Eichornia gruboogonkowa, bo pod taką nazwą figuruje oficjalnie w języku polskim ta roślina, uważana jest powszechnie za gatunek inwazyjny i pod wieloma względami szkodliwy. Kenijski start-up jest jednak na drodze do opracowywania nowatorskiego zastosowania dla tego zbędnego dotychczas rozpławu.

Biopaliwo – pojęcie obecne w energetyce od ponad stulecia, jednak od samego początku mające marginalne znaczenie dla szerokiego obrazu i traktowane bardziej jako ciekawostka, niż wiarygodne, alternatywne paliwo. Początkowo próbowano napędzać silniki alkoholem etylowym, zwykle w formie domieszki do tradycyjnej benzyny. Zrezygnowano jednak z tego typu przedsięwzięć ze względu na pojawienie się zdecydowanie tańszej ropy naftowej na początku XX wieku. Od tego czasu kilkukrotnie wracano do konceptu, głównie w trakcie kryzysów ekonomicznych, a przede wszystkim w czasach kryzysu naftowego lat 70. W Stanach Zjednoczonych rozpoczęto produkcję etanolu z kukurydzy, a Brazylia podjęła próby uzyskiwania biopaliwa z trzciny cukrowej. Na całym świecie zaczęto prace nad wykorzystaniem drożdży, olejów roślinnych, słomy, odpadów rolnych, jatrofy, czy też biomasy z drewna. Badania nad wszystkimi wymienionymi metody zostały jednak w znacznej mierze porzucone, gdy światowy rynek naftowy wrócił do normy, ze względu na zbyt wysokie koszty. Podobnie było w przypadku kolejnej generacji biopaliwa, opierającej się na wysoce kapitałochłonnej hodowli alg. Wszystkie powyższe źródła energii miały jedną podstawową wadę – były surowcami o już istniejącym, szerokim zastosowaniu.

Ten problem nie występuje w przypadku hiacyntu wodnego od lat zwalczanego i tępionego na wszystkich regulowanych akwenach. Roślina ta nie tylko ogranicza dostęp do tlenu pod powierzchnią wody, co stanowi zagrożenie dla większości gatunków ryb słodkowodnych, ale w skrajnych przypadkach może również utrudniać żeglugę śródlądową. Z tych względów jej hodowla, a nawet choćby sprzedaż czy transport, zostały zakazane w Wielkiej Brytanii i na terenie Unii Europejskiej, jak również w niektórych Stanach, takich jak Alabama, Arizona, Arkansas, Kalifornia, Floryda, Luizjana, Karolina Południowa i Teksas. Przez swój gwałtowny rozrost hiacynt stanowi jednak idealny surowiec, zakładając, że znalezione zostanie dla niego zastosowanie, czego udało się dokonać małej kenijskiej firmie na czele z Edikite Ochieng’ Otieno.

Centre for Innovations for Sustainable Technologies opracowało technologię, która pozwala uzyskiwać bioetanol z łodygi i szypułki hiacyntu wodnego w zaledwie dwie doby. Cały proces zamyka się w czterech standardowych zbiornikach fermentacyjnych, a przedsiębiorstwo jest w stanie wyprodukować nawet 600 litrów etanolu dziennie. Finalny produkt ma jednak jedną wadę – do jego użytku niezbędne są specjalne kuchenki oraz piece, których koszt na tę chwilę jest niejednokrotnie zbyt wysoki dla potencjalnych klientów CIST. Niemniej jednak firmie Otieno udało się poczynić pewne postępy w swego rodzaju oddolnej transformacji energetycznej w Kenii. Dotychczas ponad 80% gospodarstw domowych w kraju opalało swoje domy węglem lub drewnem, jednak odsetek ten systematycznie spada. Przedsiębiorstwo planuje również rozmieszczenie swoistych dystrybutorów swojego produktu, co pozwoliłoby na zmniejszenie kosztów transportu oraz opakowań. Takie posunięcie zmniejszyłoby również zużycie plastiku, ze względu na możliwość ponownego napełniania pierwotnie zakupionych przez konsumentów butli.

CIST planuje dalszy rozwój swojej technologii, która została jednoznacznie pozytywnie odebrana przez środowisko naukowe w Kenii. Badacze wskazują na znaczącą przewagę tej procedury, która sprawia, że hiacynt wodny góruje nad pozostałymi źródłami bioetanolu. Mianowicie, roślina ta nie tylko nie ma żadnego innego zastosowania, ale również nie wpływa na wciąż rosnący deficyt ziemi uprawnej, nie konkurując tym samym z produkcją żywności. Tym bardziej warto zatem obserwować rozwój sytuacji i liczyć na to, że zespołowi Otieno uda się nie tylko rozpropagować swój produkt, ale również dostosować go do użytku w standardowych urządzeniach i silnikach.

Wojciech Wenclik
Jestem studentem III roku kierunku Ekonomia na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu. Oprócz pracy w finansach na co dzień zajmuje się również pisaniem i redagowaniem scenariuszy do gier fabularnych oraz działalnością w ramach samorządu studenckiego na mojej uczelni. W krótkich chwilach pomiędzy tymi aktywnościami zastanawiam się jak długo będę musiał poczekać jeszcze na szóstą część Pieśni Lodu i Ognia, szósty sezon Peaky Blinders i siódmy epizod Star Warsów. Wypełniony po brzegi grafik nie przeszkadza mi jednak w śledzeniu bieżących wydarzeń z zakresu polityki gospodarczej, a w szczególności polityki energetycznej. Dlatego też mam nadzieję, że uda mi się przekazać wartościowe spostrzeżenia i informacje, dotyczące zagadnień ekologicznych, podawanych z perspektywy inwestycji i wpływu na gospodarkę.

Skomentuj. Jesteśmy ciekawi Twojej opinii!