Uchwycenie piękna natury wymaga nie tylko talentu, lecz także wyjątkowej cierpliwości – zwłaszcza w czasach PRL, gdy zdobycie sprzętu fotograficznego było nie lada wyzwaniem. Druh, Zorka i Praktica to nazwy, które wywołują wspomnienia u tych, którzy doświadczyli tamtej rzeczywistości, a jednocześnie budzą ciekawość młodszych pokoleń. O trudach pracy fotografa, codziennych kombinacjach i niezapomnianych chwilach rozmawiamy z Janem Misztalem – fotografem pasjonatem, który stworzył bogate (około 19 000 klatek) archiwum pełne unikalnych obrazów przyrody.
Fotografia krajobrazowa w PRL cechowała się połączeniem dokumentalizmu z ideologiczną narracją. Popularne były naturalne pejzaże (Tatry, Bieszczady, Mazury), industrialne krajobrazy (kopalnie, huty) oraz sceny z życia wsi i folkloru. Dominowała fotografia czarno-biała, wynikająca z ograniczeń technologicznych, co sprzyjało grze światła i cienia oraz surowej estetyce. Fotografowie korzystali z dostępnych aparatów, takich jak Zorki, Kiev czy polski Druh. Działania zrzeszeń twórczych, jak ZPAF, oraz publikacje w czasopismach („Polska”, „Widnokręgi”) propagowały fotografię krajobrazową jako dokument i sztukę. Zdjęcia często miały nostalgiczny charakter, podkreślając piękno przyrody i tradycji.
Katarzyna Kamyczek: Jakie były największe wyzwania dla fotografów w okresie PRL?
Jan Misztal: W tamtych czasach podstawowym problemem był brak sprzętu i materiałów fotograficznych. Do fotografii przyrodniczej trzeba mieć dobre oprzyrządowanie, to znaczy parę dobrych teleobiektywów, statyw, maskowanie itp. Ja miałem tylko aparat ze standardowym obiektywem – na to było mnie stać. Moje pierwsze zdjęcia robiłem aparatem Druh, który dostałem od rodziców po ukończeniu szkoły podstawowej w 1960 roku. Sprzęt był bardzo ograniczony, a rolki filmów trzeba było zawieźć do Krakowa, żeby zrobić odbitki, które często okazywały się nieudane. Dopiero zakup Smieny 2 w Krakowie dał mi poczucie, że mogę robić „prawdziwe” zdjęcia. Jednak nawet później zdobywanie filmów, zwłaszcza ORWO, wymagało kombinowania, a o dobrej jakości sprzęt często trzeba było wyjechać za granicę. Pamiętam, że w 1969 roku podczas wycieczki do Berlina kupiłem aparat Praktica Super TL – to była dla mnie prawdziwa rewolucja.

Czy pamięta Pan pierwsze inspiracje do fotografowania przyrody?
W moim rodzinnym domu było dużo zdjęć. Były przechowywane w albumach i szufladach, oglądaliśmy je podczas rodzinnych spotkań i świąt. Większość z nich zrobił mój wujek Józef Gargasz. To on zaszczepił we mnie miłość do fotografii. Gdy wreszcie sam mogłem robić zdjęcia, zaczęło się od prostych tematów: rodzinnych uroczystości, krajobrazów w mojej wsi. Ale prawdziwą inspirację do fotografowania przyrody czerpałem z obserwacji natury podczas spacerów i wycieczek.

Jak wyglądały techniki pracy w terenie w tamtych czasach?
Techniki pracy w tamtych czasach były zupełnie inne niż dziś. Nie mieliśmy zaawansowanego sprzętu ani cyfrowych udogodnień. Wszystko robiło się ręcznie: od ustawień w aparacie po wywoływanie zdjęć w ciemni. W akademiku czy w domu spędzałem godziny nad chemikaliami, wywołując filmy i robiąc odbitki. Fotografowie przyrody musieli być cierpliwi i mieć doskonałe wyczucie światła, bo nie było mowy o podglądaniu efektów na ekranie.

Jakie były reakcje społeczne na fotografie przyrodnicze w PRL?
Fotografia w PRL cieszyła się uznaniem w wąskich kręgach, zwłaszcza w środowiskach naukowych i artystycznych. Prace trafiały na wystawy organizowane przez kluby fotograficzne, takie jak Krakowskie Towarzystwo Fotograficzne. Pamiętam, że mój profesor w technikum, Władysław Klimczak, organizował wystawy, na których miałem okazję prezentować swoje prace. Niestety, większość społeczeństwa traktowała fotografię przyrodniczą jako coś marginalnego – bardziej hobby niż sztukę.

Czy jest jakiś fotograf, którego szczególnie Pan cenił?
W czasach Polski Ludowej bardzo popularne były albumy Włodzimierza Puchalskiego ze świetnymi zdjęciami przyrodniczymi. Były dla mnie źródłem wiedzy i motywacji do rozwijania swojego warsztatu.

Ile liczy Pana archiwum fotograficzne?
Moje archiwum to efekt kilkudziesięciu lat pracy. Mam 34 albumy, w każdym około 500 klatek, do tego 60-kartkowy segregator z negatywami i około 250 kolorowych przeźroczy. W sumie to około 19 000 klatek. Wszystkie filmy i odbitki wykonywałem osobiście, co było dodatkowym wyzwaniem, ale dawało też ogromną satysfakcję.

Łatwo było realizować pasję do fotografii w PRL-u?
Łatwo nie było, ale chęć dokumentowania piękna natury rekompensowała wszelkie trudności. Każda podróż była dla mnie okazją do zrobienia nowych zdjęć, niezależnie od tego, czy był to krajobraz, zabytki czy zwykłe codzienne sceny. Fotografia przyrodnicza nauczyła mnie uważności i pokory wobec otaczającego świata.

Fotografie Jana Misztala. Zdjęcia w tekście pochodzą z lat 70. i 80.





