Kiedyś myślałam, że kompostowanie to przywilej ludzi z ogrodem. Kojarzył mi się raczej z babcinym podwórkiem niż z balkonem na czwartym piętrze. Aż któregoś dnia zaczęły mnie drażnić te wszystkie resztki — obierki, listki, fusy po kawie — które z wyrzutem patrzyły na mnie z worka na śmieci. Wiedziałam, że to nie śmieci. To był potencjał.

Kompost to jeden z najlepszych prezentów, jakie możemy dać swoim roślinom. Zamiast kupować nawozy w sklepie, wystarczy wykorzystać to, co zwykle ląduje w koszu — resztki jedzenia i ogrodowe odpady. Kompost wzbogaca ziemię, poprawia jej strukturę i wspiera życie mikroorganizmów, które tworzą zdrowy, naturalny ekosystem. W przeciwieństwie do nawozów przemysłowych, które działają szybko, ale w dłuższej perspektywie szkodzą glebie, kompost odżywia rośliny w sposób zrównoważony. Gotowe nawozy mineralne to głównie sól w formie rozpuszczalnej w wodzie — rośliny pobierają z nich nie tylko potrzebne składniki, ale i całą masę sodu oraz chloru, które po każdym nawożeniu zostają w ziemi. Im więcej takich dawek, tym bardziej gleba traci swoje właściwości. Staje się zasolona, co utrudnia roślinom i mikroorganizmom życie i ogranicza dostęp do minerałów. Kompost tego problemu nie tworzy — wręcz przeciwnie, przywraca ziemi równowagę.

Odpady, które przestały być śmieciami

Zaczęłam czytać o kompostowaniu i im więcej wiedziałam, tym bardziej czułam, że to naturalny krok. Nie tylko dla mojego parapetowego ogródka, ale i dla własnego sumienia. Bo to wcale nie jest bez znaczenia, co wrzucam do kosza.

Odpady kuchenne i ogrodowe to aż połowa tego, co przeciętny Polak wyrzuca na śmietnik. Dlatego zaczęłam dawać tym odpadom nowe życie — w plastikowym pojemniku, ustawionym tuż obok bazylii i mięty na balkonie.

Pierwsze kroki: jak to zrobić na balkonie?

Zanim jednak w ogóle ruszyłam z tematem kompostowania, musiałam zmierzyć się z jednym poważnym problemem — w czym właściwie przechowywać te wszystkie odpady? Początkowo próbowałam zwykłej skrzynki po owocach, ale po kilku dniach okazało się, że nie jest to najlepszy pomysł — zapach był zbyt intensywny, a odpady zaczęły się przegrzewać.

Przy drugim podejściu kompostownik powstał z dwóch zwykłych plastikowych koszy, takich, jakie można kupić choćby w Ikei. Jeden włożyłam w drugi, a w tym wewnętrznym wywierciłam dziurki, żeby nadmiar wilgoci mógł swobodnie spływać do dolnego pojemnika. Taki prosty system pozwala nie tylko utrzymać odpowiednią wilgotność, ale też zbierać wodę kompostową, którą potem można podlewać rośliny. Jeśli ktoś ma ochotę, łatwo da się dodać kranik do dolnego pojemnika i cieszyć się naturalnym nawozem w płynie. Oczywiście wewnętrzny pojemnik, w którym mieszkają dżdżownice, trzeba regularnie wietrzyć i doglądać — to mały, ale bardzo ważny element tej balkonowej hodowli. W moim kompostowniku zamieszkały dżdżownice kalifornijskie — te niepozorne stworzenia to prawdziwi mistrzowie recyklingu, dzięki którym cały proces rozkładu idzie sprawnie. Ale to nie bajka — kompost to prawdziwy mini-ekosystem, w którym roi się od życia. Oprócz dżdżownic pojawia się mnóstwo innych owadów, które pomagają w przerabianiu odpadków, choć nie wszystkie są mile widziane. Największym utrapieniem bywały muszki owocówki, które nie przepuszczą okazji, by urządzić sobie w kompoście bankiet. Szybko znalazłam na to sposób: świeże odpadki od razu przykrywamy warstwą falistej tektury, która skutecznie ogranicza dostęp owadów. Dodatkowo wokół kompostownika, a czasem nawet na nim, ustawiamy doniczki z mocno pachnącymi ziołami — mięta sprawdziła się tu najlepiej. Jej intensywny zapach skutecznie zniechęcał muszki do zakładania kolonii w moim pojemniku.

Co wrzucam, a czego nie?

Szybko nauczyłam się tego małego rytuału: do pojemnika trafiają obierki, skorupki jaj, fusy z kawy, torebki po herbacie (jeśli są papierowe), resztki warzyw, gałązki po ziołach, suche liście. Ale już ryby, nabiał czy gotowane resztki mają zakaz wstępu. To nie tylko kwestia zapachu, ale i procesu — kompost to żywy organizm, pełen mikroświatów, który wymaga równowagi, a nie fermentującego chaosu. Listę produktów, które mogą i nie mogą trafić na kompost umieszczam na końcu tego tekstu. 

Jak długo czeka się na gotowy kompost?

Cierpliwość — to chyba pierwsza lekcja, jaką daje kompostownik. Na balkonie kompost nie powstaje z dnia na dzień. U mnie proces zajmuje od 12 do 18 miesięcy, w zależności od tego, jak drobno pokrojone są odpady, ile wilgoci złapał pojemnik i — co ważne — jak często mieszam zawartość.

Bo kompost, jak ciasto drożdżowe, wymaga odrobiny troski. Żeby proces rozkładu szedł swoim rytmem i w środku nie zrobiło się zbyt duszno i kwaśno, od czasu do czasu trzeba kompost wymieszać — przekopać, przewrócić, przearanżować. Mikroorganizmy dostają wtedy tlen i mają siłę działać dalej.

Nie jest to skomplikowane. Kilka razy w miesiącu wystarczy zamieszać łopatką albo dużą łyżką, rozbić większe grudki, sprawdzić wilgotność. To niby drobiazg, a jednak skraca czas oczekiwania na ten czarny, pachnący humus,  który potem z radością dosypuję do posadzonej sałaty, rzodkiewki i kwiatów.

Kiedy opowiadam znajomym, że robię własny kompost, często słyszę: „Po co, skoro ziemia w sklepie kosztuje grosze?”. I właśnie wtedy zaczynam mówić o torfie.

Większość gotowych ziem ogrodniczych, nawet tych „bio”, zawiera torf. A torf to nie jest zwykła ziemia. To ekosystem, który rósł tysiące lat, a jego wydobycie to rzeź dla przyrody. Wystarczy pomyśleć, że torfowiska to naturalne filtry wody, magazyny węgla i ochrona przed suszami. A potem wystarczy spojrzeć na swój kwiatek w doniczce i zapytać: czy naprawdę musiałem wspierać ich niszczenie, żeby posadzić tę petunię? 

Kompost — powrót do obiegu życia

Mój balkonowy kompost nie pachnie śmieciami. Przeciwnie — dojrzały ma zapach leśnej ściółki, wilgotny i świeży, jakby ziemia właśnie wzięła głęboki oddech. To nie jest tylko ziemia, to coś więcej — to cykl, w którym odpady stają się nawozem, a rośliny znowu mogą rosnąć. Dojrzały kompost jest czarny i sypki,  z charakterystyczną gruzełkowatą formą gleby humusowej. W przekopanym z glebą, sadzimy rośliny szybko rosnące, delikatne jak np. sałaty, rzodkiewkę, buraki, pietruszki i róże.  Nie powinno się go stosować przy wysiewaniu nasion, bo zawiera dużo nierozłożonych jeszcze kwasów organicznych, szkodliwych dla kiełków i zarodków. 

Azot? Naturalnie!

Gdy chcę, żeby mój kompost był bogaty w azot, dorzucam pokrzywy, mniszek lekarski, krwawnik. Te rośliny są jak superfoods dla gleby. Czasem robię też gnojówkę — taka wiejska zupa dla mikroorganizmów. Po jej dodaniu kompost nabiera życia. Dosłownie. Dojrzałym kompostem nie da się przenawozić roślin. Powstaje z przetworzonej martwej materii zawiera tylko tyle minerałów, ile organizmy pobrały i potrzebowały za życia do budowy swoich ciał. 

Dlaczego warto?

Z kompostem jest jak z pieczeniem własnego chleba. Możesz iść do sklepu i kupić gotowy, taniej i szybciej. Ale kiedy zrobisz go sam, wiesz dokładnie, co w nim jest. I masz poczucie, że zrobiłeś coś dobrego. Dla siebie, dla ziemi, dla przyszłych liści i kwiatów.

W miejskim świecie, w którym odpadki znikają z oczu zbyt łatwo, kompostowanie to nauka cierpliwości, pokory i wdzięczności — za to, co mamy i co wraca do obiegu. Pokazuje, że nic w przyrodzie nie ginie, tylko zmienia formę. Nawet obierki z ziemniaków. 

 

CO WRZUCAĆ A CZEGO NIE WOLNO WRZUCAĆ DO KOMPOSTOWNIKA? (*)

TAK

* umyte skórki cytrusów i bananów z rolnictwa ekologicznego

 * resztki jedzenia w płynie

* resztki warzyw i owoców

* namoczony chleb i ziarna

* skoszona trawa, igły sosnowe

* łupiny orzechów

* ściółka małych roślinożernych 

* ziemia doniczkowa

* popiół drzewny

* tektura, karton, papier niezadrukowany

* ziemia doniczkowa

* kwiaty, gałązki roślin domowych

* fusy od kawy i herbaty

* skorupki jaj

NIE

  • duże ilości oleju po smażeniu
  • resztki mięsa i ryb
  • woda z płynem do mycia naczyń i detergentami
  • niedopałki papierosów
  • nabiał
  • rośliny zaatakowane chorobami
  • kolorowy zadrukowany papier
  • nasiona inwazyjnych roślin
  • pieluch i podpaski
  • popiół z pieca węglowego
  • plastikowe opakowania i siatki
  • metal
  • szkło
  • odchody psów, kotów i ludzi

(*) Na podstawie informacji Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Warszawskiego

 

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

2 × 3 =