylko na krótki czas. Pisarz widzi w tym obraz cierpliwego dojrzewania i oczekiwania. Pisze o nich:
„To dlatego, że są tam głęboko pochowane. W takiej długiej ciemności czekają na rozkwit uwielbienia”.

Wszystkie te obrazy — pszczoły, mrówki, świetliki, pająki czy cykady — prowadzą do jednej myśli: człowiek nie jest jedynym nauczycielem mądrości. Czasem właśnie najmniejsze stworzenia przypominają o pokorze, wytrwałości, świetle i zaufaniu bardziej przekonująco niż długie kazania.

O oślicy Balaamie

Czytając fragment o oślicy Balaama, trudno nie przypomnieć sobie książki „Oślica Balaama. Apel do duchownych panów” autorstwa Małgorzata Borkowska, znanej benedyktynki i cenionej autorki duchowej. Sam tytuł tamtej publikacji odwołuje się do biblijnego epizodu, w którym właśnie nieme zwierzę okazuje się bardziej przenikliwe niż prorok. To przewrotne zestawienie staje się punktem wyjścia do refleksji nad pychą, ślepotą duchową i niechęcią do przyjęcia upomnienia. Historia Balaama przypomina bowiem, że Bóg potrafi przemówić nawet przez najbardziej nieoczekiwane narzędzia — a człowiek, przekonany o własnej mądrości, nie zawsze chce ten głos usłyszeć.

Spojrzenie w „Bogu i jego menażerii”  rodzi pytania o naszą codzienną postawę wobec zwierząt – czy dostrzegamy w nich dar, czy jedynie użyteczne narzędzia? Czy nasze życie duchowe uwzględnia relację z innymi stworzeniami, czy ogranicza się tylko do wymiaru ludzkiego? 

W jego refleksji pobrzmiewa głęboka zachęta do odzyskania wrażliwości na świat przyrody, która nie jest czymś obcym, ale raczej przypomnieniem o pierwotnej jedności stworzenia. Jeśli masz jakieś wątpliwości zawsze można:

„Zapytaj jednak zwierząt, one cię pouczą”.  (HI 12, 7)

 Autor pyta Boga – co mu przyszło do głowy, kiedy tworzył  strusia czy mrówkowca afrykańskiego i pisze o Jego  fantazji. Zoologia wyobraźni jest  uboższa od zoologii Boga.  

O pożegnaniu 

Ciekawe są rozważania  o wymieraniu, stracie i zanikaniu życia, ale nie chce pozostawić czytelnika wyłącznie w nastroju katastrofy. Dlatego zaczyna od słów: „Ubolewamy nad zanikaniem gatunków”, przyznając, że smutek wobec wymierania jest czymś naturalnym. Zaraz jednak dodaje przewrotne zdanie: „zanim sięgniecie po chusteczkę, przekażcie pałeczkę dalej”. To jakby apel, by nie zatrzymywać się jedynie na żałobie i poczuciu końca. Życie bowiem nieustannie przekazuje „pałeczkę” dalej — jedne formy znikają, inne się pojawiają, ewolucja trwa, natura pozostaje w ruchu.

Najbardziej zagadkowe jest chyba zdanie: „Wielka żałoba, niepocieszona żałoba, zawsze oznacza szczęśliwe wydarzenie”. Sens wydaje się jednak głęboko ludzki. Nie opłakuje się czegoś bezwartościowego. Im większy ból po stracie, tym większe było wcześniej dobro, piękno albo zachwyt związany z tym, co istniało. Żałoba po zwierzaku jest więc pośrednim dowodem, że wydarzyło się coś niezwykłego: że życie wydało tak ogromne bogactwo form, kolorów i istnień, iż ich utrata naprawdę nas boli.

Dalej autor kieruje uwagę właśnie na to zdumiewające bogactwo. Pisze o gatunkach „rozrastających się na drzewie filogentycznym”, czyli na wielkim drzewie ewolucji, którego gałęziami są wszystkie formy życia. Uderza go nie tylko liczba gatunków, ale także ich nadmiarowość i fantazja natury — „motywy bez motywacji”. Można to rozumieć tak, że przyroda stworzyła niezliczone kształty, wzory, zachowania i sposoby istnienia, które często wydają się przekraczać czystą użyteczność. Natura nie jest oszczędna ani minimalistyczna; działa z rozmachem, jak artysta tworzący więcej, niż byłoby konieczne do samego przetrwania.

Jest też zdanie, które nadaje całemu fragmentowi niemal kosmiczną perspektywę. Autor przypomina, że życie samo w sobie jest nietrwałe i ostatecznie „przeznaczone do zaniku w kosmosie”. Wszystko kiedyś przeminie — gatunki, planety, być może samo życie. I właśnie dlatego jeszcze bardziej zadziwia fakt, że w ogóle pojawiło się tak niezwykłe bogactwo istnień. Stąd metafora „sztucznych ogni”. Fajerwerki są krótkotrwałe, znikają niemal natychmiast, ale właśnie przez tę chwilowość wydają się tak olśniewające. Podobnie patrzy na życie: jako na ogromny, kruchy, chwilowy rozbłysk różnorodności w ciemności kosmosu. Przemijanie nie odbiera temu piękna — przeciwnie, czyni je jeszcze bardziej tajemniczym i zachwycającym.

Cytaty zamieszczone w tekście pochodzą z książki „Bóg i Jego menażeria. Summa zooteologiczna”, wydawnictwo W drodze, 2026 r. 

Fabrice Hadjadj: ur. 1971 r. – francuski pisarz, eseita i filozof. Publikuje m.in. w „Le Figaro”. Nakładem Wydawnictwa W drodze ukazały się jego pełne humoru i ironii książki: „Rodzina, czyli transcendencja w majtkach”, „Zmartwychwstanie. Instrukcja obsługi”, „Bóg i Jego menażeria. Summa zooteologiczna”.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

osiemnaście − dwa =