Jesiotr — pradawny mieszkaniec polskich rzek — wraca do Wisły i Odry dzięki ludziom, którzy zamiast biernie patrzeć na degradację przyrody, próbują ją naprawiać. Sebastian Staśkiewicz z fundacji Ratuj Ryby opowiada o restytucji, niezwykłych transportach ryb zza oceanu i ich znakowaniu.
Katarzyna Kamyczek: Zajmujesz się zarybianiem.
Sebastian Staśkiewicz: Wolę mówić o restytucji. To piękne słowo — oznacza naprawianie krzywd. Jako ludzie daliśmy przyrodzie w kość, a restytucja jest formą przeprosin i próbą oddania jej tego, co zabraliśmy. Zarybianie bywa konieczne, ale znacznie ważniejsze jest stworzenie zwierzętom dobrych warunków do życia. Inaczej wygląda to jak dokładanie kolejnych osobników do brudnej, śmierdzącej klatki w zoo.
Jesiotr to jeden z najstarszych mieszkańców naszych wód. W filmach na YouTube „Ratuj Ryby” mówisz o nim…
…z ogromnym szacunkiem, bo to najstarszy żyjący dziś przedstawiciel dawnej giga fauny. Pływał już 200 milionów lat temu — wcześniej niż dinozaury. I co najciekawsze: przez te wszystkie epoki prawie się nie zmienił.
Ewolucja innych gatunków działała jak ciągłe poprawki i aktualizacje, a jesiotr… po prostu trwał. Okazało się, że jego budowa i sposób życia były tak dobre, że nie potrzebował zmian.
Dlatego mówię dzieciom podczas zajęć edukacyjnych, że jego supermocą jest pozostanie sobą. Bo żeby przetrwać miliony lat w zmieniającym się świecie, trzeba być naprawdę wyjątkowym. To nie brak rozwoju — to dowód na to, że osiągnął mistrzostwo już dawno temu.
Jesiotr przypomina nam, że czasem największą siłą nie jest ciągłe ulepszanie się, lecz bycie wiernym temu, kim jesteśmy, jeśli to działa i ma sens. To piękna lekcja z natury — także dla nas.
Jak to się stało, że mógł wrócić do naszych rzek?
Wisła była kiedyś najlepszą rzeką w Europie, jeśli chodzi o jesiotra. Bałtyk również nimi słynął. Niestety — przetrzebiliśmy je niemal całkowicie. Dziś działa program HELCOM, międzynarodowy program restytucji. Okazało się, że w dwóch rzekach w USA wciąż żyje ten sam genotyp, który kiedyś pływał w Wiśle.
Niemcy jako pierwsi mieli środki, by zorganizować przewóz dorosłych jesiotrów do Europy. Zamówili dwa samoloty — zbiorniki pełne wody, dorosłe ryby na pokładzie. To był pierwszy taki transport w historii. Dorosłe osobniki były konieczne, bo jesiotr dojrzewa dopiero po około 15 latach.
My w Polsce nie mieliśmy środków na taki lot, więc sprowadziliśmy… ikrę z Kanady. Naukowcy z Instytutu Rybactwa Śródlądowego w Olsztynie dokonali rzeczy niezwykłej: odchowali te ryby do dojrzałości płciowej. Karmili je sześć razy dziennie, przez kilkanaście lat. Jesteśmy jedynym krajem na świecie, któremu się to udało. Dziś ta linia jesiotrów rozmnaża się już u nas.
Niektórym rybom, które wracają, zakładacie nadajniki do śledzenia.
Są różne rodzaje nadajników — akustyczne, radiowe, implantowane pod skórę. Te, których my używaliśmy, wielkości małego palca, wszczepia się pod mięsień. Brzmi dramatycznie, ale zabieg wykonywany jest bardzo delikatnie. To bezpieczne dla ryby — ma móc normalnie żyć.
Polecam film na naszym kanale na YouTube o telemetrii, bo to fascynujący temat.
Poza nadajnikiem mają jeszcze jakieś oznaczenie?
Tak, każda ryba ma dodatkowo tabliczkę z numerem. Jest zawieszona na elastycznym systemie przy płetwie, tak aby nie przeszkadzała w pływaniu. To bardzo ważny element, bo jeśli ktoś złowi tak oznaczoną rybę, powinien ją natychmiast wypuścić, ale wcześniej — szybko i bezpiecznie — warto ją zmierzyć i zgłosić numer tabliczki wraz z lokalizacją do Instytutu Rybactwa Śródlądowego albo do „Ratuj Ryby”.
Co dalej dzieje się z taką informacją?
Przekazujemy ją naukowcom, z którymi na bieżąco współpracujemy. Sam fakt, że ryba została złapana, oznacza już bardzo dużo: że żyje, rośnie i radzi sobie w środowisku.
Tylko po numerze jesteście w stanie coś ustalić?
Tak. Numer wystarczy, by odtworzyć historię ryby. Wiemy, skąd pochodzi, kiedy została wypuszczona, jakie wcześniej miała pomiary. Nie zawsze od razu wiadomo, czy miała też nadajnik — do tego potrzebny jest specjalny detektor — ale nawet jeśli nadajnik dawno się wyczerpał (zwykle działają około dwóch lat), sama tabliczka daje nam ogrom wiedzy.
Jakie nadajniki stosuje się u jesiotrów?
Różne — zależnie od wielkości ryby i celu badania. Dużym jesiotrom zakłada się nawet większe nadajniki. Jeden z takich osobników, który przyleciał do Europy z Ameryki Północnej, został testowo wypuszczony, by sprawdzić, czy wróci do rzek. I wrócił — do Odry. Mówimy tu o rybie w wieku około 20–30 lat.
Czy zdarzają się przypadki łamania prawa? Była głośna historia tragicznego jesiotra.
Niestety, tak. Jeden z dużych jesiotrów — ten, który przyleciał wspomnianym transportem lotniczym, miał 20–30 lat i wracał na tarło do Odry — został złowiony przez wędkarzy i… powieszony na huśtawce (spławiku) do zdjęcia. Miał dwa duże nadajniki, wszystko było jasne. To ryba chroniona międzynarodowo. Kary powinny być ostre, ale do dziś nie wiem, czy ta sprawa została doprowadzona do końca.

Masz swoje ulubione ryby, które śledziłeś?
Tak — Madzię i Błyska. To były jesiotry „adoptowane” w ramach naszej akcji, w której ludzie symbolicznie obejmowali opiekę nad konkretną rybą: nadawali jej imię, dostawali informacje o jej historii i mogli później śledzić jej wędrówkę dzięki oznaczeniom i telemetrii.
Nadajniki działały około dwóch lat i w tym czasie mieliśmy z nimi regularny kontakt. Ich historie szczególnie zapadły mi w pamięć. Jedna z ryb zarejestrowała się koło Rogalina, przy słynnych dębach. Druga — dokładnie w okolicy miejscowości, z której pochodziła jej adopcyjna „opiekunka”.
Szukaliśmy jej przez wiele kilometrów, aż w końcu ustawiliśmy specjalny odbiornik przy ujściu Wełny. I tam wreszcie się zarejestrowała.
Ryby faktycznie odnajdują „swoją” rzekę?
Tak. Pamiętają jej zapach, ale też — co zadziwiające — pole magnetyczne danego miejsca. Podobnie jak łososie. To niezwykły zmysł. My dopiero uczymy się rozumieć świat, który dla nich jest oczywisty.
Jesz ryby? Którą lubisz najbardziej? To pytanie zabrzmiało dość dwuznacznie.
Sandacza. Fascynuje mnie jako gatunek, ale też… lubię go jeść. Wiem, że brzmi to jak hipokryzja, ale patrzę na to biologicznie: jesteśmy w naturalnym łańcuchu pokarmowym. Staram się tylko, by było to mądre i zrównoważone korzystanie z natury.
Co jeszcze trafia na twój talerz?
Po łososia hodowlanego nie sięgam. Jem sandacza, miętusa, sielawę i nasze rodzime pstrągi. Mówiąc „nasze”, mam na myśli ryby kupowane bezpośrednio w gospodarstwach, nie w marketach. Można je zamówić nawet przez internet i dostać w lodzie naprawdę świeżą rybę, a także świetne przetwory czy ikrę — jedną z najlepszych, jakie można dostać.
Po co sprowadzać ją z drugiego końca świata, skoro mamy tu produkt bez konserwantów, który realnie wpływa na poprawę zdrowia? W sklepach ryb praktycznie nie kupuję. Gdybym jednak musiał, mam świadomość, że taka ryba ma zwykle trzy dni — co i tak jest niezłym wynikiem.
Ryby są niezwykle wartościowe: mają składniki, których nie znajdziemy w innych mięsach — witaminy A, D, E, nienasycone kwasy omega-3 i selen.
Dlaczego warto pomagać wodzie? Po co to wszystko robisz od ponad 10 lat?
Woda jest zapomnianym ekosystemem. Wszyscy chcemy z niej korzystać, ale mało kto czuje się odpowiedzialny za jej stan. Ludzie szybko zapominają o tragediach — jak zatrucie Odry. Złość mija. A mnie zależy, żeby nie mijała, tylko zamieniała się w działanie.
Ile ryb udało się przywrócić?
Łącznie kilka milionów. Tylko do Warty po zatruciu — około miliona. To była decyzja podjęta z emocji i z poczucia obowiązku.
Sebastian Staśkiewicz – Fundacja Ratuj Ryby. Fundator i organizator działań. Edukator z misją „By ryby nie kojarzyły się im tylko z paluszkiem rybnym”. Od ponad 10 lat zajmuje się m.in. pod Naukowym Patronatem Instytutu Rybactwa Śródlądowego – edukuje w szkołach, w terenie, podczas imprez dla dzieci. Powadzi edukacyjne EKO REJSY po wodach śródlądowych oraz po morzu. Dla dzieci, rodzin, indywidualne. Organizuje około 100 ekologicznych działań w roku. W sumie ponad 900 działań w Polsce. Prowadzi kanał na YouTube Ratuj Ryby ( Edukacja, Ekologia, Dzika Przyroda). Działania można wspierać na Patronite – Ratuj Ryby lub bezpośrednio na konto fundacji.
Fot. w tekście: https://unsplash.com/@hubatxz





