W ogrodzie nie da się przyspieszyć życia. Nasiono wykiełkuje wtedy, kiedy będzie gotowe, roślina zakwitnie we własnym czasie, a jesienią najważniejsza praca często odbywa się pod ziemią, niewidoczna dla oka. Karel Čapek w „Roku ogrodnika” pokazuje, że właśnie tego uczy przyroda: cierpliwości, zgody na własne tempo i zaufania do procesów, których efektu nie widać od razu. W świecie przyzwyczajonym do natychmiastowych rezultatów ta lekcja brzmi zaskakująco potrzebnie. I wyjątkowo aktualnie.

Przyzwyczailiśmy się do natychmiastowości: chcemy szybkiej odpowiedzi, szybkiego efektu, szybkiego rozwiązania. Nawet odpoczynek można dziś zaplanować, zmierzyć i zoptymalizować. Tymczasem ogród nie działa na żądanie. Nie da się kliknąć, żeby zakwitł. Nie można przyspieszyć dojrzewania pomidora ani przekonać cebulki, żeby wypuściła pęd dokładnie wtedy, kiedy tego od niej oczekujemy.

Kto kogo uprawia?

W świecie, w którym wszystko ma być szybkie, mierzalne i produktywne, ogród pozostaje przestrzenią oporu. Rośnie według własnego kalendarza. Čapek robi z tego czasami komedię. Jego ogrodnik jest trochę obsesyjny, trochę śmieszny, ciągle coś sprawdza, martwi się, planuje i poprawia. Ale właśnie dlatego książka nie jest banalną pochwałą życia blisko natury. Jest także żartem z ludzkiej potrzeby kontrolowania przyrody i refleksją nad relacją człowieka z naturą.

Można powiedzieć, że ogrodnik Čapka chce uprawiać ogród, ale być może to on uprawia jego. Uczy cierpliwości, pokory i akceptowania tego, że nie wszystko  zależy od człowieka. Botanik  może przygotować ziemię, sadzić, podlewać i pielęgnować. Potem jednak musi zaufać temu, co dzieje się poza jego wzrokiem.

„Przez cały rok jest wiosna i przez całe życie jest młodość; wciąż jest z czego kwitnąć”.

Te słowa są chyba najlepszym powodem, żeby po „Rok ogrodnika” sięgnąć właśnie o tej porze roku. Nie dlatego, że jesień-zima jest w tej książce symbolem zakończenia, lecz przeciwnie. Čapek podważa samą ideę takiego końca. To, co z naszej perspektywy wygląda jak zamieranie, może być początkiem procesu, któregonie potrafimy zobaczyć.

Czego uczy nas przyroda?

„Rok ogrodnika” to zbiór felietonów Karela Čapka, które pisarz publikował na łamach „Lidových novin”. Zebrane razem układają się w opowieść o całym roku spędzonym w ogrodzie – od styczniowego planowania grządek po jesienne porządki i oczekiwanie na kolejną wiosnę. Nie jest to jednak zwykły poradnik dla miłośników roślin. Čapek, jeden z najwybitniejszych czeskich pisarzy XX wieku i zapalony ogrodnik, z humorem obserwuje ludzką potrzebę porządkowania, planowania i kontrolowania natury.

Pisał o ogrodzie z perspektywy człowieka, który dobrze znał już smak przemijania. Dlatego pod zabawnymi opisami ogrodniczych obsesji kryje się coś więcej: refleksja nad czasem, dojrzewaniem i tym, że nie wszystko, co ważne, od razu widać. Z lekkością i filozoficznym zacięciem opisuje codzienne radości i troski ogrodników. Między klombami żonkili, hiacyntów i narcyzów, fiołków rogatych, ułudek, głodków, gęsiówek, rzeżuszek alpejskich i begonii pojawiają się barwne typy ogrodników: optymista wierzący w każdą kiełkującą roślinę, pesymista spodziewający się klęski, praktyk szukający skutecznych metod oraz filozof, który w ogrodzie dostrzega metaforę życia.

Co pisze o nadchodzących miesiącach?

Na pewno nie zakłada, że o tej porze roku w ogrodzie nic się nie dzieje. O nie! Przyroda nie układa się wcale do snu zimowego. Čapek proponuje spojrzeć na nią od spodu. Najlepiej do góry nogami, czyli korzeniami.

„Niech diabli porwą liście i kwiaty, co to za przechwałki? Tu, na dole, tu pod ziemią, odbywa się prawdziwa praca. Tu wyrosną nowe łodygi”.

Porównuje naturę do placu budowy, którego fundamenty wiosną wzniosą swoje zielone sklepienia nad pionierską pracę jesieni. Dodaje, że wiosna to czas wypuszczania pędów, a w rzeczywistości ich czas to jesień.

„Nie widzimy kiełków, bo one tkwią pod ziemią; nie znamy przyszłości, bo ona jest w nas”.

Przypomina, że czasem wydaje nam się, że usłani zeschłymi resztami przeszłości tkwimy w zgniliźnie. Gdybyśmy jednak mogli zobaczyć, ile „grubiutkich i białych pędów przebija się”, ile nasion potajemnie kiełkuje czy ile starych sadzonek wypuszcza właśnie młody, żywy pąk, który rozwinie się w kwitnące życie, zrozumielibyśmy, że nasza nieufność i tęsknota są niepotrzebne. Bo „najlepsze ze wszystkiego jest bycie żywym człowiekiem, czyli człowiekiem, który rośnie”.

To chyba jedna z najważniejszych lekcji tej książki: nie wszystko, co nie rośnie na naszych oczach, przestaje rosnąć. Czasem najważniejszy wzrost odbywa się poza naszym spojrzeniem, bez spektakularnego efektu i możliwości natychmiastowego sprawdzenia rezultatu. Ogród nie pokazuje wykresu postępów. Każe czekać.

Pamiętajcie o ogrodach!

W trakcie lektury nachodzi człowieka ogromne pragnienie posiadania ogrodu, choćby małego poletka. Pisarz zdradza też, jak powstaje ogrodnik. Nie wyrasta z nasion ani cebulek. Rośnie z doświadczenia i odpowiednich warunków.

Kiedy Čapek był mały, miał do ogródków „stosunek buntowniczy”, bo ojciec zabraniał mu włażenia na grządki i zrywania niedojrzałych owoców. Pisze, że dopóki człowiek jest w kwiecie wieku, kwiat jest dla niego czymś, co się wręcza komuś. Nie przychodzi mu do głowy, że to coś, co przezimuje, podlewa się czy przesadza. Potrzeba dojrzałości. Ale gdy osoba wpadnie  w ogrodniczą pasję, przepada. Kiedy zaprasza cię na działeczkę, nie licz, że skupi swoją uwagę na tobie.

„Proszę iść za mną, zaraz pokażę panu Dianthus musalae, będzie pan zachwycony. U licha! Tu jeszcze muszę spulchnić kawałek” – rzuci i zacznie grzebać w ziemi. Wyprostuje się po piętnastu minutach i powie: „A! Miałem przecież pokazać panu dzwonek dalmatyński, czyli Campanula wilsonae. Niech pan wierzy, że to najpiękniejszy dzwonek, jaki… Chwileczkę, tu muszę przywiązać tę ostróżkę”.

Może właśnie dlatego „Rok ogrodnika” jest dziś czymś więcej niż nostalgiczną opowieścią o świecie, w którym człowiek miał ogródek i cierpliwość do obserwowania pór roku. Jest także książką o odzyskiwaniu zgody na własne tempo. O tym, że życie nie zawsze musi przynosić natychmiastowy rezultat, a okres, w którym pozornie nic się nie dzieje, nie musi być okresem bezczynności.

„Rok ogrodnika” to dowcipna i ciepła opowieść o ogrodzie, ale także pochwała cierpliwości, rytmu natury i małych codziennych zwycięstw. Lektura zarówno dla miłośników roślin, jak i dla wszystkich, którzy cenią literaturę z duszą.

Warto przeczytać ją jesienią. Kiedy ogród zaczyna wyglądać tak, jakby kończył swój rok, Čapek przypomina, że rok ogrodnika jest tak długi, że właściwie nie ma końca. Jesień nie musi być świadectwem upadku. Pod ziemią może już zaczynać się wiosna.

Tekstowi Karela Čapka towarzyszą rysunki jego brata, Josefa.

Zamieszczone cytaty pochodzą z książki „Rok ogrodnika”, K. Čapek, Wydawnictwo Dowody, 2025.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

piętnaście − 9 =