
Katarzyna Wolwowicz – autorka bestsellerowych kryminałów – nie wyobraża sobie pisania bez spacerów po lesie. Natura to jej największa inspiracja.
Wywiad z pisarką to kontynuacja cyklu rozmów z pisarzami, którzy w swojej twórczości czerpią inspirację z przyrody.
Katarzyna Kamyczek: Byłaś dziś już w lesie?
Katarzyna Wolwowicz: Można powiedzieć, że na co dzień żyję w lesie, ponieważ mam las za oknem. Kiedy się budzę, za oknami mojej sypialni widzę ogromne, stare drzewa. Latem ten widok jest powalający, ponieważ mam wrażenie, że przyroda w pełnym rozkwicie niemal wdziera się do mojego domu. To jest naprawdę cudowne doznanie i to właśnie dlatego kupiłam swoje mieszkanie.
Dorastałaś w górskiej Szklarskiej Porębie – jak tam pachnie natura?
Pachnie milionem woni. Zimną to ostry i surowy zapach, mieszający z się z zapachem dymu z kominów, wiosną to zapach wilgotnej ziemi i świeżości. To również zapach czystej górskiej wody w strumykach, która wzbiera po zimowych opadach. Czasem ten wiatr zawiewa jeszcze surowością i zimnem po ustępującej porze roku, czasem delikatną wonią kwiatów, które budzą się do życia. Las latem pachnie żywicą i owocami takimi jak jagody. To ciepły, kojący zapach w którym mieszają się różne wonie, a każda z nich sprawie, że czuję się spokojna i bezpieczna. Za to las jesienią, pachnie najbardziej specyficznie. To zapach dojrzały, zapach przypominający o tym, że coś się kończy, zapach rozkładu, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. To zapach drewna i rozkładających się na ziemi kolorowych liści. Ten zapach jest najbardziej nostalgiczny i najmocniej skłania mnie do snucia opowieści. To on najbardziej pobudza moją wyobraźnię.

Skąd strach u niektórych ludzi przed wejściem do lasu?
Jeżeli ktoś wychowywał się w dużym mieście i drzewa zna tylko z parków, to nic dziwnego, że chodząc po rozległym, leśnym terenie może poczuć strach. Lasy, są ogromne i można się w nich zgubić. Często, zwłaszcza jeżeli są gęste, jest w nich dużo ciemniej niż w mieście. W lasach słychać dźwięki, których wiele osób nie potrafi rozpoznać, a które mogą budzić niepokój. Co więcej lasy często są wykorzystywane w filmach kryminalnych, thrillerach i horrorach a to sprawia, że człowiek automatycznie kojarzy je z niebezpieczeństwem. Ja wychowałam się w Szklarskiej Porębie. Lasy były miejscem, w którym bawiliśmy się z innymi dzieciakami, w których wspinaliśmy się na skały, szukaliśmy ametystów i skakaliśmy przez górskie potoki. Kojarzą mi się więc z beztroską, poczuciem bezpieczeństwa i relaksem. W dorosłym życiu, są dla mnie oazą od zgiełku miasta, który mnie przytłacza.
Leśne rytuały?
Chłonę las całą sobą. Nie przytulam się do drzew, ale często lubię się położyć na powalonych konarach i patrzeć na kołyszące się na wietrze korony. To bardzo uspokajający widok. Lubię też leżeć na leśnej ściółce, zwłaszcza latem, kiedy zapachy są najbardziej intensywne, a powietrze ciepłe. Jestem zmarzluchem i bezpośredni dotyk z naturą cieszy mnie najbardziej kiedy w koło jest ciepło, a ja nie muszę ubierać wielu warstw ubrań. Za to zimą kocham leśne wodospady i oczka wodne w których mogę morsować.
Pomysły przychodzą w lesie?
O mnóstwo. Zacznijmy od tego, że to właśnie w lesie, przy wodospadzie przyszedł mi do głowy pomysł z moim pierwszym kryminałem z serii o Oldze Balickiej, czyli Niewinne ofiary. Idąc leśną ścieżką i czując w sercu przeszywający chłód, zobaczyłam oczami wyobraźni pochylających się nad czymś policjantów. Stali pomiędzy gołymi drzewami a przenikliwy wiatr porywał w górę opadłe, zaszronione liście. Od razu dostałam gęsiej skórki na ramionach i wiedziałam, że muszę opisać tą scenę. Las daje mi przede wszystkim oddech i czystość umysłu. Pozwala poczuć, że problemy dnia codziennego zostają w tyle i właśnie wtedy umysł ma przestrzeń na kreatywność literacką.

Las. Klimat jak z książek.
Dokładnie tak. Las i kryminał od zawsze idą w zgodnej parze. Mrok, tajemnica, lęk, poczucie zagrożenia, niepewność, dziwne, niezrozumiałe odgłosy, pełno drzew za którymi może się ukryć złoczyńca i daleka droga ucieczki. To wszystko sprawia, że w lesie można się poczuć jak w potrzasku. Myślę, że sama monumentalność przyrody, to że drzewa są tak ogromne, że skały, których w naszych lasach jest pełno, wydają się niebezpieczne, śliskie i strome, to wszystko powoduje, że człowiek czuje się malutki i bezbronny. Las to też siła natury a przecież z siłą natury człowiek nie jest w stanie wygrać. Zdecydowanie zdarza się, że czuję w lesie artystyczny niepokój, bo o ile uspokaja mnie prywatnie o tyle, kiedy zaczynam tworzyć, czuję lęk moich bohaterów wszystkimi zmysłami.
Ulubiony typ lasu?
Kocham sosnowe lasy nad morzem. Kojarzą mi się z wakacjami, beztroską, z wydmami przy których często rosną. Bardzo lubię ich pokręcone, powyginane kształty. Czasem śmieję się do siebie zastanawiając się jak to możliwe, że to drzewo urosło w taki zakręcony sposób. Uwielbiam też sosnowe szyszki i cuda, które można z nich robić. Moja mama przygotowuje z młodych szyszek przepyszny syrop. Kocham też sosnowy zapach. Ale w górach, najbardziej lubię lasy mieszane. Jesienne kolorowe liście są najcudowniejszym widokiem na świecie, ale to drzewa iglaste zapewniają nam odrobinę zieleni zimą.
Zgubiłaś się w lesie?
Parę razy zdarzyło mi się zgubić drogę przy zejściu ze szlaku, ale nigdy nie miałam sytuacji, żebym się tym przeraziła. Droga zawsze się jakoś odnajdywała. Co więcej, czasem gubię się w lesie świadomie, na przykład zjeżdżając z tras narciarskich i dając się porwać przygodzie.
Teraz zaskoczenie… Twoja nowa książka „Odpowiedź kryje się w Tobie”, dzieje się nad morzem.
Wybrzeże stanowi aktualnie w moim życiu stały krajobraz. Kupiłam tu mieszkanie i dzielę czas między góry i morze. Ta książka to raczej jednotomowa odskocznia od moich serii. Chciałam napisać coś innego, bardziej psychologicznego. Oczywiście jest tutaj zbrodnia i śledztwo, ale stanowią raczej margines dla burzy jaka toczy się w umyśle głównej bohaterki.

Morze w książce nie jest romantyczne – jest chłodne i bezlitosne. Jak odzwierciedla emocje bohaterów?
Każdy człowiek czasem musi stoczyć jakąś wewnętrzną walkę ze sobą. Jego myśli i czyny są wtedy wzburzone, wielowarstwowe i głębokie. Czasem pełne sprzeczności, niebezpieczne i zwodnicze, dokładnie tak jak morze podczas sztormu.
Na żywą wodę trzeba jednak zawsze uważać, nawet w słoneczny i spokojny dzień. Zawsze może cię wciągnąć w swoje odmęty, zwłaszcza, kiedy myślisz, że nic ci nie grozi i nie spodziewasz się niczego złego… Myślę, że ten krajobraz doskonale oddaje klimat wewnętrznej walki ze sobą. Bo przecież bolesne myśli i emocje dopadają nas czasem nawet w spokojny dzień.
Katarzyna Wolwowicz: (1983 r.) Magister stosunków międzynarodowych i psychologii klinicznej. Absolwentka studiów podyplomowych z mediacji. Dorastała w malowniczej górskiej miejscowości – Szklarskiej Porębie. Kocha przestrzeń, wolność i naturę, ale także ogień trzaskający w kominku, saunę i morsowanie w górskich wodospadach. Uwielbia sport, zwłaszcza narciarstwo alpejskie, a także taniec towarzyski i latynoamerykański. Autorka serii kryminalnej o Oldze Balickiej (Niewinne ofiary, Fałszywe tropy, Toksyczne układy, Bursa) oraz thrillera W otchłani. Nominowana do Bestsellery Empiku 2025.





