Jednym z głośnych wydarzeń minionych dni było wystąpienie dwóch znanych postaci show-biznesu – piosenkarki Doroty Dody Rabczewskiej i celebrytki Małgorzaty Rozenek-Majdan – na posiedzeniu sejmowej komisji ds. zwierząt, podczas którego odnosiły się między innymi do spraw warunków bytowania psów w schroniskach. Już samo wystąpienie ich razem (prywatnie są ze sobą skonfliktowane) było sensacją, ale do opinii publicznej przebiło się mocne wystąpienie tej pierwszej, której padały nawet takie słowa: chciałoby się powiedzieć, że schodzicie na psy, ale szkoda obrażać psy.
Rozpętała się burza, kolejna zresztą – po ujawnieniu przez Dodę kilka dni wcześniej skandalicznych warunków przebywania psów w jednym ze schronisk i ujawnieniu nieprawidłowości finansowych. Dyskusja trwa właściwie do dziś i cały czas jest popularnym wiralem w socialmediach, więc pominę streszczanie sprawy.
W całej tej medialnej wrzawie jeden głos brzmi niezwykle. To znana pisarka, Magdalena Parys, napisała na swoim Facebooku: Doda, przemawiając w Sejmie podczas posiedzenia nadzwyczajnej komisji poświęconej ochronie praw zwierząt, uświadomiła mi jedną rzecz: do ludzi przemocowych nie da się mówić językiem grzeczności. Oni go nie rozumieją.
Stanęła naprzeciw tych, którzy na co dzień atakują, szydzą, poniżają i lekceważą innych. Nie łagodziła tonu. Nie zabiegała o sympatię. Uderzyła wprost, ostro, dobitnie, pokazując zobojętniałym politykom to, co w nich najbardziej barbarzyńskie: obojętność, cynizm i szyderę. Zrobiła coś jeszcze. Pokazała, że bycie bezrefleksyjnym, pozbawionym współczucia wobec zamarzających zwierząt i wobec cudzej niedoli jest po prostu obciachowe. Nie „kontrowersyjne”. Tylko obciachowe. Nazwała rzeczy po imieniu. Odebrała obojętności i bezprawiu pozór normalności.
Pisarka napisała więcej – warto przeczytać cały jej tekst – ale cytuję powyższy fragment, bo odniosła się do sedna debaty o sprawach publicznych w Polsce. Wrażliwość kontra cynizm, grzeczność kontra chamstwo, uważność kontra bezrefleksyjność, łagodność kontra agresja.
Ileż razy pisałem w Zielonym Pokoju o wrażliwości, uważności i pokorze, ileż razy pisałem o tym, że wszystkie te wartości dobrej debaty napotykają na chamskich polityków, chciwych przedstawicieli biznesu i bezrozumnych klakierów? Magdalena Parys uświadomiła mi, że mimo wielu zabiegów wspaniałych ludzi podejmujących niekiedy społeczny wysiłek na rzecz dobra wspólnego – ochrony przyrody i zwierząt, ale i budowy wspólnych przestrzeni rekreacji i wypoczynku, aktywizacji kulturalnej i społecznej wymiarze lokalnym – niewrażliwa narracja, wręcz buta, cwaniaków z jakąkolwiek władzą zaczyna dominować w sferze publicznej.
I wyjątkowo nie mam prostych recept na to, jak temu zaradzić. Mam świadomość, że to wszystko, co wcześniej pisałem o wrażliwości, dobrej debacie i pokorze, ginie (może zginąć) w konfrontacji z przemocą, agresją, bezprawiem, szyderstwem i bezmyślnością.
Ale czy jesteśmy na straconych pozycjach, bez szans na wygraną? A może Doda i Rozenek pokazały, że jest jednak szansa na zmianę myślenia? Jasne, one są znane i im łatwiej skupić uwagę na sobie i na tym, co mówią, ale też będąc znanymi także narażają się na szydercę, krytykę, nienawiść i pomówienia. Zresztą „debata” w socialach po ich wystąpieniach nie pozostawia złudzeń – także zostały obrzucone najgorszymi inwektywami. Taka nienawiść boli zawsze tak samo: czy jest się znanym, lubianym, nieznanym, bogatym czy biednym. Nienawiść zawsze rani tak samo, uderza tak samo i czyni w psychice wrażliwych takie samo spustoszenie. A zakładam, że występując w sprawach psów mają (jednak) jakąś sporą wrażliwość.
Tym wszystkim, którzy uważają, że sprawa psów to żaden problem, albo to „problem wydumany”, proponuję, by w ich miejsce, w miejsce sprawy schronisk, trzymania zwierząt na łańcuchach wstawili jakąkolwiek inną sprawę: ochrony jeziora, rzeki, zanieczyszczenia pobliskiego lasu toksycznymi odpadami, czy jakąkolwiek inną, na której im zależy. Za każdym razem ci, którzy podjęli jakikolwiek starania na rzecz poprawy sytuacji zostaną zaatakowani, zelżeni i upodleni. Ale za każdym razem mogą liczyć na zrozumienie, akceptację i poparcie. Nawet, jeśli na początku będzie ich niewielu.
Czy to nie nauka odwagi do tego, by mimo niesprzyjających okoliczności stawać w obronie słabszych, zapomnianych i lekceważonych (psów, jezior, ptaków itp.)? Czy to nie przykład nauki tego, że mówienie prawdy pod adresem zakłamanych jest jednak bardziej skuteczne niż nie mówienie? Że aktywność zawsze jest skuteczniejsza niż nic nierobienie?
Magdalena Parys pisze też tak: I może właśnie w takich momentach [młodzi ludzie – przypis. KM] uczą się, że odpowiedzialność zaczyna się tam, gdzie ktoś ma odwagę wziąć ją na siebie. Warto być odważnym. Warto być odpowiedzialnym.
Wniosków z lekcji jest kilka. Pierwszym to ten, że każdy z nas ponosi odpowiedzialność nie tylko za czyny, ale i za słowa, które też potrafią ranić, a nienawistne nie budują niczego. Drugim jest ten, że stanięcie publicznie wobec tłumu nawet nie nienawistnego, ale tłumu zobojętniałego, jest odwagą, która może być katalizatorem większej zmiany.
Kolejnymi wnioskami – nieco strategicznymi – jest to, że nie stworzyliśmy w Polsce przestrzeni, w której w ogóle da się mówić odpowiedzialnie — bez przemocy i bez cynizmu; i równocześnie, że parlament przestał być taką przestrzenią. I to, że coraz bardziej żyjemy w kulturze, w której każda forma mówienia – łagodna czy ostra – zostaje natychmiast sprowadzona do wojny plemiennej.
Są więc obszary poważnego wyzwania dla ekologii, dla ekologii integralnej: poza realnym działaniem na rzecz środowiska, przyrody, ekologia integralna może – a ostatnio coraz bardziej musi – być obszarem kształtowania normalnych dyskusji, na argumenty.
Doda nauczyła nas jeszcze jednego: że cwaniaki i bezczelni są silni w grupie, w samotnej konfrontacji z prawdą – przegrywają. Warto i o tym pamiętać.
fot. tytułowa: Instagram | queendoda





