Kiedy myślimy o wypoczynku w Polsce, nasuwają się od razu klasyczne kierunki: Bieszczady, Tatry, Mazury czy bałtyckie plaże. To miejsca znane, rozpoznawalne, wpisane w narodowy krajobraz turystyczny. Tymczasem istnieje region, który wciąż pozostaje tajemnicą – Żuławy. Ludzie są zauroczeni Żuławami, ale tylko ci, którzy nauczyli się je dostrzegać – pisze Bernard Jesionowski, konserwator zabytków, starszy kustosz Muzeum Zamkowego w Malborku, który na tych terenach mieszka od lat 70. Żuławy trzeba zrozumieć, by docenić ich piękno.

 

Karczma Trzy „Róże na” jeziorze Drużno w 1930 oraz 2023 roku Widokówka z około 1910 roku. Ze zbiorów B. Jesionowskiego. Foto współczesne B. Jesionowski

U nas w Polsce, patrząc na historię powojenną, wyjazdy wypoczynkowe koncentrowały się wokół wyznaczonych, atrakcyjnych miejsc. Zawsze miały one charakter podróży do punktu docelowego, gdzie znajdowały się te elementy, które nadawały miejscu wyjątkowy klimat – atrakcje, krajobrazy i inne cechy, które czyniły je rozpoznawalnymi. Tak było z Bieszczadami, Tatrami, Zakopanem, Dolnym Śląskiem, Mazurami, a także z plażami nad Bałtykiem, Mierzei Wiślanej, Helu czy Środkowym Pomorzem. Tam podróż była sposobem na wpisanie się w obraz Polaka, obywatela – tego, który aktywnie wypoczywa.

Natomiast Żuławy stanowią zupełnie inny rejon. Są one niesamowicie bogate w różnorodne atrakcje, które nie mają miejsca w świadomości większości naszego społeczeństwa i które przy pierwszym kontakcie nie jawią się jako typowe atrakcje turystyczne. Na Żuławach nie da się wypocząć, tam to tylko rolnicy. A poza tym płasko, monotonnie. NUDNO!

W 1977 roku przybyłem na te tereny, zaraz po studiach, z Borów Tucholskich – regionu równie atrakcyjnego, gdzie się wychowywałem, uczęszczałem do szkoły podstawowej, gdzie mieszkali moi Rodzice. Nie przyjechałem jedynie na Żuławy, lecz do nowo powstałego wtedy województwa elbląskiego, gdzie przypadły mi zawodowo tereny wiejskie – w sensie ochrony dziedzictwa, przede wszystkim zabytków (wówczas mówiło się o zabytkach, nie o dziedzictwie). Żuławy musiałem się nauczyć poznawać, a tak jest i dzisiaj. Ludzie są zauroczeni Żuławami – a właściwie, zauroczeni nimi są ci, którzy nauczyli się dostrzegać to, co w nich specyficzne, atrakcyjne i fascynujące.

Żuławy są stworzone przez człowieka

Gdyby nie ingerencja, praca ludzkich rąk, ten region wyglądałby zupełnie inaczej, tak jak brzegi Zalewu Wiślanego w delcie Nogatu. Pisząc  o delcie Wisły, trzeba zauważyć, że dzieli się ona na ujście Przekop, ujście Martwą Wisłą (do Gdańska), Szkarpawą (do Zalewu Wiślanego) oraz deltę Nogatu, ponieważ Nogat posiada jeszcze dodatkową deltę. W tych obszarach możemy zobaczyć, jak wyglądały Żuławy przed ingerencją człowieka.

Brzeg Zalewu Wiślanego w rejonie Wyspy Nowakowskiej. Foto B. Jesionowski, 2012

Jest tam także rezerwat – Las Grądowy na obszarze pomiędzy wsiami Piekło – Pogorzała Wieś – Mątowy Małe, teren bagienny, starodrzew i obszar, przez który trudno się przemieszczać. Historycznie, po 1950 roku, jedynymi ostojami gniazdowania orła bielika były właśnie te dwa miejsca: Las Grądowy i niewielka wysepka leżąca we wspomnianej delcie Nogatu leżąca niedaleko stacji pomp (odwodnieniowych) Osłonka. Wyspa ta to fragment bagiennego lądu porośnięty starodrzewiem dębowo-jesionowo-olchowym dostępnym jedynie zimą. W tych dwu obszarach gniazdują nieprzerwanie od wieków bieliki. 

Dla osoby stojącej na skraju tej krainy wydaje się ona nieatrakcyjna turystycznie, nudna. Jednak gdy wejdzie się w jej głąb, zboczy z głównej drogi – ona „zaprosi” takiego człowieka, pokaże swoje bogactwo. Przyrodnicze, widokowe, kulturowe. Tak  jest dzisiaj z postrzeganiem tych wartości. Osoba jadąca trasą S7, Gdańsk-Warszawa, widzi jedynie płaski teren, na którym rosną kępy drzew – przy drogach, przy rowach, wierzby. I wtedy zadaje sobie pytanie: co w tym jest fajnego, co atrakcyjnego? A właśnie to! Ten obszar został stworzony przez człowieka, który odcisnął na nim swoje piętno: z bagien stworzył pola uprawne, „ułożył” ziemię pod własne potrzeby, nadał jej „nowe funkcje”. Założył wsie, zbudował domy zabezpieczone przed powodziami. Za tym wszystkim szła również sztuka. Człowiek, który przez długi czas funkcjonował jedynie jako konsument, zaczął tworzyć – i stworzył coś, czego nie znajdziemy nigdzie indziej. Wyjątkową architekturę mieszkalną, gospodarczą, sakralną. Wyjątkowe przestrzenie urbanistyczne, wyjątkowe kompozycje krajobrazowe.

Tak jak i żuławskie domy podcieniowe. Są drewniane, posiadają drewnianą konstrukcję szkieletową szczytów budynków, której pola wypełnione są dekoracyjną układanką z tzw. cegły holenderki. Były często kojarzone z potomkami menonickich emigrantów z Niderlandów, którzy stanowili znaczną część ludności na Żuławach i Dolinie Wisły. Ale nie ten typ domów przynieśli na Żuławy menonici. Dla ich – przyniesionej z Niederladów tradycji – charakterystyczny jest dom wzdłużny, gdzie pod jednym dachem znajduje się dom, obora i stodoła. To element Żuław najczęściej dzisiaj spotykany. 

Mało wiadomo o domach chłopów na Żuławach 

Widok ogólny wsi Dzierzgonka. Widokówka z około 1910 roku. Ze zbiorów B. Jesionowskiego

Chałupa chłopa na Żuławach to dwór – niemalże pałac, jeśli patrzeć według kategorii przypisywanych takim budowlom na Kresach Wschodnich, Mazowszu czy w Małopolsce. Czasem wręcz miał on niższy od chałup żuławskich standard, choć był wysoki dla Mazowsza. Na Żuławach, ze względu na historyczne uwarunkowania, mówimy jednak o chałupie chłopskiej.

To właśnie fascynuje w tym regionie. Człowiek kolonizował te ziemie już od średniowiecza – wcześniej istniało tu osadnictwo rozproszone, zbieractwo i myślistwo. W XIII wieku, jeszcze przed panowaniem Krzyżaków, Cystersi otrzymali tu dobra ziemskie. Historia Żuław jest wyjątkowo długa. Największy rozwój osadnictwa przypada na wieki XIV, i XVII. 

Wystarczy spojrzeć na ówczesne warunki mieszkaniowe – domy, zarówno drewniane, jak i murowane, budowane w XVII czy XVIII wieku, dostosowywano do ówczesnych standardów życia. Było w nich zimno. Świadczą o tym nawet dzieła malarstwa – polskiego, niemieckiego, holenderskiego czy włoskiego – na nich to postacie we wnętrzach ukazane są w grubych ubraniach. Dlaczego? Bo w domach panował chłód. Nasz organizm wymaga określonych warunków temperaturowych i wilgotnościowych. Gdy ich brakuje, musimy zakładać więcej warstw odzieży – tak było w tych dawnych domach.

Dziś, jeśli ktoś przyzwyczajony do temperatury 20–25 stopni – typowej dla nowoczesnych mieszkań – i trafi do starego budynku, poczuje przenikliwy chłód. Zwłaszcza gdy wiatr wpada przez nieszczelne okna, mimo zamkniętych okiennic. Takie budynki, po dziesięcioleciach lub nawet dwóch stuleciach użytkowania, są wyeksploatowane, „zużyte”.

Po wojnie, od 1945 roku, na Żuławy przybyli ludzie, którzy często nie potrafili należycie zadbać o odziedziczone majątki. Myśleli raczej o szybkim wzbogaceniu i wyjeździe stąd niż o osiedleniu się na stałe. Eksploatowali ziemię i narzędzia, nie inwestując w remonty ani podnoszenie standardów domów. Powszechne było myślenie: „To nie moje. Niemcy wrócą i nam to odbiorą”.

Taka postawa doprowadziła do degradacji Żuław.

Jak zachęcić turystów do odwiedzenia Żuław?

Dziś, dla kogoś podróżującego przez te tereny pociągiem lub samochodem, krajobraz Żuław może wydawać się surowy – piękny, ale nieprzyjazny. Jesienią, nawet dobrze utrzymane drogi są pokryte błotem. To efekt pracy rolników, którzy ciężkim sprzętem wywożą z pól plony – pszenicę i buraki cukrowe. Po transporcie pszenicy droga pozostaje czysta, ale buraki, zbierane jesienią, muszą zostać natychmiast przetransportowane. Maszyny wyjeżdżają z pól z grubą warstwą błota na kołach i podwoziach, nie ma czasu na jego usuwanie. Ono zostaje na jezdniach.

Lecące dzikie gęsi. Foto B. Jesionowski, 2014

Ten jesienny i wczesno-wiosenny krajobraz, pełen błota i wody na drogach,  rodzi pytanie: jak zachęcić turystów? Co w Żuławach fascynuje? Odpowiedź tkwi w wyjątkowym połączeniu naturalnego piękna, dzikiej przyrody i ukrytych zabytków. A tego nikt nie jest w stanie zauważyć pędząc S-7 swoim autem. Konieczne jest „zaproszenie” tego człowieka do zjechania z drogi szybkiego ruchu. By to się stało – trzeba mu zaoferować coś wyjątkowego, coś – czego gdzie indziej nie dostanie. Podstawową wartością są właśnie te walory przyrodnicze, historyczne, krajobrazowe, o których wspomniałem. Ale by ów „podróżnik” zechciał je skonsumować musi otrzymać jeszcze inne „bonusy” – ciekawy nocleg, smaczne jedzenie, rozrywki gdzie indziej nie oferowane – np. rejs łodzią po „Pętli Żuławskiej” czy obserwowanie orłów młodych bielików uczących się polowania. A to Żuławy już oferują.

Wspominałem już: ktoś, kto patrzy z daleka na kępy drzew, nad którymi czasem unosi się dym, może nie wiedzieć, że kiedyś to dymy z pieców świadczyły o życiu w tych miejscach. Ktoś tam mieszka – ale w jakich warunkach? Prawdziwe piękno Żuław odkrywa się dopiero wtedy, gdy wejdzie się głębiej – w tę ziemię, w to błoto, w historię ukrytą pod warstwą codzienności.

O nadziei i powrocie sumów i jesiotrów

Aby gospodarka była dzisiaj efektywna i przynosiła zyski, musi funkcjonować zgodnie z założeniami ekonomicznymi. Ekonomista nie patrzy na to, aby coś włożyć, lecz aby jak najwięcej wyciągnąć. Inwestycje w sprzęt, maszyny, nawozy i nasiona są konieczne, aby uzyskać maksymalną masę produkcji i korzyści finansowe.

Kolejowy most obrotowy w Rybinie na Szkarpawie. Fot. B. Jesionowski, 2022

Obie te sprzeczności – naturalny krajobraz i przetworzony, gospodarczy – tworzą dzisiaj niezwykłe środowisko. Wyobraźmy sobie: mieszkam w mieście, w Malborku, a w ciągu 15 minut mogę być na Żuławach, siedzieć w krzakach i obserwować mnóstwo ptaków, których nigdzie indziej nie zobaczę. Patrzę na Nogat i widzę życie – życie zwierzyny, które tam się toczy. Był czas, gdy Nogat był niemal martwą rzeką, pozbawioną życia wskutek działalności rolniczej. Środki ochrony roślin i nawozy, a przede wszystkim przenawożenie pól – gdy nadmiar nawozów, niewchłonięty przez rośliny, spływał wraz z deszczem do rzeki – doprowadziły do katastrofy. Nogat stał się tak żyzną rzeką, że masowe ilości roślinności powodowały niedotlenienie wody, przez co ryby zaczęły obumierać.

A teraz – ryby są. Jak to się stało, że rzeka się uratowała? Otóż intensywność rolnictwa zmniejszyła się dzięki regulacjom narzuconym odgórnie. Rolnictwo, rządząc się zasadami ekonomii, dąży do uzyskania jak najwyższych plonów przy minimalnych kosztach. Dawniej rolnik wysypywał nawozy bez umiaru, nie przestrzegając norm. Na przykład przy uprawie rzepaku – rolnik sypał za dużo, co powodowało problemy. Dziś technologia umożliwia punktowe nawożenie – w ilościach wyliczonych na każdy metr kwadratowy upraw. To samo dotyczy środków ochrony roślin i siania tych roślin.

Kiedyś buraki wysiewano siewnikiem ciągniętym przez konie lub ciągnik, a ludzie musieli ręcznie przerzedzać rzędy, wyrywając zbyt gęsto rosnące rośliny. Teraz ciągnik, wyposażony w nowoczesny zestaw maszyn, sieje z precyzją – po jednym ziarenku, w technologicznie wyznaczonych odstępach, eliminując potrzebę przerzedzania i ręcznego gracowania. Oczywiście człowiek nadal pełni kluczową rolę – zarządza procesem, ale resztę wykonują maszyny. Ciągnik, wspierany systemem GPS, sam wyznacza trasy i dba o efektywność pracy.

Wielka pompownia wód z polderów w Osłonce. Foto B. Jesionowski 2014

To właśnie jest odpowiedź, dlaczego zmniejszyła się ilość zanieczyszczeń nawozowych w wodzie, dlaczego w Nogacie żyją dziś potężne sumy i dlaczego powróciły jesiotry.

Podczas remontu jednej ze śluz widziałem jesiotra wyciągniętego ze zbiornika. Żył tam, polując na ryby przy otwieraniu śluzy, gdy nurt wpuszczał nowe ławice. Nie zmieniał miejsca – miał wszystko, czego potrzebował, a jego wielkość sięgała około półtora metra.

To tłumaczy, dlaczego czystość wody się poprawiła. Dziś w Nogacie i przybrzeżnych jeziorkach żyją bobry, a na brzegach pojawiły się rośliny, których nie widywano tu od lat 60. i 70., gdy woda była zbyt żyzna. Wraz ze spadkiem żyzności i poprawą natlenienia wody powróciły gatunki roślin charakterystyczne dla XIX-wiecznego krajobrazu tego regionu. To bardzo optymistyczny sygnał.

 

 

 

 

 

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

dwa × 2 =