W czasie pandemii pisarka Olivia Laing wraz z chorym mężem wprowadziła się do starego domu, otoczonego zapuszczonym ogrodem. To właśnie w tej przestrzeni — z dala od zgiełku, wśród chwastów i odradzających się roślin — snuje osobistą opowieść o sile ogrodnictwa, które nie tylko koi zmysły i porządkuje chaos codzienności, ale działa niemal hipnotycznie na ciało i umysł. Ogród poza czasem nie jest poradnikiem ani historią ogrodów, lecz refleksją nad ideą ogrodu jako przestrzeni troski, wspólnoty i wzajemnych powiązań między człowiekiem a ziemią.

Świat stanął w miejscu

W pandemii czas po prostu się zatrzymał. Cóż lepiej mierzy bieg godzin łaskawy, jeśli nie drzewa i kwiaty, i trawy? (*). Czy to dlatego właśnie wtedy rozkwitły działki, przydomowe ogródki i społeczne grządki? Czy dlatego wielu z nas zaczęło szukać ukojenia w pielęgnowaniu ziemi?

Pisarka Olivia Laing we wstępie do swojej książki Ogród poza czasem opowiada o ogrodzie, który  jest także metaforą jej własnego umysłu, pełnego myśli, niepokoju i tęsknot. Szuka otuchy w naturze. Sadzi nagietek lekarski: „bardzo siły i otuchy sercu przydaje”. Praca w ogrodzie przynosi jej poczucie stałości, pomaga pogodzić się z nieuchronną tymczasowością wszystkiego, co żyje. Pozwala się zatracić, zapaść w trans—stan: „tak niepodobny do codziennego myślenia”. Czas w ogrodzie spowalnia, a może nawet zatrzymuje się całkiem, zagarniając ze sobą tego, kto w nim pracuje. Nawet jeśli nie ma się własnego domu, ogród — choćby wspólny, społeczny — daje poczucie zakorzenienia.

Marzenie o ogrodzie

Laing marzyła o swoim ogródku od dziecka. Poza pragnieniem miłości to było najbardziej stałe i niedające spokoju — pisze. Zrealizowane dopiero po czterdziestce, gdy poznała wdowca, czułego mężczyznę, którego — podobnie jak ją — fascynowało ogrodnictwo. Kiedy zachorował, a przyszłość stała się niepewna, postanowili wspólnie spełnić dawne marzenie o własnym ogrodzie. Znaleźli kawałek zaniedbanej zielonej przestrzeni. Miał nieco ponad tysiąc trzysta metrów kwadratowych — był zarośnięty, zapuszczony, ale piękny.

Ogród był otoczony murem — cegła w kolorze zgaszonej czerwieni, którą porastały najróżniejsze pnącza: glicynia, powojnik, jaśmin nagokwiatowy i kapryfolium, czyli wiciokrzew przewiercień, wśród całych szańców i proporców bluszczu.

Ogród jako przestrzeń polityczna

Jednak Laing nie zatrzymuje się wyłącznie na opowieści o własnym podwórku. Zauważa, że w czasie lockdownu ogród — ten intymny azyl przed światem — okazał się także przestrzenią polityczną. Pisze o przygnębiającej różnicy między tymi, którzy mogli w pandemii pracować z rydlem w dłoni albo siedzieć z laptopem na leżaku, a tymi zamkniętymi w mieszkaniach bez dostępu do zieleni. Ta nierówność stała się jeszcze bardziej widoczna, gdy zamknięto parki i lasy.

W pierwszych tygodniach pandemii rzeczywistość była przytłaczająca. Laing uciekła w świat ogrodnictwa, bo chciała mieć dostęp do innego wymiaru czasu, w którym wszystko płynie wolniej. Chciałam kopać głęboko i zobaczyć, co uda mi się znaleźć. Bo przecież każdy ogród kryje w sobie skarby — zagrzebane w ziemi zalążki, które mogą wykiełkować w nieoczekiwanym miejscu. Ogród pisarki, choć otoczony murem, jak każdy ogród był powiązany z tym, co na zewnątrz. Pozostawał otwarty na świat.

Ogród jako obietnica nowego życia

Miłość do przyrody zaszczepił w Laing jej ojciec. On także, po śmierci żony, szukał ukojenia w ogrodzie córki. Pierwsze dni po przeprowadzce do wymarzonej przestrzeni były naznaczone głębokim smutkiem. Choć ogród stał się dla wszystkich obietnicą nowego życia.

Rośliny wyglądały na tyczkowane albo skarłowaciałe, pozbawione składników odżywczych, przytłumione przez ekspansywne gatunki, które rozrosły się ponad miarę.

Pewnego dnia na pisarkę przewrócił się krzak porzeczki, a rosnące nad nim drzewo również sprawiało wrażenie, jakby zaraz miało umrzeć. Byli sobie potrzebni. Ogród rozpaczliwie wołał o pomoc, a jego nowi właściciele pragnęli się zatracić, poczuć odcięcie od świata. Chcieli na nowo poczuć grunt pod nogami.

Ucieczka od codzienności w świat roślin ma w sobie coś magicznego, co może dawać niemal uczucie ekstazy.

W poszukiwaniu raju

Nic więc dziwnego, że Laing snuje w swojej książce rozważania o raju — Edenie. W Starym Testamencie słowo „Eden” odnosi się do niebios, do przestrzeni splatającej to, co boskie, z ziemskim. W Księdze Rodzaju jest opis, kiedy wszystkie rośliny czekają w ziemi, a Bóg stwarza człowieka, a potem sadzi ogród i każe mu go uprawiać. Eden był od wieków czymś konkretnym. Istniał w inny sposób niż niebo, nawet jeśli jego bramy pozostawały zamknięte. Na przestrzeni wieków i kontynentów to ogród stawał się ideałem, metaforą doskonałości. Autorka przywołuje Pieśń nad Pieśniami – hipnotyzujące obrazy zamkniętych ogrodów i sadów, niedojrzałych jabłek, zielonych fig, cedrów i lilii.

Myśli przepływające przez głowę Laing podczas pracy w ogrodzie prowadzą ją także do raju utraconego. Miejsca, o którym wielu z nas zapomniało: świata widzianego oczami dziecka, kiedy wszystko jest nowe, zdumiewające, zachwycające. Nie mówiąc o pełnym słodkich owoców raju pierwszej miłości, gdy ciało samo staje się ogrodem.

Praca w ogrodzie — praca nad sobą

W czasie pandemii rajem była już sama możliwość wyjścia z domu i fizycznej pracy w ogrodzie — pracy nad czymś, co pochłaniało i wszechogarniało. Każdego ranka Laing zabierała swoje narzędzia: czerwony sekator, widełki albo piłę do przycinania i szła tam, gdzie akurat coś przyciągnęło jej uwagę.

Pracowałam nad nim, tak jak redaktor pracuje nad tekstem – szukałam tego, co odstaje, co psuje obraz albo zaburza płynność.

Pojawia się refleksja, że nawet w ogrodzie musi być umiar. Nieustanna bujność — niebezpieczny fajerwerk raju. Nie ma sensu szukać Edenu zawsze i wszędzie. To marzenie, które nosimy w sercu. Każda próba stworzenia  własnego ogrodu jest jak ziarno niesione z wiatrem. Nie da się go powstrzymać, nigdy nie wiadomo, na jakiej ziemi wykiełkuje.

Księga ogrodu

Ta książka sama w sobie jest takim ogrodem — przestrzenią, z której można czerpać w zależności od nastroju i stanu ducha. Laing kończy swoją opowieść, cytując swój ulubiony fragment z czternastowiecznego psałterza:

Księga ta jako chłodny ogrojec, zawarty i zapieczętowany, raj wszelakich jabłek pełen.

To piękne porównanie. Psałterz, czyli księga modlitw i refleksji, porównana zostaje do zamkniętego, bujnego ogrodu, pełnego owoców — tych łatwych do zerwania i tych wymagających trudu. Nic, tylko brać i czytać, przegryzając podczas lektury soczyste jabłko.

W literaturze ogrody od zawsze były miejscem wyjątkowych zmian. W powieści „Tajemniczy ogród” Frances Hodgson Burnett to właśnie odnowa zapuszczonego ogrodu odzwierciedla wewnętrzną metamorfozę bohaterki. To tam dziewczynka odnajduje siłę, nadzieję i uzdrowienie. Czy tym razem będzie podobnie. Nie tak bajkowo, ale przekonajcie się sami.

 (*) „Ogród”, Andre Marvell, przeł. S. Barańczak

 

Olivia Laing, Ogród poza czasem. W poszukiwaniu wspólnego raju, Wydawnictwo Czarne, 2025. Wszystkie cytaty zamieszczone w tekście pochodzą z książki

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

14 − pięć =