Polskie wybrzeże zmienia się szybciej, niż wielu z nas zauważa. Klify osuwają się do morza, plaże po kilku sztormach potrafią zniknąć, a miejsca sztucznie chronione trzeba nieustannie zasypywać nowym piaskiem. Procesy brzegowe to nie teoria dla geografów, ale realna walka człowieka z siłą morza — coraz droższa, trudniejsza i pełna pytań o to, gdzie warto bronić brzegu, a gdzie lepiej ustąpić naturze. Pytamy dr. Tomasza Kijewskiego z Pracowni Badania i Edukacji o Klimacie i Oceanach Instytutu Oceanologii PAN.
Katarzyna Kamyczek: Czym są procesy brzegowe i dlaczego warto je znać?
Tomasz Kijewski: Zjawiska, które zachodzą w strefie brzegowej to niezwykle ciekawy i spektakularny obraz potęgi natury. Mówiąc o nich mamy na myśli wzajemne oddziaływanie morza i lądu przy udziale pogody. Żyjąc nad względnie spokojnym Bałtykiem, słyszymy o spektakularnych wydarzeniach, jak huragany, tajfuny i tsunami. Czytamy o patronacie ONZ obejmującym mieszkańców pacyficznych archipelagów w celu prawnej i logistycznej koordynacji przeniesienia ich w inne miejsce. Głównie Nowa Zelandia otwiera dla nich granice. A warto pamiętać, że w strefie o wysokości do 10 metrów nad poziomem morza żyje około miliarda ludzi. Do tego od kilkuset lat utrwala się taki tryb funkcjonowania cywilizacji, przez który obecnie nie ma kraju w pełni samowystarczalnego. To z jednej strony wymusza rozwój infrastruktury na brzegach Oceanu, z drugiej stwarza zależność od stabilności warunków w odległych częściach świata, nierzadko właśnie nadbrzeżnych. Procesy zachodzące na brzegu, ze względu na swoją intensywność były, są i będą poważnym wyzwaniem dla człowieka. Długo by można opowiadać o różnorodności tych oddziaływań w skali świata, więc skupmy się na Morzu Bałtyckim i wybrzeżu Polski. Bo właśnie nasze wybrzeże ma dość dynamiczny charakter.

Linia brzegowa nieustannie się zmienia. Można ją „stabilizować”?
Budowa wybrzeża południowego Bałtyku zdominowana jest przez łatwo poddające się dynamice fal i wiatru skały osadowe jakimi są piasek i glina. Mam na myśli wierzchnią warstwę kilkudziesięciu do 200 metrów osadu, który został naniesiony ze Skandynawii przez kolejne zlodowacenia. Taki materiał łatwo ulega przemieszczaniu. Wybierany jest z jednych miejsc, osiada w innych, bywa sortowany. Tu naprawdę sporo się dzieje. Przewaga zachodnich wiatrów i prąd wody, napędzany tymi wiatrami przy sprzyjającej sile Coriolisa (wynikającej z rotacji Ziemi), sprawiają że nasze wybrzeże ma formę nieregularnej sinusoidy, gdzie miejsca poddawane abrazji (skąd ubywa piasek) występują naprzemiennie z takimi gdzie dochodzi do osadzania materiału skalnego. Fale tej sinusoidy przesuwają się w geologicznej skali czasu wzdłuż wybrzeża, przy czym generalnie brzeg się cofa. Człowiek lubi stałe warunki, tego wymaga infrastruktura. Pomyślmy choćby o Trzęsaczu i średniowiecznym kościele zbudowanym 2 km od brzegu. Po 500 latach budowla osunęła się do morza mimo podejmowanych przez ponad 100 lat prób powstrzymania nieubłaganego losu. Skoro wspomniałem o transporcie piasku, nie mogę pominąć genezy Mierzei Helskiej. Bo to tam od tysięcy lat zachodzi akumulacja piasku niesionego od zachodu przez wiatr i wodę. Dziś, gdy nie szczędzimy sił i środków by powstrzymywać abrazję, transport piasku zostaje zaburzony. W przyrodzie żadne działanie nie przynosi tylko jednego skutku.
Dlaczego obecny program ochrony brzegów morskich budzi krytykę naukowców?
Można by powiedzieć, że południowe wybrzeże Bałtyku miało sporo szczęścia w drugiej połowie XX wieku. Objęto je mimowolną ochroną jako granicę Układu Warszawskiego – ochroną poprzez ograniczenie gospodarowania w tej strefie. Ja sam pamiętam czasy, gdy trzeba było mieć przepustkę wojskową wjeżdżając do miasta Hel. Kto wędrował po wybrzeżach Niemiec, Danii czy Półwyspu Skandynawskiego, ma obraz znacznie wyższego zurbanizowania strefy przybrzeżnej niż u nas. Mamy spore fragmenty naturalnego wybrzeża, prawdziwie dzikie plaże – jest zatem co chronić.
To całkowicie zrozumiałe, że w obliczu zmian środowiskowych związanych z globalnym ociepleniem, przebieg procesów brzegowych zmienił się. Ciepłe zimy na przykład, to jednocześnie brak naturalnej osłony jaką jest lód i bardziej gwałtowne sztormy. Musimy być przygotowani na nasilenie się tych zjawisk. Choćby wzrost poziomu wody stanowi wyzwanie dla miejscowości nadmorskich. Należy więc zabezpieczać infrastrukturę. Takich działań ochronnych wymaga zdrowy rozsądek i dobrze jeśli są to działania prewencyjne. W ostatnich latach zrozumiano także i u nas, że nie warto czekać na powolne podnoszenie się poziomu Światowego Oceanu. Trzeba być gotowym na splot okoliczności, gdy w nadbrzeżne miasto uderzy rekordowa fala sztormowa, trzeba zaprząc technologię by poprawić wynik obrońców Trzęsacza. Tylko może nie „na hura”. Może zrealizujmy przełomowe rozwiązania w najważniejszych miejscach, a resztę wybrzeża zostawmy naturze? Problem w tym, że interwencja w formie budowli hydrotechnicznych takich jak opaski, podwodne progi, ostrogi i falochrony, nie skutkuje zmianą jedynie w chronionym miejscu. Zmiana dynamiki przepływu wody i transportu osadu tworzy nowe lub wzmacnia istniejące miejsca depozycji i abrazji nawet kilka kilometrów wzdłuż wybrzeża. Prowokuje do dalszych działań. Tymczasem klif, który zostałby skutecznie chroniony przed falami, przestanie być klifem i stanie się stopniowo coraz mniej stromym zboczem, erodowanym jedynie przez deszcz. Kolejną metodą jest refulacja, czyli pompowanie piasku z dna morza na plażę w celu uzupełnienia jej nieubłaganego ubytku. Chwila namysłu wystarczy by zrozumieć czym to działanie jest dla przyrody po obu stronach linii wody. Do tego, rzecz jasna, ten zabieg trzeba powtarzać co parę lat, jak to czyni się na Wybrzeżu Środkowym, w Gdyni i w Sopocie. Opublikowany ostatnio Program Ochrony Brzegów Morskich wróży nasilenie tych wszystkich działań, w niezwykle dynamicznym i trudnym do modelowania systemie. Trochę mnie to niepokoi.

Jak wygląda podejście do ochrony wybrzeża w praktyce?
Nie chcę stwarzać wrażenia, że przyroda polskiego wybrzeża jest poddawana silnej presji. Około 25% wód przybrzeżnych i blisko 45% polskiego wybrzeża objęte jest jakąś formą ochrony. To nie jest słaby wynik zarówno w skali bałtyckiej jak i europejskiej. Ponad 2/3 tej ochrony stanowią obszary Natura 2000, które są miękką formą ochrony. Rezerwaty stanowią około 10% tych obszarów, a Parki Narodowe blisko 15%. W planowaniu przestrzennym nadmorskich gmin uwzględnia się naturalne strefy ochronne wybrzeża, choć presja sektora turystycznego potrafi doprowadzić do wyłomów w tej polityce. Kontrowersje budzą także systemy energetyczne budowane w strefie przybrzeżnej, zarówno elektrownie wiatrowe jak i jądrowa. Spójną politykę ochrony Morza Bałtyckiego prowadzi międzyrządowa organizacja zrzeszająca wszystkie bałtyckie kraje, Komisja Helsińska (HELCOM). Jest to rada, której zadaniem jest przygotowywanie i wdrażanie działań ochronnych bałtyckiej przyrody. A jest to zadanie niełatwe wobec różnorodności interesów morskich sektorów gospodarek 9 krajów. Nie umniejszając roli sprawczej HELKOMu, samo wytyczanie kierunków działań ochronnych ma bardzo pozytywne znaczenie. Ale wróćmy na wybrzeże.
Kiedy warto interweniować, a kiedy lepiej pozwolić naturze działać?
To wymaga nie tylko wiedzy technicznej i przyrodniczej, ale też wyczucia społecznego. Edukujmy w kierunku zrozumienia, że człowiek jest zależny od natury. To lepsza nauka pokory niż mierzenie się ze skutkami katastrof. Planując nowe inwestycje uwzględniajmy pesymistyczne scenariusze zmian. Obejmując kolejne obszary różnymi formami ochrony (oby!), miejmy na uwadze potrzeby mieszkańców tych miejsc i wspierajmy rozwój lokalnych społeczności w kierunku jednoczesnego wykorzystywania i wspierania walorów przyrodniczych. Obszary zurbanizowane i infrastruktura powinny być chronione wszelkimi środkami, ale próba opanowania sytuacji na 524 kilometrach granicy morskiej byłaby jednocześnie zbędna, nieopłacalna i szkodliwa. Najlepszą formą ochrony przyrody jest zostawić jej miejsce, nie wtrącać się.
dr Tomasz Kijewski: Członek zespołu Pracowni Badania i Edukacji o Klimacie i Oceanach w Instytucie Oceanologii Polskiej Akademii Nauk (IO PAN) w Sopocie. Dr Kijewski jest biologiem specjalizującym się w genetyce fauny morskiej oraz edukatorem. Jako współtwórca projektu „Ocean Zmian” https://oceanofchanges.com jest zaangażowany w działania edukacyjne, biorąc udział bądź współorganizując liczne festiwale i pikniki naukowe oraz warsztaty i wykłady dla młodzieży i dorosłych. Tomasz należy do zespołu redagującego i produkującego serię filmów „Niepodręcznik Oceaniczny” i jest autorem licznych publikacji naukowych i popularnonaukowych, także jako autor bloga www.rybanapiatek.wordpress.com.





