Jak nadać refleksji na ważny społecznie temat masową siłę rażenia? Napisanie chwytliwej piosenki to – od czasów Elvisa i Beatlesów – jedna z najlepszych recept. Ekologia nie jest wyjątkiem, a historia zaangażowanych klimatycznie przebojów sięga co najmniej 55 lat.
Choć młodzieżowe hymny lata miłości 1968 roku związane były głównie z wyzwoleniem obyczajowym, to właśnie wtedy należy szukać pierwszych ważnych elementów ekologicznej playlisty 10 przykładów na piosenkowy aktywizm ekologiczny.
Joni Mitchell „Big Yellow Taxi”
Choć tytuł sugeruje Nowy Jork jako miejsce akcji, to piosenka Joni Mitchell pod tym tytułem ma rodowód hawajski. Jedna z najwybitniejszych autorek wszech czasów wybrała się wtedy na Hawaje i mogła naocznie przekonać się, że model masowej turystyki wymaga paradoksalnej ofiary z największego bogactwa wyspy: zachwycającej przyrody. They paved paradise and put up a parking lot with a pink hotel, a boutique and a swinging hot spot („Zabetonowali raj i zrobili parking, z różowym hotelem, butikami i modnymi klubami”), śpiewa Mitchell do wesołkowatej melodii z radośnie pohukującym chórkiem, milknącym w potężnym (choć zaśpiewanym delikatnym głosem) refrenie sformułowanym w formie pytania: Don’t it always seem to go, that you don’t know what you’ve got till it’s gone („Czy nie wydaje się, że zawsze doceniamy coś dopiero, gdy to zniknie?”).
Marvin Gaye „Mercy Mercy Me (The Ecology)”
Gdy „Big Yellow Taxi” ukazała się w 1970 roku, ówczesny gwiazdor muzyki soul Marvin Gaye (którego popularność w latach 70. można porównać tylko do Michaela Jacksona, Madonny czy dziś Taylor Swift) przygotowywał się do wydania swojego – jak się miało okazać – najważniejszego dzieła. Skala zaskoczenia publiczności albumem „What’s Going On” nie ma skali porównawczej – zamiast nagrać kolejną wysokonakładową składankę piosenek romantycznych, soulowych piosenek Gaye zaskoczył kunsztowną muzycznie suitą, złożoną z piosenek poruszających najważniejsze problemy Ameryki i świata: rasizm, biedę czy rosnące nierówności społeczne. Wielowątkowa skarga adresowana do możnych tego świata nie pomijała tematu degradacji natury w piosence “Mercy Mercy Me (The Ecology)”. Oil wasted on the ocean and upon our seas, fish full of mercury („Ropa wylewana do oceanów i mórz, ryby pełne rtęci”) czy Radiation under ground and in the sky, animals and birds who live nearby are dying („Promieniowanie pod ziemią i na niebie, umierają zwierzęta i ptaki, które żyją w pobliżu”), łkał Gaye, na dobre wprowadzając refleksję klimatyczną do kanonu tematów nie tylko amerykańskich protest-songów. Gorzkie słowa opakował jednak w tak przystępną i melodyjną formę, że album „What’s Going On” stał się rzadkim przykładem sukcesu artystycznego i komercyjnego, a także jedną z najważniejszych płyt w historii muzyki popularnej.
Neil Young „After the Gold Rush”
Neil Young, jeden z ojców chrzestnych zaangażowanego folk-rocka, już na początku lat 70. przewidział kierunek, w jakim zmierza cywilizacja. „After the Gold Rush” to opowieść o świecie po katastrofie – tytułowe „złote runo” to zarówno gorączka złota, jak i symbol przemysłowego wyzysku natury. Look at Mother Nature on the run in the 1970s („Spójrz na Matkę Naturę, która ucieka w latach 70.”) – śpiewa Young z charakterystyczną nostalgią i niepokojem.
To piosenka pełna obrazów jak z sennego koszmaru: ludzie opuszczają Ziemię na srebrnych statkach, pozostawiając ją w ruinie. Young, który przez dekady nagrał wiele protest songów, przewidział tu wszystko: niekontrolowany postęp, ignorowanie sygnałów ostrzegawczych, alienację człowieka od natury. „After the Gold Rush” to klasyk, który brzmi jak proroctwo – z tą różnicą, że wciąż mamy szansę, by nie dopuścić do jego spełnienia.
Michael Jackson „Earth Song”
Na tle wcześniejszych przebojów Michaela Jacksona, „Earth Song” z 1995 roku wyróżnia się żarliwością i całym arsenałem teatralnych gestów, które zapewnią teledyskowi wieczną młodość dzięki… memom. Technika wizualna poszła przez 30 lat do przodu i trudno ukryć rozbawienie na widok „rozpaczliwie” trzymającego się gałęzi gwiazdora, opierającego się wiatrowi ze studyjnych dmuchaw. Z drugiej strony mocne wrażenie robiły i robią nadal dokumentalne wstawki obrazujące pustoszenie lasów, wojnę, zabijanie zwierząt i rozjeżdżanie pól uprawnych.
Może zatem lepiej „Earth Song” posłuchać. Kompozycja jest monumentalna, prowadzona przez dramatyczne zmiany dynamiki. What about sunrise, what about rain? What about all the things that you said we were to gain? („A co ze wschodem słońca, a co z deszczem? A co ze wszystkimi rzeczami, które mówiłeś, że osiągniemy?”) –przemawia Jackson w imieniu planety zdradzonej przez ludzkie obietnice. „Earth Song” nie stał się hitem w USA (tamtejsze stacje radiowe uznały go za utwór zbyt zaangażowany), ale w Europie podbił listy przebojów. Niestety, była to już schyłkowa era ikony popu – gdyby „Earth Song” ukazał się dekadę wcześniej, Jackson mógłby stać się o wiele skuteczniejszym rzecznikiem praw planety.
Midnight Oil „Beds Are Burning”
W przypadku australijskiej grupy aktywizm ekologiczny jest absolutnym sensem jej istnienia – zamiast „Beds Are Burning” można wskazać wiele innych, równie zaangażowanych piosenek, np. o podnoszącym się poziomie mórz „Rising Seas”, zanieczyszczeniu wód („River Runs Red”) czy walce o zachowanie dzikiej przyrody („Bullroarer”). Żadna z nich jednak nie stała się masowym, globalnym hitem.
„Beds Are Burning” nie tylko przypomina o zmianach klimatycznych, ale przede wszystkim o niesprawiedliwości kolonializmu i degradacji ziem rdzennych mieszkańców Australii. How can we dance when our earth is turning? How do we sleep while our beds are burning? („Jak możemy tańczyć, gdy nasza ziemia się obraca? Jak możemy spać, gdy nasze łóżka płoną?”) – śpiewa wokalista Peter Garrett z pasją, która wykracza poza estetykę muzyki rockowej. Utwór wzywa do oddania ziem Aborygenom, ale zarazem – w swojej metaforyce – ostrzega przed utratą planety.
Midnight Oil byli jednym z niewielu zespołów rockowych, dla których działalność ekologiczna nie była jedynie dodatkiem do kariery. Najlepszy dowód to fakt, że Garrett, lider zespołu, porzucił muzykę na rzecz polityki, pełniąc w latach 2007–2010 funkcję ministra środowiska Australii.
Anohni „4 Degrees”
Tę piosenkę poznaniacy mieli okazję usłyszeć niedawno na żywo, podczas koncertu w Parku J.H. Dąbrowskiego, wieńczącego festiwal Malta w 2024 roku. Anohni (wcześniej występująca jako Antony) znana była głównie z wzniosłych eterycznych ballad, eksplorujących przeżycia wewnętrzne. Jako Anohni zaczęła tworzyć utwory o wiele bardziej bezpośrednie i bezkompromisowe. „4 Degrees” to piosenka oparta na pulsującym elektronicznym rytmie, a jej interpretacja to popis zjadliwej, gorzkiej ironii, z jaką artystka która cynicznie akceptuje nadchodzącą katastrofę. I wanna see this world, I wanna see it boil / It’s only 4 degrees („Chcę zobaczyć ten świat, chcę zobaczyć jak się gotuje / To tylko 4 stopnie”) – śpiewa lodowatym głosem.
Tytułowe cztery stopnie to oczywiście nawiązanie do przewidywanych skutków globalnego ocieplenia. Anohni, korzystając z formy muzycznego performance’u, oskarża bierność rządów, korporacji i zwykłych ludzi, ale także samą siebie. I have grown tired of grieving / I am not a mother („Zmęczyłam się żałobą / Nie jestem matką”) – śpiewa, kwestionując mechanizmy wyparcia. Przejmująca, potężna pieśń.
Lil Dicky „Earth”
Utwór, który łączy popkulturową lekkość z poważnym apelem o ratowanie Ziemi. Lil Dicky wykorzystuje swoją sławę rapera, komika i aktora, by mówić o zmianach klimatycznych, zanieczyszczeniu i potrzebie globalnej odpowiedzialności – czyniąc to w sposób, przyciągając uwagę masowej publiczności całym legionem gwiazd zaangażowanych w wykonanie piosenki.
Pełna lista zajęłaby zbyt wiele miejsca – niech wystarczy, że Justin Bieber odśpiewuje rolę małpy, Ariana Grande – zebry, raper Wiz Khalifa – skunksa, a Snoop Dogg oczywiście roślinę (marihuany). Wszystkie postacie zabierają głos w wiadomej sprawie z dużym dystansem, ale mimo żartobliwego tonu, piosenka zawiera krytykę braku działań politycznych i społecznych w obliczu katastrofy klimatycznej. W końcowej części utworu pojawia się poważniejszy monolog, który podkreśla wagę problemu i nawołuje do realnych działań.
Billie Eilish „All the Good Girls Go to Hell”
W świecie łatwych refrenów Billie Eilish od początku proponowała coś innego. Jej „All the Good Girls Go to Hell” to utwór, który za gotycką, demoniczną estetyką, skrywa bardzo konkretne ostrzeżenie przed klimatycznym kataklizmem. Man is such a fool, why are we saving him? („Człowiek to taki głupiec, czemu mamy go ratować?”) – pyta Eilish w refrenie, prowokując i konfrontując słuchacza z niewygodną prawdą.
W teledysku artystka, zamieniona w upadłego anioła, błąka się po piekielnym krajobrazie zanieczyszczonej ziemi, płonących lasów i sączącej się z ziemi ropy. To mocna metafora współczesnej apokalipsy, której nie trzeba już wymyślać – wystarczy się rozejrzeć. Billie Eilish, będąca głosem pokolenia Gen Z, udowadnia, że pop może być nie tylko estetyczny, ale i polityczny. I że nie potrzeba patosu, by przemówić w sprawie Ziemi.
The 1975 (ft. Greta Thunberg) „The 1975”
Zaczyna się od ciszy. Potem – głos aktywistki Grety Thunberg, która recytuje swój słynny apel: We have to acknowledge that the older generations have failed. All political movements in their current form have failed. But Homo sapiens have not yet failed („Musimy przyznać, że starsze pokolenia zawiodły. Wszystkie obecne ruchy polityczne zawiodły. Ale Homo sapiens jeszcze nie zawiedli”).
To nie jest piosenka w tradycyjnym sensie – to muzyczny manifest. The 1975, zespół znany z ironicznego podejścia do konwencji popu i rocka, w tym utworze rezygnuje z wokali i melodii. Tworzy przestrzeń dla słów Thunberg, wspartych ambientową muzyką, która działa niczym tło dla kazania, Now is the time to speak clearly. Solving the climate crisis is the greatest and most complex challenge that Homo sapiens have ever faced („Teraz jest czas, aby mówić jasno. Rozwiązanie kryzysu klimatycznego jest największym i najbardziej złożonym wyzwaniem, przed jakim kiedykolwiek stanął Homo sapiens”) – recytuje Thunberg. Zamiast kolejnego protest songu dostajemy muzyczną formę świadectwa.
Nath, Expo 2000 „Na martwej planecie nie ma hajsu i dragów ani rozbieranych tańców”
Tu już nie ma ironii Joni Mitchell, aktorskiej pasji Jacksona czy szyderczego śpiewu Anohni. Jest niemal doskonała obojętność młodziutkiej polskiej wokalistki, z jaką wylicza konsekwencje drogi ludzkości ku samozagładzie. Nath obraca się w środowisku muzyki alternatywnej, flirtując z hip-hopem – efektem jest intrygująca piosenka z relaksującym, quasi jazzowym podkładem, usypiającym czujność słuchacza równie mocno jak beznamiętny ton głosu Nath.
Wystarczy jednak posłuchać tekstu (tytuł „Na martwej planecie nie ma hajsu i dragów ani rozbieranych tańców”) jest wzięty wprost z refrenu), w którym cyklicznie wybija się na pierwszy plan pytanie „Co mam ci powiedzieć?”. Tak jakby artystka słuchała wszystkich wcześniejszych piosenek i zdała sobie sprawę, że skoro świata nie obchodzą żadne, nawet najlepiej zaśpiewane argumenty światowych gwiazd, to ona, debiutantka nie ma żadnych złudzeń, że jest kimś więcej, niż głosem wołającym – a jakże – na puszczy.
Marcin Kostaszuk
Autor był dziennikarzem muzycznym i reportażystą, obecnie jest zastępcą dyrektora Wydziału Kultury Urzędu Miasta Poznania.
Foto tytułowe: Wes Hicks | unsplash.com

Marvin Gaye „Mercy Mercy Me (The Ecology)”
Neil Young „After the Gold Rush”
Michael Jackson „Earth Song”
Midnight Oil „Beds Are Burning”
Anohni „4 Degrees”
Lil Dicky „Earth”
Billie Eilish „All the Good Girls Go to Hell”
The 1975 (ft. Greta Thunberg) „The 1975”
Nath, Expo 2000 „Na martwej planecie nie ma hajsu i dragów ani rozbieranych tańców” 



