Niewiele zostało w Polsce takich miejsc, gdzie można podziwiać pasące się na wolności krowy. Sprawa nie jest błaha. Kilka lat temu, gdy postanowiłem zbadać zjawisko żerowania bocianów białych w towarzystwie krów, wybrałem się w dolinę Bugu, Narwi i Biebrzy, i nie mogłem zebrać wystarczającej liczby obserwacji. Ostatecznie przeniosłem się ze swoim pomysłem na Suwalszczyznę, gdzie panuje jeszcze prawdziwy raj zarówno dla krów, jak i bocianów.

Skoro widok pasących się krów stał się czymś rzadkim, nic dziwnego, że dla wielu dzieci nie jest czymś tak oczywistym, skąd pochodzi mleko. Doszło nawet do tego, że na niektórych grupach dla matek na portalach społecznościowych pojawiają się takie tematy, jak „gdzie można pokazać dziecku pasące się konie czy krowy albo spacerujące wolno po podwórku kury”. To nie żart, a smutna rzeczywistość. Żyjemy w czasach, w których coraz więcej ludzi cierpi na zespół deficytu natury. Wszystko przez to, że mają nie tylko mniejszy kontakt z dziką przyrodą, ale również ze zwierzętami gospodarskimi, które dotychczas powszechnie żyły wśród nas.

Krowy to nie tylko sielski obrazek polskiej wsi. Zwierzęta te odgrywają ogromną rolę w krajobrazie rolniczym, która polega na kształtowaniu i utrzymaniu siedlisk dla wielu gatunków zwierząt, zwłaszcza ptaków. Nie chodzi wyłącznie o to, że krowy zgryzają trawę, działając jak żywe kosiarki, ale o szereg innych funkcji, które pełnią w środowisku. À propos żywych kosiarek: są dużo lepsze dla przyrody niż ludzkie maszyny. Dlaczego? Gdy człowiek weźmie się za koszenie łąki robi to zazwyczaj w sposób metodyczny, obejmując tym działaniem całą jej powierzchnię, rzadko pozostawiając nieskoszony fragment dla przyrody i to tylko wówczas, gdy jest beneficjentem unijnych funduszy. Poza tym, w zależności od areału, zajmuje mu to zazwyczaj od kilkudziesięciu minut do kilku godzin. Wszystko, co żyło na łące, a nie było w stanie się schronić, ginie po przejeździe mechanicznej kosiarki. Co innego, gdy do pracy zaprzęgniemy krowy. Te, stale i powoli przez okres kilku miesięcy, który spędzają na pastwisku, usuwają odrastającą biomasę, czasami pozostawiając niektóre fragmenty całkowicie nieruszone albo rzadziej użytkując te mniej smaczne. W ten sposób powstaje mozaika siedlisk doskonała do założenia gniazda przez niektóre ptaki wodno-błotne.

Pierwsze wspomniane rejony łąki, mniej użytkowane lub wcale, wybierają kszyki czy derkacze. Bardziej spasione fragmenty, czasami aż do gołej ziemi, preferują czajki, a średnio wyjedzone zajmują rycyki i krwawodzioby. W suchym zagłębieniu po krowim kopycie gniazdo założy skowronek, a w bardziej podmokłym świergotek łąkowy czy pliszka żółta. Każdy ptak na takiej łące ma swoją określoną niszę. Oczywiście krowy, jak ludzkie maszyny, mogą czasem przyczynić się do tragedii, rozdeptując ptasie gniazda, ale zazwyczaj problem ten dotyczy tylko pojedynczych przypadków. Dopiero gdy człowiek przesadzi z obsadą pastwiska i umieści na niej za wiele zwierząt może się to okazać poważnym zagrożeniem dla ptasich lęgów. Poza miejscami do gniazdowania krowy tworzą krajobraz, w którym łatwiej się poluje. Z terenów pokrytych niską roślinnością, którą stale utrzymują w ryzach te inteligentne przeżuwacze, najchętniej korzystają myszołowy, pustułki, orliki krzykliwe, błotniaki stawowe i łąkowe czy bociany białe. Związki tych ostatnich z krowami są szczególnie silne. Po pierwsze, bociany znacznie chętniej osiedlają się w miejscach, gdzie wypasa się krowy na pastwiskach. Nic zatem dziwnego, że tam, gdzie praktykuje się jeszcze ten typ hodowli bydła, bociany gniazdują w najwyższych zagęszczeniach – tak jak na Warmii, Mazurach czy Suwalszczyźnie.

Po drugie – tutaj wrócę do wspomnianych we wstępie prowadzonych przeze mnie badań – bociany, które żerują z krowami, mają wyższy sukces łowiecki niż osobniki polujące samotnie. Co to znaczy? W tym samym czasie bocian chodzący przy krowie łowi znacznie więcej owadów (głównie koników polnych) niż ten spacerujący samotnie, a poza tym przemierza mniejszy dystans. Oznacza to, że zyskuje więcej kalorii w mniejszym czasie i mniejszym kosztem. To ważne, gdy ma się do wychowania nawet piątkę młodych. Rola krów polega na wypłaszaniu i dezorientowaniu owadów, które umykając spod ich nóg, stają się łatwiejszą ofiarą dla bocianów. Podobną technikę żerowania wykorzystują również szpaki, plącząc się pomiędzy nogami krów, jednak szpaki najchętniej łapią mniejsze owady. Główna różnica między jednym a drugim gatunkiem polega na tym, że bocianów przy krowach zazwyczaj jest nie więcej niż dwa lub trzy, a szpaków może być grubo ponad setka. Zjadają nie tylko wypłoszone z trawy owady, ale chwytają również krwiopijne bąki, ślepaki i jusznice siedzące na brzuchach zwierząt. Żerowanie szpaków bez towarzystwa krów, tak jak w przypadku bocianów, jest mniej efektywne. Spada wydajność polowania i muszą przejść większy dystans, aby uzyskać ten sam efekt. Gdy krów zaczyna brakować, szpakom zaczyna powodzić się gorzej. Nic dziwnego, że w Europie Zachodniej obserwuje się ostatnio drastyczny spadek ich liczebności i to mimo wzrostu pogłowia krów. Wszystko przez to, że krowy te wcale nie spasają łąk, ale trzymane są w zamknięciu. Dobry przepis na maksymalizację zysków i jednocześnie zagładę ptaków krajobrazu rolniczego. Takie rolnictwo zaczyna dominować i u nas. Nie powinno zatem dziwić, że ptaki krajobrazu rolniczego należą do jednych z najszybciej znikających grup tych kręgowców w Polsce.

Dawniej człowiek kształtował ich siedliska, często z wykorzystaniem zwierząt, jak wspomnianych krów, koni czy owiec, a obecnie doprowadza do ich degradacji. Powróćmy na chwilę do tego, jakie jeszcze korzyści daje ptakom obecność krów na pastwiskach. Oprócz tego, że zjadają one trawę i utrzymują ją nisko przy ziemi, pozostawiają za sobą ogromne ilości odchodów, które nie są zwykłym odpadem. Żeruje na nich całkiem sporo ptaków, jak chociażby wróble, mazurki, trznadle, dudki czy szpaki. To nie koniec zastosowań tego materiału. Kalandry czarne, takie azjatyckie skowronki, „brukują” okolice wokół swoich gniazd kawałkami krowiego lub końskiego łajna. Zabezpiecza to ich lęgi przed zdeptaniem przez pasące się zwierzęta, które mniej chętnie wracają do żerowania w miejscach, gdzie pozostawiły swoje odchody. Poza tym taki „łajnobruk” chroni pisklęta i jaja przed nadmiernym przegrzaniem lub wychłodzeniem. Kiedy inne skowronki opuszczają swoje gniazda co najwyżej na kilka minut, kalandry czarne mogą pozwolić sobie na dłuższą nieobecność nawet do kilku godzin. Nierzadko czajkom zdarza się także założyć gniazdo w pobliżu, a nawet wewnątrz wysuszonego krowiego placka, co pełni tę samą funkcję, co aktywne znoszenie odchodów u kalandry. Obecność krów to także obornik, który oprócz tego, że jest doskonałym nawozem, ma duże znaczenie dla ptaków. Bociany białe bardzo chętnie znoszą taki obornik do gniazda. Nic dziwnego, że z czasem formuje się w nich bardzo żyzna gleba, co wykazaliśmy niedawno z naukowcami z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie. Gleba pełna życia w postaci wielu gatunków owadów, grzybów i nasion roślin. Poza tym obornik w gnieździe „podgrzewa” pisklęta, zapewniając dobrą termoregulację. Zwały obornika zimą to jedno z kluczowych miejsc żerowania i występowania trznadli, a także potrzeszczy, srok, wron siwych i gawronów. Nie bez znaczenia jest też samo miejsce, gdzie obornik się tworzy, czyli obory. Nie od dziś wiadomo, że to miejsce gniazdowania jednych z najsympatyczniejszych ptaków związanych z człowiekiem – jaskółek dymówek.

Hodowla krów i metoda jaką człowiek wybiera, wpływają w złożony sposób na ich funkcjonowanie. Jeśli z pastwisk znikają krowy, znika rozległa sieć zależności, która tworzona była od około 12 tys. lat, czyli od czasu, gdy człowiek udomowił bydło. Jej gwałtowane przerwanie poprzez zamykanie krów w przemysłowych oborach nie służy przyrodzie, a jedynie partykularnym interesom ludzi. Nie można jednak zapominać, że człowiek jest częścią przyrody, a jej stan wpływa na jego zdrowie. Parafrazując znane powiedzenie, można by rzec: w zdrowym ekosystemie, zdrowy organizm. Powinniśmy o tym pamiętać, patrząc na nasze puste łąki i pola. Bez krów. Bez ptaków. Milczące.

Adam Zbyryt
Adam Zbyryt, doktorant Szkoły Nauk Ścisłych i Przyrodniczych Uniwersytetu w Białymstoku, biolog, ornitolog, popularyzator wiedzy przyrodniczej. Współtwórca i współprowadzący (z Marcinem Cichońskim) audycję w Radiu 357 Dwóch ludzi z Puszczy. Jako gość występował w dziesiątkach audycji radiowych i telewizyjnych. Finalista konkursu „Popularyzator Nauki 2021” w kategorii Animator, organizowanego przez PAP Nauka w Polsce. Autor ponad 50 artykułów naukowych i kilkudziesięciu popularnonaukowych. Autor dwóch książek przyrodniczych: Ptaki Puszczy Białowieskiej. Opowieści o mieszkańcach niezwykłego lasu (Wyd. Paśny Buriat, 2020) i Krajobraz strachu. Jak stres i strach kształtują życie zwierząt (Wyd. Marginesy, 2021).

Skomentuj. Jesteśmy ciekawi Twojej opinii!