Maria Pawlikowska-Jasnorzewska – poetka, malarka, wielbicielka przyrody, osoba obdarzona aurą niezwykłości. O jej związkach z naturą, codziennych rytuałach i wrażliwości rozmawiamy z Małgorzatą Czyńską, autorką książki Zgiełk serca. Opowieść o Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej.

 

Katarzyna Kamyczek: Na początek pytanie o koniec. Pawlikowska-Jasnorzewska marzyła, by odejść jak zwierzę – w samotności, w naturze. Czy jej śmierć rzeczywiście miała taki „naturalny” wymiar?

Małgorzata Czyńska: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska miała zdiagnozowaną chorobę nowotworową, przeszła operacje, była hospitalizowana, wyniszczona kuracjami, upokorzona i zaszczuta leczeniem, i wszystko to budziło w niej tę chęć ukrycia się tak, jak kryje się chore zwierzę, a tymczasem w szpitalu była wystawiona jakby „na pokaz”, o intymności nie było mowy. Odeszła w szpitalu. Do końca opisywała swój stan w dzienniku. To bardzo mocne zapiski, kiedy kończy się poezja, zostaje cielesność, fizjologia. 

Natura w jej twórczości – zarówno poetyckiej, jak i malarskiej – była obecna na każdym kroku. W których dziełach ten wpływ wybrzmiewa najmocniej?

Kochała przyrodę i ta miłość i fascynacja wybrzmiewają w wielu utworach poetyckich i malarskich. Fascynowała ją siła natury, żywioły przyrody, morze, góry, pejzaż. Ale potrafiła pochylać się nad pojedynczą trawką, kwiatkiem, owadem. Czytała literaturę przyrodniczą. Była jaroszką uważną na krzywdę zwierząt.

Mówiono, że przypominała motyla, kolibra, rajskiego ptaka. A jaka była naprawdę? Jaką miała aurę, obecność?

Była wrażliwą indywidualistką, skrytą naturą. Miała styl, była widoczna, była elegantką i estetką. Przyrównywania do motyla czy kolibra brały się z tej elegancji i stylu ubierania, ale również ze sposobu poruszania się, wyważonych gestów, skupieniu na rozmówcy, delikatnym uśmiechu, spojrzeniu wielkich niebieskich oczu. Robiła wrażenie. Dla mnie ważne jest to, co się pod tym eleganckim strojem kryło. A kryła się zdeformowana sylwetka, skrzywione plecy, wystająca łopatka. Myślała, że gorset i wyrafinowana moda wszystko zakamuflują. Ale tak nie było. Jan Lechoń napisał, że Lilka Pawlikowska była zawsze zastrachana swoim skrywanym garbem i utykaniem. To był jej wielki kompleks. Wśród wspomnień o Lilce zdarzają się niepochlebne charakterystyki poetki, że wyniosła, nieprzystępna, że rzadko się śmiała. Myślę, że w jej przypadki nieśmiałość i milkliwość mogły być odbierana jako wyniosłość.

Czy bliska była jej ludowość? Co najbardziej ją w niej fascynowało?

Na pewno tak. W zapiskach z ostatnich lat wspominała choćby z wczesnej młodości krakowski gorset zamówiony na bal kostiumowy w pałacu Pod Baranami. Od dzieciństwa jeździła do Zakopanego, w drugim małżeństwie mieszkała w Willi pod Jedlami, domu, który jej teść zamówił u Stanisława Witkiewicza, twórcy stylu zakopiańskiego. 

Rysowała zioła, nasiona, trawy. Czy natura była dla niej wyłącznie inspiracją artystyczną, czy może także schronieniem?

Natura była dla niej życiem i swego rodzaju religią. 

W jednym z wierszy pisała o jabłkach tak, jakby je malowała. Czy jabłko miało dla niej znaczenie szczególne – symboliczne, a może osobiste?

Nie wiem, jak był ulubiony owoc Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, ale o jabłkach napisała wiersz wprost malarski. Bo ona była utalentowana plastycznie i literacko, i długo te dwa talenty traktowała równorzędnie. Jako córka malarza i wnuczka malarza znakomicie potrafiła używać artystycznej terminologii. Jak pisała o kolorach czy światłocieniu, to z precyzją i znajomością tematu.

Warzyła zioła, opisywała ich zapachy. Była to praktyka, rytuał, czy raczej poezja codzienności?

Lubiła myśleć o sobie jako o znachorce, zielarce, czarownicy. Zgłębiała wiedzę na temat ziołolecznictwa, ale interesowała ją też astrologia, kabała, horoskopy, tarot i łączyła te zainteresowania. Wiedziała w jakiej fazie księżyca należy zbierać różne gatunki roślin, sprawdzała jak działają, jakie choroby leczą, jak działają na urodę. Więc były to i praktyka i rytuał i poezja codzienności. Julian Tuwim nazwał ją czarownicą, Jan Lechoń – rusałką, i dodał, że rusałka to też znaczy czarownica.

Dorastała i żyła wśród ogrodów. Czy sama je pielęgnowała, czy raczej obserwowała i opisywała?

Ogrodem Kossakówki zawsze zajmowali się ogrodnik z pomocnikami. Pracami zawiadywała z gospodarską wprawą Maria Kossakowa, matka Lilki. Sama Lilka korzystała z przyjemności rajskiego ogrodu. Miło było wypoczywać na leżaku czy w hamaku, grać w tenisa na zielonym trawniku, zapuszczać się z narzeczonym do malinowego chruśniaku.  

Pawlikowska-Jasnorzewska miała słabość do szpinaku i dbała o zdrową dietę. Czy to była tylko kulinarna zachcianka, czy coś więcej?

Po prostu lubiła szpinak, lubiła też bób. Miała zresztą obsesję na punkcie zdrowego odżywiania się. I zachowało się wspomnienie, które przeszło do anegdoty, jak to Lilka późnym wieczorem, tuż przed wyjściem z większym towarzystwem na kolację u znajomych, poczuła brak żelaza i zażądała od kucharki natychmiastowego przyrządzenia szpinaku. 

Na koniec – od śmierci przejdźmy do nadziei. Poetka wierzyła w reinkarnację. Gdyby miała powrócić w kręgu natury – szukałaby jej Pani w świecie roślin czy zwierząt?

Łatwo ją porównać o kiści bzu, czy gałązki jaśminu, do gałązki naparstnicy obsypanej kwiatowymi dzwoneczkami (zachowało się piękne zdjęcie młodej Lilki pochylonej nad bukietem takich dzwonków i jej akwarelowe szkice naparstnicy, ale też bratków i innych kwiatów). Gdyby miała powrócić jako zwierzę, to może jako wiewiórka? Miała swoją ukochaną wiewiórkę, nazywała ją Sorek. Miłość, przywiązanie i ból po stracie Sorka opisała w zabawnym i wzruszającym wierszu „Wiewiórka”. Śmierć zwierzęcia zasługiwała na wiersz.

 

📖 Małgorzata Czyńska – pisarka, dziennikarka, historyczka sztuki, kuratorka wystaw. Laureatka Górnośląskiej Nagrody Literackiej „Juliusz” (2016) za książkę Kobro. Skok w przestrzeń. Autorka biografii artystek, m.in. Tamary Łempickiej, Mai Berezowskiej czy Julii Keilowej, a także wywiadów z Edwardem Dwurnikiem i Leonem Tarasewiczem. Jej najnowsza książka, Zgiełk serca. Opowieść o Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, to portret poetki, dla której natura była życiem i religią.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

5 + 20 =