Krzyczeć, uciekać czy strzelać? W sporze o dziki w mieście najgłośniejsi są ludzie — a najmniej winne są same zwierzęta. Jedni mówią: krzyczeć, przeganiać patykami. Inni: odejść, wycofać się tyłem, nie podchodzić na odległość 30 metrów. 

Zwierzęta, dokarmiane kukurydzą i chlebem w lesie, bez opamiętania mordowane przez dokarmiających je myśliwych, wchodzą do miasta, by się schronić i przeżyć. Robią to samo, co np. jeże. I jedne, i drugie mają ten sam problem. Ich liczba maleje przez fragmentację i degradację siedlisk. Tyle że miejskie jeże lubimy i pochylamy się nad nimi. Dziki oskarżamy o agresję i chuliganerię łączoną z demolką trawników. Jakby rozjeżdżane przez samochody, zadeptywane przez ludzi i zasypane petami kępki trawopodobne rzeczywiście miały większą dla nas wartość niż życie wyjątkowych ssaków, którymi są dziki, mówi Monika Dąbrowska, aktywistka Warszawskiego Ruchu Antyłowieckiego, współpracująca z organizacją ekologiczną “Dziki w mieście”. A właściwie lochy i ich rodziny, bo w tym społeczeństwie dziećmi zajmują się wszystkie okoliczne matki. Wspierają się w tym i uczą potomstwo przetrwania w coraz mniej sprzyjających warunkach. Nisza, którą sami im stworzyliśmy, jest przystanią w ucieczce przed myśliwymi, kłusownikami i suszą. Miasto to nie tylko śmietniki i podkarmiający ludzie. To łagodniejszy mikroklimat i dostęp do licznych, tłustych pędraków.

Mało kto wie, jakie korzyści wynikają z obecności dzików w miastach. Napowietrzają glebę, zjadają padlinę, reagują na pojawiające się tu i ówdzie mniejsze gryzonie, zjadając je. Nie uwzględniając potrzeb zwierząt w planowaniu przestrzennym miasta, w gospodarce odpadami i zabezpieczaniu ruchliwych ulic, sięgamy po sprawdzony od dawien dawna sposób człowieka mniej rozumnego: zabijanie, które ma zlikwidować „problem”.

Czyli co robić, gdy widzimy dziki spacerujące po alejkach parków?

Zatrzymać się i nacieszyć oczy kontaktem tylko wzrokowym. A jeśli towarzyszy nam czworonóg lub nasze młode – spokojnie odejść. I to wszystko.

Ponoć płoszenie dzików niestety niewiele da, bo nauczone życia w mieście już w nim raczej pozostaną, a płoszone uciekną jeszcze głębiej w miejscowości bądź szybko wrócą do ludzi z lasu.

Dzik, tak jak i my, to zwierzę budujące struktury społeczne. Samce są zawsze poza stadem i ich w mieście raczej nie uświadczymy – mówi Dąbrowska – ale samice chcą dla dzieciarni jak najlepiej. I gdy trafią na „swoje” miejsce, starają się go trzymać. Wiedzą, gdzie są pędraki – a to wiosną nie tylko pożywienie, ale i lekcja biologii dla ich maluchów. Uczą je, jak wydobywać smakołyki, gdzie ich szukać. W tym celu pokonują ustalone trasy. Mają swoje Marszałkowskie i Jerozolimskie, którymi się poruszają. W lesie myśliwi stawiają przy nich ambony i sypią chleb, ciasto, ryby, kukurydzę, a potem strzelają do korzystających z darmowej stołówki dzików.

W mieście takich ambon na szczęście nie ma, ale są Lasy Miejskie i pan Trzaskowski w Warszawie oraz inni włodarze, którym mało jest opowiedzieć o zwierzętach i przedstawić stanowisko naukowców. Oni chcą jednego – nie denerwować rozedrganych fobiami mieszkańców. Czyli zamiast leczyć, zbijają termometr. Zamiast wykorzystać obecność dzików i naukowców i coś z tego zrobić dobrego dla wszystkich, nakazują coroczny mord na niewinnych stworzeniach.

Jak odzwyczaić ludzi od dokarmiania dzików w miastach?

Zamiast zabijać dziki, by nie było kogo dokarmiać, zacząć uczyć. Tak jak uczy się o niedokarmianiu ptactwa chlebem. Uświadomienie tym, którzy nie panikują, ale marzą o oswojonej śwince, że dziki nie potrzebują naszej opieki, może nie będzie łatwe, ale jest jak najbardziej wykonalne. W szkołach, na billboardach, w trakcie pikników naukowych. Warto też napomknąć tym, którzy się boją, i tym, którzy nie mają oporu przed zleceniem zabicia, że odcięcie źródła pokarmu w mieście też zniechęci dziki do bytowania w nim. Jak ochronić trawniki? Są cebulki kwiatów, które zdobią wiosną trawniki, a dzikom są wyjątkowo nie w smak i zniechęcają je do rycia w okolicy, podobnie jak kłujące krzewinki i rośliny wydzielające silniejszy zapach.

Gdy pytamy w jakich sytuacjach dziki są najniebezpieczniejsze dla ludzi, Monika Dąbrowska wskazuje: warto sobie uprzytomnić, że dzik nie jest drapieżnikiem. Nie działa jak np. psy. 74 pogryzienia dziennie w 2024 roku. Ofiarami – dzieci między 5. a 9. rokiem życia. Mimo podnoszącego włosy na głowie pierwszego ogólnopolskiego raportu opracowanego przez biegłą sądową Izabelę Kadłucką, we współpracy z Siecią Obywatelską Watchdog Polska, nikt nie podejmuje decyzji o sezonowym odstrzale psów. Bo one mają właścicieli i to oni – ludzie – są odpowiedzialni za te wyniki. Dzika nikt źle nie wychowa – wręcz odwrotnie, lochy robią wszystko, by nauczyć swoje dzieci ostrożności, żerowania wieczorem i w nocy, unikania miejsc, gdzie pojawia się wielu ludzi.

Na pytanie o strzelanie do dzików w miastach w sensie wśród zabudowań mieszkalnych Dąbrowska mówi krótko: to bezmyślne okrucieństwo ze szkodą dla nas wszystkich. I powtarza, że dziki funkcjonują w grupach rodzinnych. Mają swoją komunikację, ustalone działanie. Obserwowanie ich życia jest bezcenną nauką.

Pojawia się pytanie: jakie działania profilaktyczne można by wprowadzić na poziomie lokalnym, czyli w parkach miejskich? Monika Dąbrowska twierdzi, że odstrzał dzików w lasach i w mieście jest kontrskuteczny. Dziki reagują rozrodem kompensacyjnym. Dlatego po pierwsze i najważniejsze należy zakończyć ich uśmiercanie! A reszta wyniknie ze współpracy z osobami działającymi na rzecz dzików, z organizacjami, a przede wszystkim naukowcami.

 

 

 

WIDZISZ LOCHĘ Z MAŁYMI/MŁODYMI?

  1. Nie panikuj. Zatrzymaj się, daj im przejść. Ty się ich boisz, ale one ciebie bardziej. 

  2. Trzymaj psa na smyczy. Nie szczuj. Nie krzycz. 

  3. Nie machaj rękami. Jeśli chcesz nakręcić filmik na insta, zrób to z pewnej odległości. Nie podchodź. 

  4. Nie dokarmiaj. Nawet ostatnim kęsem drożdżówki. 

  5. Zamiast zgłaszać, ciesz się obecnością tych zwierząt. Zgłoszenie ich obecności to wyrok na nie. 

  6. Pamiętaj, że dzik też ma swoje granice wytrzymałości. Jeśli ustawia się przodem do ciebie, daje ci sygnał, że nie chce się przyjaźnić. Biegnące dziki z uniesionymi ogonami to dziki zaniepokojone lub przestraszone. Pozwól im odbiec. 

Dzik to inteligentne i silne zwierzę. Daj mu spokojnie żyć.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

13 − 5 =