Dla wielu to jedno i to samo — jak marchewka z groszkiem. W jednym słoiku, pod jedną etykietą. A przecież to dwie różne krainy, z inną historią, innym doświadczeniem i innym ciężarem pamięci.

W powszechnym odbiorze Warmia i Mazury wciąż funkcjonują jako jeden region. Administracyjna nazwa województwa i językowe uproszczenia zrobiły swoje — różnice zatarły się w zbiorowej świadomości. Dla mieszkańców Warmii to mylenie bywa frustrujące, bo nie chodzi tylko o geografię. Chodzi o to, kim się jest.

Korzenie i tożsamość nie przychodzą od razu. Do nich się dorasta. Potrzeba czasu, żeby zadać sobie pytanie: kim jestem i skąd pochodzę. A czasem potrzeba też impulsu — książki, rozmowy, czyjegoś głosu, który uruchomi pamięć. Jeśli jesteś na to gotowy albo po prostu pochodzisz z Warmii, warto sięgnąć po „Króla Warmii i Saturna” Joanny Wilengowskiej.

To niewielka książka, ale robi coś ważnego: inspiruje, utrwala pamięć o kulturze Warmiaków i uświadamia, jak niewiele o niej wiemy.

Autorka urodziła się w 1971 roku w Olsztynie i mieszka tam do dziś. Dorastała w rzeczywistości, w której kolejne pokolenia ludzi z tych ziem — niezależnie od tego, czy byli Warmiakami, Mazurami czy przyjezdnymi — nazywano po prostu Krzyżakami.

„Na wakacyjnych koloniach było to słyszalne szczególnie. Nasza grupa zawsze była krzyżacka albo pochodziliśmy »stamtąd, gdzie Krzyżacy«, »od Krzyżaków«”.

Wilengowska próbuje odpowiedzieć na pytanie, kim są Warmiacy i Warmiaczki — ci, którzy byli tu wcześniej. Dawniej. W ankietach spisowych wpisuje jako pierwszą narodowość: warmińską. Czuje się Warmjoczką. Ilu jest jej podobnych? Trochę więcej niż garstka?

Jest też język — warmijsko godka. Jak pisze autorka: „mieni się w słońcu co najmniej setką odcieni”. Jedną z anegdot zapamiętała od ojca:

„– Jak Pan Bóg dawał mowy, a dla Warmjoków zbrakło, to mózi tak: »Mówta calo gambo«. I tak to jest. Warmjok klepsie cało gambo.
– A czemu zbrakło dla Warmjoków.
– Bo sia po lasach chowali, to nie łoboczył”.

I tu naturalnie pojawia się pytanie: gdzie właściwie jest ta Warmia?

Mylenie Warmii z Mazurami nie wzięło się znikąd. Przez wieki były to dwa różne porządki, ale dziś często wrzuca się je do jednego worka. Warmia była krainą rolniczą, związaną z Kościołem i władzą biskupią. Mazury kształtowały się inaczej — wokół wody, jezior i protestanckiego osadnictwa. Różnice widać w historii, krajobrazie i pamięci.

Dzisiejsze województwo warmińsko-mazurskie obejmuje kilka dawnych krain: Warmię, Mazury, Powiśle, Żuławy i Ziemię Lubawską. W przeszłości był to obszar południowych Prus Wschodnich. Olsztyn, często nazywany stolicą Mazur, historycznie leży na Warmii i był jednym z głównych ośrodków dawnego Księstwa Warmińskiego.

Zanim powstały murowane miasta i zamki, ziemię tę zamieszkiwało pruskie plemię Warmów. Ich osady miały postać drewnianych grodów, otoczonych lasami, rzekami i jeziorami. Źródła historyczne wspominają o nazwach Wurmen lub Wormyan. Warmowie zajmowali się rolnictwem, łowiectwem i handlem bursztynem.

W XIII wieku wszystko się zmieniło. Ekspansja Zakonu Krzyżackiego doprowadziła do likwidacji dawnych struktur społecznych i religijnych oraz stopniowej asymilacji pruskiej ludności. Warmowie zniknęli — ale nazwa Warmii przetrwała. Jej etymologia do dziś nie jest jednoznaczna.

„Mikołaj Kopernik” pędzla Jana Matejko

Warmia ma też swojego wielkiego bohatera. Mikołaj Kopernik przez wiele lat był kanonikiem warmińskim. Mieszkał i pracował we Fromborku i w Olsztynie, pełniąc funkcje administracyjne i obronne. To właśnie na Warmii powstawały fragmenty „De revolutionibus orbium coelestium”.

W „Królu Warmii i Saturna” historia nie jest jednak wykładem. To opowieść złożona z puzzli — a mówiąc warmińsko: pucli. Ojciec autorki, Warmiak, staje się żywą encyklopedią.

„Warmińskie krzywdy kumulują się i skraplają w ojcu jak w alembiku – po prostu w zwykłym ludzkim garnku, w którym się gotowało przez osiemdziesiąt lat! Warziło sia i warziło, aż żale zgęstniały, że można je kroić nożem”.

Jego pamięć, a w niej zapisana Warmia to właśnie pucle. 

“Pucle, z których skradziono przynajmniej połowę kawałków. Plus cała ciemna materia rzeczy, o których ojciec nie chce mówić”.

Autorka próbuje je ostrożnie składać. To nie reportaż, lecz rodzinna opowieść, która kieruje małe latarki na skomplikowane losy Warmiaków.

„To ty z Mazur jesteś?” — to pytanie potrafi irytować. Warmia nie jest Mazurami, choć dla wielu pozostaje z nimi nierozróżnialna — jak groszek z marchewką.

Zamek w warmińskiej miejscowości Reszel

Historyczna mapa Warmii ma kształt „obucha tomahawka tnącego ostrzem mapę od Zalewu Wiślanego w dół”. Frombork, Braniewo, Pieniężno, Orneta, Lidzbark Warmiński, Bisztynek, Reszel, Biskupiec, Jeziorany, Barczewo, Olsztyn — to właśnie Warmia.

Warmiaków jest niewielu. Często noszą w sobie polsko-niemiecką tożsamość i rodzinne traumy. W książce znajduje się słowniczek, w Olsztynie można uczyć się dialektu warmińskiego, a w niedzielę podaje się kuchy — ciasto.

Ojciec autorki, niczym król, prowadzi dziś życie solisty i nie może się nadziwić zmianom świata:

„– Kiedyś to było wesoło! Dla was jeden człowiek to już gościna…”.

Idąc do sklepu, kupuje jojka, tomtay, psiwo, kruszki i pyta: „siła to bandzie kosztować?”.

 Pisarka ćwiczy mowę, ojciec „ma ją pod skórą”.

„– Nie ziam. A mosz potmonejko?
– Am zaboczuł…”.

„Król Warmii i Saturna” to opowieść rodzinna pełna warmińskich, polskich i niemieckich łączników. O odrębności, która nie jest oczywista. O pamięci, która została poszatkowana, ale wciąż żyje w języku, kuchni i codziennych gestach.

Tego chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć.

 

Joanna Wilengowska, Król Warmii i Saturna, Wyd. Czarne, 2024 r.

Cytaty pochodzą z książki 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

czternaście − osiem =